Jan Żaryn o stosunku prymasa kardynała Stefana Wyszyńskiego do powstania „Solidarności”


Jan Żaryn, „Błogosławię was i wasze poczynania”. Stefan Wyszyński wobec powstania NSZZ „Solidarność”


Jeszcze w połowie czerwca 1980 r. najwyższe władze państwowe – jakby oderwane od rzeczywistości społecznej i nastrojów panujących w polskich domach – analizowały raport partyjny, w którym stwierdzano: „Nienaruszalne pozostają podstawowe kierunki polityki wyznaniowej, opartej na marksistowsko-leninowskich zasadach, świeckiego charakteru państwa, jego szkół i wychowania, rozdziału Kościoła od państwa, które gwarantuje wolność sumienia i wyznania, ale sprzeciwia się wszelkim próbom klerykalizacji społeczeństwa”.

Episkopat Polski, choć nie od razu, zdał sobie sprawę ze skutków podjętego na Wybrzeżu buntu i udzielił moralnego poparcia strajkującym. Niepokój biskupów w tych dniach wywoływało realne – biorąc pod uwagę doświadczenia minionych lat – zagrożenie, jakim była interwencja sowiecka. W czasie strajku w Lublinie prymas Polski otrzymał informacje sugerujące prowokację kolejnej ekipy partyjnej starającej się o przejęcie władzy po upadającym Gierku. Edward Gierek poprosił kardynała podczas spotkania 25 sierpnia, by podjął się roli mediatora. Prymas, po raz kolejny wchodząc w rolę interrexa, musiał zatem brać pod uwagę zarówno uwarunkowania zewnętrzne Polski, siły polityczne kryjące się za strajkującymi robotnikami, jak również rzeczywiste potrzeby społeczne narodu, których nie zaspokajała partia komunistyczna.

Atmosfera pierwszych dni strajku na Wybrzeżu przypominała rok 1956 – w Polsce i na Węgrzech, ale przede wszystkim – grudzień 1970, kiedy władze wyprowadziły wojsko przeciw strajkującym. Centralne i lokalne partyjno-rządowe środki przekazu wzmagały ten niepokój, pisano o możliwości interwencji zewnętrznej i o „siłach antysocjalistycznych”, które „pogwałciły wolną wolę robotników”. Dawano do zrozumienia, że pacyfikacja Wybrzeża jest konieczna dla dobra państwa polskiego i świata pracy.

Biskupi, a szczególnie kardynał Wyszyński z racji swej pozycji w społeczeństwie i w Kościele, żyli w tych dniach pod dużą presją. Według doniesień MSW zdania w Episkopacie były podzielone; niektórzy, jak bp Jerzy Modzelewski, krytykowali strajkujących, inni, jak bp Tokarczuk z Przemyśla, apelowali: „księża powinni wyjść naprzeciw problemom ludzi pracy, starać się zrozumieć ich życie, zachęcać nie tylko do uczciwej pracy, ale również popierać słuszne żądania godziwej zapłaty oraz by wyniki ich pracy nie były marnotrawione”. Biskupi obawiali się przede wszystkim niekontrolowanego rozprzestrzenienia się strajku w całej Polsce. W Episkopacie kierowano się zapewne sugestiami zawartymi w orędziu Jana Pawła II, wysłanym przez papieża na ręce kardynała Wyszyńskiego 20 sierpnia 1980 r.: „Modlę się, by raz jeszcze Episkopat z Prymasem na czele [...] mógł wspomóc naród w jego walce o chleb powszedni, sprawiedliwość społeczną i w obronie jego nienaruszalnych praw do własnego życia i rozwoju [własnej drogi życiowej i osiągnięć]”.


Początek

Strajk na Wybrzeżu rozpoczął się w czwartek, 14 sierpnia 1980 r. Po dwóch dniach lokalny bunt, którego zaczynem stało się pozbawienie pracy w stoczni Anny Walentynowicz, przerodził się w strajk o podłożu ekonomicznym, a następnie politycznym. W sobotę – 16 sierpnia – grupa strajkujących udała się do biskupa Lecha Kaczmarka z prośbą o delegowanie do stoczni kapłana. Następnego dnia Mszę świętą odprawili: w stoczni gdańskiej ks. Henryk Jankowski, w stoczni gdyńskiej ks. Hilary Jastak, a w innych zakładach pracy m.in. ks. Stanisław Bogdanowicz, ks. Andrzej Rurarz, ks. Stanisław Płatek, ks. Henryk Tribowski, ks. Zbigniew Bryk. Ordynariusz gdański jako pierwszy musiał zatem zareagować na toczące się wydarzenia.

Prymas po raz pierwszy zabrał głos w kwestii strajku na Wybrzeżu dopiero 17 sierpnia 1980 r. W niedzielę, a zatem czwartego dnia strajku na Wybrzeżu, w swej homilii wygłoszonej w Wambierzycach na Dolnym Śląsku wyraził zrozumienie dla protestujących stoczniowców, podkreślając prawo robotników do posiadania swej reprezentacji zawodowej. Tydzień później, podczas spotkania z Gierkiem (w obecności Stanisława Kani), bardzo mocno poparł główny postulat strajkujących o utworzeniu wolnych zawiązków zawodowych. Jednocześnie wyraził obawę: „A jak tam nasi ościenni?” – która mogła dotyczyć nie tylko sił zbrojnych ZSRR. Proponował Gierkowi, by ten osobiście udał się do Gdańska. Bezskutecznie. Prymas postanowił także podtrzymać bezpośrednie kontakty ze strajkującymi. 22 sierpnia wyznaczył swemu zaufanemu współpracownikowi dr. Romualdowi Kukołowiczowi zadanie dotarcia do biskupa Lecha Kaczmarka z Gdańska, władz państwowo-partyjnych (wojewody Henryka Kołodziejskiego i I sekretarza KW PZPR Tadeusza Fiszbacha), a w końcu do MKS z Lechem Wałęsą na czele. W stoczni Kukołowicz miał reprezentować prymasa Polski, udzielać rad Wałęsie i utrzymywać stały kontakt z prymasem. Kukołowiczowi (związanemu z „Odrodzeniem”) kardynał od końca lat czterdziestych zlecał poufne misje. Teraz informował prymasa o wpływie na najbliższe otoczenie Wałęsy ludzi, z którymi prymas albo nie zawsze się zgadzał (środowisko „Więzi” z Tadeuszem Mazowieckim na czele), albo wręcz był w sporze ideologicznym i taktycznym dotyczącym wizji naprawy Polski (środowisko KOR; przedstawiciele lewicowej opozycji, w tym byli funkcjonariusze PZPR z Bronisławem Geremkiem na czele). Właśnie ci dwaj ludzie, jak relacjonował Kukołowicz, mieli największy wpływ na MKS. „Zarówno Tadeuszowi Mazowieckiemu, jak i Bronisławowi Geremkowi rząd umożliwił przybycie do stoczni. Wszystkie swoje posunięcia konsultowali z ówczesnymi władzami. Wpływając na decyzje podejmowane przez Komitet Strajkowy, starali się zrealizować dwa cele: po pierwsze – jak najszybsze zakończenie strajku, po drugie – niedopuszczenie do rozprzestrzeniania się protestu na cały kraj. Dlatego dążyli do przekonania robotniczych przywódców, że należy zakończyć protest”. Relacje Mazowieckiego w tej materii kłócą się ze wspomnieniami Kukołowicza. Nie ulega jednak wątpliwości, że istniała pewna nieufność cechująca relacje Wyszyński – ”Więź” i KIK, a przede wszystkim Kościół-KOR. Rola Kukołowicza nie ograniczała się zatem do zamanifestowania wśród robotników obecności prymasa, ale także – jak się wydaje – do wspierania obecności Kościoła i jego wizji w rodzącym się na Wybrzeżu ruchu „Solidarność”. Wizję tę przedstawiono na konferencji plenarnej Episkopatu Polski 26 sierpnia 1980 r.


„Dzieci Boże, Dzieci Moje”

Tego dnia, w święto Matki Boskiej Częstochowskiej, prymas wygłosił do wiernych homilię, którą po raz pierwszy od grudnia 1956 r. nadano w państwowym radiu, mocno jednak okrojoną przez cenzurę. Kardynał, zwracając się do Polaków: „Dzieci Boże, dzieci moje”, z jednej strony mówił o sumienności w pracy i o konieczności powstrzymywania swoich aspiracji konsumpcyjnych, z drugiej strony zaś – czego już nie podały media – wzywał słuchaczy do niełatwej refleksji: „Nie jesteśmy narodem młodym. Korzeń naszego bytu narodowego i świadomości historycznej sięga dziesięciu wieków [...] Pewną jest rzeczą, że skoro od wieków trwamy tutaj między Odrą, Wisłą i tak dalej… to jest to nasze miejsce. Z tym miejscem łączą się nasze obowiązki wobec innych: „Czyńcie sobie ziemię poddaną”. Z tym też miejscem związane są nasze prawa. [...] Abyśmy jednak mogli wypełniać swoje zadanie, niezbędna jest suwerenność narodowa, moralna, społeczna, kulturalna i ekonomiczna. Każdy naród pracuje przede wszystkim dla siebie, dla swoich dzieci, dla swoich rodzin, pracuje dla swoich obywateli i dla własnej kultury społecznej”. Prymas apelował więc, by zagwarantowano Polsce i Polakom minimum tej suwerenności.

Kazanie prymasa w wersji, która dotarła do wiernych, nie spełniło oczekiwań strajkujących. 26 sierpnia 1980 r. Rada Główna Episkopatu Polski wydała specjalny komunikat wspierający robotników Wybrzeża, odczytywany dwa dni później w kościołach w całej Polsce. Władze powinny „pójść wobec robotników na koncesje społeczne, a w mniejszym stopniu ekonomiczne” – inaczej mówiąc, rząd winien zgodzić się na utworzenie wolnych związków zawodowych i dać prawo do strajku, kryzys ekonomiczny nie zezwala jednak na dalsze życie na kredyt. Jak słusznie pisali zachodni analitycy: „Kościół wskazał na rzeczywiste granice, których nie wolno przekraczać”.

Ostatnim, otrzymanym od prymasa 27 sierpnia, zadaniem Romualda Kukołowicza było opracowanie alternatywnego projektu porozumienia, gdyby rozmowy MKS z delegacją rządową z Mieczysławem Jagielskim na czele załamały się. 31 sierpnia porozumienie jednak podpisano. Władze zgodziły się na powstanie NSZZ „Solidarność”.

Prymas Polski i Rada Główna Episkopatu Polski, ze względu na złożoność problemu, dość późno zdecydowali się na publiczne wystąpienie. Jak się wydaje, tę opieszałość starano się nadrobić. Dzięki pośrednictwu Kukołowicza już 7 września 1980 r. doszło do pierwszego spotkania Lecha Wałęsy i prymasa Polski. Obszerną relację złożył Arkadiusz Rybicki, uczestnik spotkania. Prymas „powiedział mniej więcej tak: w Polsce posiadanie samej racji nie wystarcza, bo polityka prowadzona przez komunistów w minionym trzydziestoleciu doprowadziła do zburzenia ładu moralnego w społeczeństwie. Oderwanie narodu od chrześcijańskich korzeni – poprzez realizowaną administracyjnymi metodami ateizację – doprowadziło do wielkiego zamieszania. Musicie wasze postulaty rozłożyć na raty, nawet jeśli są słuszne”. Innym razem kardynał stwierdził, że należy za wszelką cenę dążyć, by „Solidarność”, pierwsza od 1947 r. niekoncesjonowana organizacja społeczna w PRL, przetrwała na mapie Polski około 3-4 lat. Później komunistom trudno będzie udowodnić szkodliwość ruchu. W tym celu – zdaniem prymasa – „Solidarność” po pierwsze powinna zyskać wsparcie Kościoła powszechnego, po drugie zaś wysondować Moskwę co do jej stanowiska w kwestii legalizacji organizacji. Prymas kilkakrotnie sugerował Lechowi Wałęsie, by ten zainicjował stosowne rozmowy w ambasadzie sowieckiej.


Solidarny

Prymas stawał się tym samym pierwszym doradcą NSZZ „Solidarność”; jedni przyjmowali to ze zrozumieniem, inni z aprobatą, a wiele środowisk opozycji demokratycznej krytycznie i z niechęcią. Prymas zamierzał stawić czoło nie tylko władzy państwowej, ale także tym siłom, które w ruchu społecznym i narodowym widziały szanse na realizację – krótkotrwałych – własnych celów politycznych.

W grudniu 1980 r. prymas Wyszyński wydał dekret o utworzeniu „Zespołu do opracowywania problemów z zakresu katolickiej nauki społecznej dla ruchu związkowego przy Sekretariacie Episkopatu Polski”. Działania Episkopatu wspierał Jan Paweł II: przyjmował delegację „Solidarności” w Rzymie (15 stycznia 1981 r.), animował spotkania Wałęsy z przedstawicielami związków zawodowych Europy Zachodniej.

Nie ulega zatem wątpliwości, że w okresie legalnej działalności NSZZ „Solidarność” (wrzesień 1980 – 13 grudnia 1981 r.) Kościół wspierał demokratyczne przemiany w Polsce. „W dalszym ciągu obecność Kościoła była wszędzie tam, gdzie organizowała większe spotkania Solidarność miejska i wiejska” – pisano w raportach Urzędu ds. Wyznań. Jesienią 1981 r. powtarzano: „W dalszym ciągu każda większa impreza organizowana przez „Solidarność” odbywa się z udziałem hierarchii kościelnej i duchowieństwa. Działalność tę hierarchia kościelna chce rozszerzać na wszystkie związki zawodowe, inne instytucje, na wszystkich, którzy ich zaproszą, będą prosić o posługi duszpasterskie zarówno w kościele, jak i na zewnątrz”.

Kościół wspierał związek radą. Prymas Wyszyński wspominał swą rozmowę z Lechem Wałęsą: „Panu Lechowi Wałęsie tłumaczę: w ciągu tych kilku miesięcy zrobiliście tak wiele, że najbardziej sprawna polityka nie zdołałaby tego uczynić, czego wyście dokonali. Dziękujcie Bogu za to. Musicie teraz uporządkować swoją organizację, umocnić się, stworzyć dobre aparaty administracji związkowej, przeszkolić ludzi do tych zadań, dać im wykształcenie z zakresu polityki i etyki społecznej, polityki rolnej, kodeksu pracy, wszystkich obowiązków i praw, które ten kodeks nadaje. I dalej pracować. Przyjdzie czas, wpierw czy później, że nie tylko postulaty społeczno-zawodowe, ale i inne będą na pewno osiągnięte przez potężny ruch „Solidarności” przemysłowej i „Solidarności” związków zawodowych indywidualnych rolników. Na pewno to osiągniecie! Błogosławię was i wasze godziwe poczynania”. Prymas przestrzegał, szczególnie podczas kryzysu bydgoskiego w marcu 1981 r., przed eskalacją słusznych żądań wolnościowych, obawiając się, że może to sprowokować upadającą władzę totalitarną do krwawego odwetu. To właśnie wtedy, jak się wydaje, zaostrzył się spór z doradcami „Solidarności”, wywodzącymi się z KOR. Kardynał bowiem otrzymał informacje, że działacze ci byli gotowi do konfrontacji z komunistami, której skutkiem mogło być powstanie w kraju, interwencja sowiecka, a w konsekwencji głośne protesty Zachodu, stanowiące kartę przetargową w relacjach między USA i ZSRR (np. w kwestii Afganistanu). Trudno powiedzieć, w jakiej mierze doniesienia władz partyjnych pokrywały się z rzeczywistością. Mogły jednak wpłynąć na decyzje prymasa, który po raz kolejny wysłał do Bydgoszczy Kukołowicza. Miał on doprowadzić do kompromisu między przedstawicielami tamtejszej „Solidarności” miejskiej i wiejskiej a wojewodą.

Biskupi wspierali szczególnie mocno starania rolników zmierzające do utworzenia NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych. W połowie stycznia 1981 r. do Rzymu przybyła oficjalna delegacja NSZZ „Solidarność”; tego samego dnia papież Jan Paweł II wypowiedział zdania, które wywołały lawinę zdarzeń: „Z radością przyjąłem wiadomość, że poprzez zatwierdzenie statutu NSZZ „Solidarność” w dniu 10 listopada stał się organizacją uprawnioną do właściwej sobie działalności na terenie naszej Ojczyzny. Powołanie „Solidarności” jest wydarzeniem doniosłym. Wskazuje na gotowość wszystkich w Polsce ludzi pracy – i to pracujących w różnych zawodach, również inteligenckich, a także ludzi pracujących na roli – do podejmowania solidarnej odpowiedzialności za godność i owocność pracy wykonywanej przy tylu różnych warsztatach na naszej ojczystej ziemi”. Społeczność chłopska w różnych regionach kraju od pewnego czasu toczyła już spór o prawo do zakładania własnych związków zawodowych, a także o przerwanie blokady informacji w mediach państwowych na temat już istniejących struktur. 6 lutego 1981 r. prymas Polski przyjął oficjalnie delegację „Solidarności Wiejskiej” w Pałacu Prymasowskim przy ul. Miodowej 17: „W pierwszym rzędzie trzeba rolnikom zagwarantować pewność własności uprawianej ziemi i uznać ich prawo do swobodnego zrzeszania się zawodowego. Prawo rolników do swobodnego zrzeszania się zgodnie z ich wolą i potrzebami, niezależnie od istniejących zrzeszeń, jest prawem naturalnym” – pisali biskupi w komunikacie Rady Głównej Episkopatu Polski 10 lutego 1981 r.

W marcu 1981 r. rolnicy z Janem Kułajem na czele rozpoczęli okupację budynku KW ZSL w Bydgoszczy i ustanowili NSZZ RI „Solidarność”. 26 marca „stojący nad grobem prymas, kardynał Wyszyński, spotkał się z nowym premierem, gen. Jaruzelskim. Z dobrze poinformowanych źródeł wiadomo, że nalegał na zarejestrowanie „Solidarności Wiejskiej”, jako na warunek dalszego pełnienia przez Kościół funkcji mediatora między władzami a społeczeństwem” – wspominał T.G. Ash. „Panowie, załatwiajcie jak najszybciej sprawę Bydgoszczy i „Solidarności” wiejskiej” – miał stwierdzić prymas w rozmowie z Jaruzelskim. Jest pewne, że zarejestrowanie związku chłopskiego „Solidarność” – 12 maja 1981 r. – rolnicy zawdzięczali Kościołowi.


Pożegnanie

Kardynał Stefan Wyszyński, obdarzony przez papieża tytułem Prymasa Tysiąclecia Polski, zmarł 28 maja 1981 r. Jeszcze w ostatnich dniach marca, mimo postępującej choroby, przyjął delegację NSZZ „Solidarność” z Wałęsą na czele. Przemówił do niej słowami stanowiącymi swoisty testament wielkiego męża stanu: „Każdy z nas jest odpowiedzialny indywidualnie [...] Gdyby w wyniku jakichkolwiek zaniedbań z mojej strony, albo też nieodpowiednich posunięć, zginął chociaż jeden Polak, chociaż jeden młody chłopiec, nie darowałbym sobie tego nigdy. Tak myślę ja. A sądzę, że i każdy z Panów tak myśli [...] I dlatego też zastanawiając się nad sytuacją, pytam sam siebie [...]. Czy lepiej z narażeniem naszej wolności, naszej całości, życia naszych współbraci, już dzisiaj osiągnąć postulaty choćby najsłuszniejsze. Czy też lepiej jest osiągnąć coś niecoś dzisiaj, a co do reszty powiedzieć: Panowie, do tej sprawy wrócimy później. Nie rezygnujemy z postawionych postulatów, ale wiemy, że obecnie realizacja niektórych z nich nie jest możliwa [...]”. Pogrzeb kardynała w Warszawie stał się manifestacją patriotyczno-religijną. Msza żałobna na placu Zwycięstwa ściągnęła rzesze wiernych. Uroczystościom przewodniczył abp Agostino Casaroli, ówczesny sekretarz stanu: „Władze państwowe zachowywały się poprawnie i nobliwie. Nie ma już tych, co sprawiali ból i cierpienie. Nie ma winnych” – komentował ks. Kazimierz Romaniuk, dziś biskup warszawsko-praski. W miejscu, gdzie stała trumna, wierni ułożyli krzyż z kwiatów. W pierwszych miesiącach stanu wojennego przy krzyżu gromadziła się ludność Warszawy. Milicja niszczyła kolejne wiązanki. W końcu, jak pisał Jakub Karpiński: „Plac Zwycięstwa otoczono parkanem, pozorując roboty drogowe. Robót nie prowadzono. Krzyże z kwiatów, znów rozrzucane, układano następnie przy kościele Świętej Anny na Krakowskim Przedmieściu”.


Źródło: http://www.ipn.gov.pl/biuletyn/4/biuletyn4_21_23.html [strona obecnie niedostępna]

Dodaj komentarz