Józef Maria Ruszar, Wokół „Polskiego kształtu dialogu”. Polskie filozofowanie


Józef Maria Ruszar, Wokół „Polskiego kształtu dialogu”. Polskie filozofowanie

(„Rzeczpospolita”, 16 lutego 2002)


Kiedy czytamy „Posłowie” Jarosława Gowina do „Polskiego kształtu dialogu” – a w szczególności jego wersję publicystyczną, zatytułowaną „Tischner, Kołakowski, Michnik” („Plus Minus” 2 lutego 2002) – to już w samym tytule widzimy znamienną zmianę perspektywy czytania tekstu sprzed ćwierćwiecza. Głównymi punktami odniesienia stają się dwaj polscy intelektualiści, którzy w książce Tischnera wcale nie są przedmiotem najważniejszych rozważań. W dzisiejszej recepcji mamy więc do czynienia z przesunięciem intelektualnych akcentów książki. Dodatkowym celem „Posłowia” jest wyjaśnienie współczesnemu czytelnikowi, jak to się stało, że Tischner „coś takiego” napisał. „Polski kształt dialogu” zawiera bowiem niezwykle ostrą krytykę Kołakowskiego i miażdżącą recenzję z książki Michnika „Kościół, lewica, dialog” – późniejszych przyjaciół autora. Dlatego wznowienie „Polskiego kształtu dialogu” jest dzisiaj poniekąd skandalem towarzysko-intelektualnym.


„Młody” Kołakowski

Kim dla krakowskiego księdza i filozofa był Leszek Kołakowski, w czasie gdy pisał „Polski kształt dialogu”? Postacią niejednoznaczną, ale zasadniczo mało sympatyczną. Rysował się w trzech wymiarach. Kołakowski jako „marksistowski młot na katolickie czarownice” z lat czterdziestych i pięćdziesiątych był elementem stalinowskiego systemu represji. Jego wyroki miały naturalny związek z działaniami administracyjnymi i policyjnymi totalitarnego państwa. Jakkolwiek by to zabrzmiało drastycznie dzisiaj, trzeba powiedzieć, że ofiary i świadkowie stalinowskich procesów przeciwko księżom i biskupom oraz usuwani z uczelni profesorowie nie widzieli moralnej różnicy między ideologami-filozofami, a prokuratorami i oprawcami w śledztwie. Tischner, który jako student obserwował związek działań UB i filozofów marksistowskich, a w latach 60. był uczniem Ingardena i Dąbskiej (represjonowanych w latach pięćdziesiątych) – wypomina Kołakowskiemu haniebną rolę.

Ale w połowie lat siedemdziesiątych ukazuje się imponujące dzieło Kołakowskiego „Główne nurty marksizmu”. Marksista-rewizjonista przedstawił własną, oryginalną koncepcję rozwoju myśli filozoficznej. Marksizm tam prezentowany był marksizmem „zrewidowanym”, uszlachetnionym, oczyszczonym z uproszczeń przez erudycję, talent i inteligencję autora, co trochę drażniło. Ale Tischner wysoko ocenił gruntowną krytykę marksizmu, dokonaną w trzecim tomie dzieła i z zazdrością patrzał na fakt, że nie zdołali tego dokonać filozofowie chrześcijańscy. Stąd pełen szacunku rozdział w książce Tischnera zatytułowany „Na marginesie myśli Leszka Kołakowskiego”.

Jedyny naprawdę pozytywny obraz Kołakowskiego wiązał się z programem politycznym, opublikowanym w paryskiej „Kulturze” w roku 1972. Kołakowski stał się guru politycznej nadziei, kiedy napisał „Tezy o nadziei i beznadziejności”. Były one obok „Żyć bez kłamstwa” Sołżenicyna i „Rodowodów niepokornych” Cywińskiego tekstem najszerzej oddziałującym na ówczesną opozycję. Kołakowski uzasadniał sens politycznego działania przez nadanie mu sankcji racjonalności. Podstawowa teza artykułu, że wewnętrzne sprzeczności systemu daje się wykorzystać do przyspieszenia jego upadku i że upadek ten jest nieuchronny, wyzwoliła niespotykaną energię społeczną. Dzisiaj już nawet trudno odtworzyć rozmiary mentalnej rewolucji. Nikt bardziej od Kołakowskiego nie jest intelektualnym ojcem opozycji politycznej lat siedemdziesiątych.

Między autorem „Tez o nadziei i beznadziejności” („Kultura”, 1972) a Tischnerem – autorem artykułu „Chochoł sarmackiej melancholii” („Znak”, 1970) – można znaleźć wspólny mianownik. Kołakowski analizował wewnętrzne sprzeczności systemu, które dają szansę na wolność. Tischner natomiast starał się przełamać paraliżujące poczucie porażki roku 1968 uświadamiając inteligencji jej własne słabości duchowe. Twierdził, że polscy inteligenci zamieniają przegraną bitwę w „nastrojową świadomość porażki”, którą się delektują i z którą jest im psychicznie dobrze. Pisał, że muszą przełamać wiarę w „przypadkowość świata”, w którym los Polski zależy od jakichś niekontrolowanych sił Historii, bo historia kraju jest skutkiem celowego wysiłku narodu, a nie fatum. Postulował, by zamienić „polską rzewność” w silną nadzieję, a „zadzierzystość”, czyli niezręczną imitację odwagi – w mozolną pracę nad społeczeństwem.

Obu filozofów połączyła wspólna nadzieja wolności i krytyka marksizmu. Na tym gruncie doszło do intelektualnego spotkania w połowie lat siedemdziesiątych. Osobiście spotkali się dopiero w 1980 roku.


Paradygmaty „lewicy laickiej”

W rozdziale „W imieniu laickiej lewicy”, poświęconym książce Michnika „Kościół, lewica, dialog” (z 1977 r.), Tischner musiał odnieść się do dwóch ważnych okoliczności. Pierwszą był obraz Kościoła w oczach lewicy laickiej, a drugą – oferta politycznej współpracy.

Na „wewnętrzny użytek” środowisk lewicy laickiej książka Michnika była rodzajem apelu o zmianę wizerunku Kościoła. Michnik, cytując listy pasterskie i wypowiedzi ks. prymasa Wyszyńskiego, przekonywał swoje środowisko, że Kościół nie jest strukturą totalitarną i broni praw człowieka. Czynił to „odkrycie” ze śmiertelną powagą, która dla zwykłego katolika tamtych czasów brzmiała groteskowo lub obraźliwie. Ale Tischner pamiętał antyklerykalną postawę „Po prostu”, które po roku 1956 nadal zwalczało „katolicki zabobon”. Wiedział, że lewica laicka uważała zwalczanie wpływów Kościoła za jedyny jaśniejszy punkt stalinizmu. Spotykał się z marksistowskimi rewizjonistami od Schaffa – rozmawiał z intelektualną elitą, a nie tępymi aparatczykami PZPR. Ta laicka lewica, czyli partyjna (lub nie-tak-dawno partyjna) elita intelektualna w latach sześćdziesiątych nie była najsympatyczniejszą formacją. Chociaż odsunięta przez aparat od piersi, nadal korzystała z przywilejów. Chociaż jej ateizm, walczący z „religijnym zabobonem”, nie przybierał form tak brutalnych jak dekadę wcześniej, to przecież intelektualnie ciągle poruszała się w tych samych marksistowskich koleinach myślowych. Dla przykładu: przeglądając bibliografię prac Leszka Kołakowskiego z lat 1956-1968 widzimy, że połowa jego tekstów zamieszczona została w „Argumentach” (piśmie poświęconym walce z religią).

Krótko mówiąc, Tischner znał stopień zideologizowania obrazu Kościoła, narodową alienację i środowiskową samowystarczalność warszawskich rewizjonistów. Aby nie było nieporozumień: nie chodziło mu o etniczne korzenie niektórych przedstawicieli, lecz o życie w enklawie. Więcej. Uważał, że stalinowskie doświadczenia późniejszych rewizjonistów przyniosły nie tylko ich wyobcowanie z narodu, ale także zdradę inteligenckiego powołania, inteligenckiego etosu. Stąd jego niezwykle gwałtowna reakcja. „Nie wiem, czy istnieje jakaś inna teoria społeczna oprócz marksistowskiej, która by tak dalece stępiała człowiekowi naturalny zmysł rzeczywistości – pisał. – To zdumiewające, że ludzie ‘lewicy laickiej’ żyli w środku naszego kraju, mieli oczy i uszy, a nie zdawali sobie sprawy z tego, jaka w tym kraju była i jest rola Kościoła” (s. 248). Podobnie ostre wypowiedzi dotyczą znajomości rzeczywistości społecznej w Polsce oraz etycznego wymiaru stalinowskich metod działania.

Zauważmy sformułowanie „w środku naszego kraju”! Tischner pochodził z ludu, który uważał za naród. Twierdził, że warszawscy lewicowi intelektualiści są kompletnie wyalienowani z realnego życia narodu, o którym nie mają pojęcia i dlatego żyją w strachu przed jego „nacjonalizmem”. Stąd jego dość ironiczne lub pobłażliwe traktowanie warszawskiego „gęgu” (tak nazywano lewicowe salony warszawskie). Kiedy powstał KOR, śmiał się, że „gęgacze” nareszcie zobaczyli żywego robotnika, nie spędzonego do fabrycznej hali na spotkanie z „wybitnym pisarzem”. Alienacja elit i nieznajomość zwykłej Polski były dla niego zdradą, był bowiem pod wielkim wrażeniem Norwidowskiej idei, że warstwy oświecone mają obowiązek łączyć lud ze światem. Lud, a nie siebie (parz: „Promethidion” – „Epilog” XIII).

Termin „lewica laicka” budził zastrzeżenia nawet wśród samych zainteresowanych, jako wymyślony na potrzeby chwili politycznego sojuszu ekwiwalent słowa „laikat” w Kościele. Miała to być paralela sytuacyjna. Oba „kościoły”: katolicki i marksistowski (czyli hierarchia i aparat partyjny) mają swe niespokojne, niezależne, buntownicze duchy, to znaczy intelektualne elity. W tym kontekście warto przeczytać sławny w latach sześćdziesiątych esej Kołakowskiego „Kapłan i błazen”, a następnie wyobrazić sobie, jak ta figura mogła być odbierana w Krakowie, gdzie najwyższym kapłanem był… kardynał Wojtyła – organizator niezależnego życia intelektualnego. Porównanie „kościołów” nie było nawet obraźliwe. Było intelektualnie żenujące. Toteż nie mogła Tischnera zachwycić polityczna oferta Michnika, z nazwą zakładająca paralelę między elitami katolickimi i marksistowskimi oraz „aparatami organizacyjnymi” owych „kościołów”. Poza tym „Michnik zwraca uwagę przede wszystkim na dialog na poziomie władzy”, co jest rzeczą drugorzędną, ponieważ „zasadniczy wybór dokonywał się na poziomie narodu” (s. 248).

Tischner nie miał do jego książki ani moralnego, ani intelektualnego zaufania i stawiał autorowi dwa główne zarzuty. Pierwszy, to brak zmiany podstawowego komunistycznego paradygmatu moralnego, czyli prymatu polityki nad etyką. Podporządkowanie etyki polityce było zarzutem na poziomie sumienia, bez którego etyka marksistowska doskonale sobie dawała radę (s. 250). Drugi zarzut dotyczył strategii perswazyjnej publicystyki Michnika. Chodzi o taki sposób budowania definicji (demokratycznego socjalizmu, lewicy laickiej itp.), który arbitralnie zagarnia dla siebie, co najlepsze i najszlachetniejsze, oraz stosowanie szantażu moralnego: jeśli się ze mną nie zgadzasz, to jesteś faszystą. Dla Tischnera był to dowód na kontynuowanie stalinowskiej struktury polemiki, która musiała miażdżyć przeciwnika intelektualnie, moralnie i nie pozostawiać mu żadnej alternatywy: „z praktycznego punktu widzenia rzecz pachnie jakąś formą ‘moralnej demagogii’, bo cóż mi pozostaje, jeśli nie poprę ideałów lewicy laickiej? Nic tylko: ‘szowinizm, ucisk narodowy, obskurantyzm, bezprawie’ i inne tym podobne okropności. Kiedyś, za stalinizmu, nie mieliśmy wyjścia, bo nie pozwalały na to ‘żelazne prawa dziejów’, dziś także nie mamy wyjścia, bo nie pozwala na to wzniosła (…) etyka ‘demokratycznego socjalizmu’. Zmieniliśmy poziom rozważań, ale struktura jakby pozostała”. (s. 247)


Ku narodowej samowiedzy

Swój styl filozofowania Tischner nazywał „myśleniem z wnętrza metafory”. Myślenie to karmiło się historią, „zadaną do przemyślenia”, a odbywało się „w świetle wartości”. Były więc to rozważania głównie aksjologiczne, a dotyczyły doświadczeń narodu. Jaki skutek dla charakteru Polaków miało spotkanie z chrześcijaństwem? Co przyniosło doświadczenie wieloletniej niewoli? Czym zaowocowało młodopolskie poszukiwanie nowych źródeł „stylu narodowego”? Jaki rezultat dla wiejskiego kraju nad Wisłą może przynieść zderzenie z marksizmem i komunistyczną industrializacją? Każde z tych wydarzeń, nawet najbardziej tragicznych, przynosiło duchowe owoce i powinno zostać przeanalizowane. Już po napisaniu „Polskiego kształtu dialogu” pontyfikat Karola Wojtyły, a zwłaszcza powstanie „Solidarności” stały się głównym przedmiotem jego rozważań.

Kiedy starał się zrozumieć wpływ chrześcijaństwa na kształtowanie polskości, to pytał, co daje nam do myślenia historia konfliktu króla Bolesława i biskupa ze Szczepanowa? Jaką mądrość zaszczepiło w Polakach przeświadczenie, że dla historii idei istotny konflikt miał wymiar etyczny, a nie polityczny? Jakie konsekwencje intelektualne miał ten spór dla myślicieli takich jak Paweł Włodkowic i jego wystąpienia na soborze w Konstancji? Innymi słowy: jak dość banalna historia średniowiecznego konfliktu lub praktyka pokojowego nawracania pogan ukształtowały nasze formy zbiorowego bytu. Jak wpłynęły na myślenie o państwie i narodzie jako wspólnotach moralnych?

Podobnie rzecz się miała z myślą romantyczną, która próbowała osiągnąć maksimum intelektualnego zysku z przetrawienia doświadczenia niewoli, zaprzaństwa i bohaterstwa. Najbliższy mu był gorzki, „chłostający” romantyzm Norwida i Krasińskiego (w 1976 roku zorganizował sesję poświęconą Krasińskiemu). Zwłaszcza norwidowskie rozumienie sztuki i zadań inteligencji przyjmował za swoje („Pracować musisz zawsze z potem CZOŁA – Spustoszonemu mów ty narodowi” – C. K. Norwid „Praca”). Do Tischnerowskiej wyobraźni przemawiała idea „podnoszenia ludowego do ludzkości” nie tylko w dziedzinie sztuki. Stąd też czerpał wiele ze swych sformułowań filozofii społecznej (np. „praca dla pracy”, przekształcona później w „pracę nad pracą”).

Witkiewicz i inni artyści Młodej Polski chcieli budować narodową sztukę sięgając do ludowych korzeni Podhala. Tischner próbował znaleźć oryginalny styl filozofowania czerpiąc także z ludowej gleby. Ten program realizował od lat sześćdziesiątych do końca życia. Przy czym młodopolscy inteligenci szli na Podhale szukać natchnienia. On, góral z Łopusznej, przebył drogę odwrotną: we współczesnej filozofii starał się znaleźć inspirację do zbudowania formy opisującej polskie doświadczenie. Tischner nie myślał „abstrakcyjnie”. Myślał „obrazami” i „na przykładach”, bo – jak pisał Norwid – „różnica pomiędzy słowem ludu a słowem pisanym i uczonym jest ta, że lud myśli postaciami”. „Wychodząc z głębi metafory” próbował ująć przeżycia pokoleń.


Przytomność wspólnoty

W tym kontekście „Polski kształt dialogu” jest analizą najnowszego doświadczenia dziejów Polski. Autor widział jeden pozytywny rys marksizmu: postawienie pytania o wyzysk pracy. Uważał, że odpowiedź jest zła, a nawet zbrodnicza, ale przecież nie unieważnia pytania. Sam stał się przenikliwym analitykiem nowych form wyzysku, jakie wymyślił socjalizm – ustrój, który obiecał znieść alienację pracy.

„Filozofia” i „filozofowanie” – takiego rozróżnienia dokonał swego czasu Władysław Stróżewski, inny uczeń Ingardena. Tischner chciał filozofować, a nie uprawiać uniwersytecką filozofię. Jego dialogowanie miało swym stylem doprowadzić do stworzenia „narodowej filozofii”, czyli oryginalnej formy intelektualnej, która wyrażałaby specyfikę doświadczenia polskiego losu, bo przyjmował za Norwidem, że „naród, tracąc przytomność – traci obecność – nie jest – nie istnieje…”. To dlatego później tak zafascynowała go „Solidarność” jako organizator ogólnonarodowej debaty i oryginalny projekt wspólnoty opartej na społecznym dialogu.


_________________________________________________________

Autor (ur. 1951) z wykształcenia filolog i filozof, jest niezależnym publicystą. W latach 1974-1978 uczeń ks. Józefa Tischnera, uczestnik prywatnego seminarium i nieoficjalny słuchacz Papieskiego Wydziału Teologicznego w Krakowie. Członek redakcji „Niezależnego Pisma Młodych Katolików ‘Spotkania’„, które było edytorem pierwszego wydania książki „Polski kształt dialogu” (1980). Mieszka w Krakowie.

„Polski kształt dialogu” – cykl wykładów o marksizmie oraz historia sporu marksistowsko-katolickiego w PRL. Pierwsza wersja, z 1979 roku, wydana jako druk wewnętrzny na Papieskim Wydziale Teologicznym w Krakowie. Po uzupełnieniu o rozdziały „Próby świadectwa” (krytyka pisarstwa Jana Strzeleckiego i Adama Michnika) oraz „W imieniu lewicy laickiej” (krytyczne uwagi na temat książki Michnika „Kościół, lewica, dialog”) w 1980 roku książka ukazała się w „Bibliotece Spotkań” – Niezależnego Pisma Młodych Katolików „Spotkania”, Kraków-Warszawa-Lublin (wydawnictwo „drugiego obiegu”). Wielokrotnie wznawiana w kraju i za granicą, doczekała się wydań w języku włoskim, niemieckim i angielskim. Przed trzema tygodniami wyszło jej pierwsze oficjalnie krajowe wydanie – w krakowskim Znaku.

Ks. Józef Tischner (1931-2000) – filozof, wykładowca i publicysta zajmujący się stanem polskiego ducha. Najważniejsze zbiory artykułów i wykładów: „Świat ludzkiej nadziei” (1975), „Polski kształt dialogu” (1979, 1980), „Etyka Solidarności” (1981), „Myślenie według wartości” (1982), „Polska jest Ojczyzną” (1985), „Polski młyn” (1991), „Etyka Solidarności oraz Homo sovieticus” (1992), „Nieszczęsny dar wolności” (1993), „W krainie schorowanej wyobraźni” (1997). Najważniejsze dzieła filozoficzne: „Filozofia dramatu” i „Spór o istnienie człowieka”.


Źródło: http://polish-jewish-heritage.org/Pol/polskie_filozofowanie.html

Dodaj komentarz