Lato ’80


Przed Sierpniem ’80


„Solidarność” narodziła się w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku. Za jej początek można jednak uznać pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski w 1979 roku. Jej narodziny poprzedziła także działalność ugrupowań opozycyjnych, wybory do Sejmu wiosną 1980 r., podwyżka cen ogłoszona 1 lipca 1980 r. oraz gorące, deszczowe lato 1980 r. W roku 1980 kończył się marazm i beznadziejność długich lat PRL.



"Robotnik Wybrzeża" styczeń 1979, nr 2


W kraju narastał kryzys. Coraz trudniej można było kupić najpotrzebniejsze towary. Rodził się strach, który nie był już związany z represjami czasów stalinowskich, ale z trudami dnia codziennego. Rozwijał się ruch opozycyjny: Wolne Związki Zawodowe, Komitet Obrony Robotników, Studenckie Komitety Solidarności, Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, Ruch Młodej Polski. Zwiększały się nakłady i częstotliwość ukazywania się podziemnych wydawnictw. Zasięg i oddziaływanie ruchów opozycyjnych był jednak niewielki. Ludzie sądzili, że żadna radykalna zmiana jest niemożliwa. Nauczyli się żyć w tym systemie, więc musieli się też do niego przystosować.

System dawał możliwości awansu, nie trzeba było robić rzeczy obrzydliwych, jak przed 1956 r., by dostać wyższe stanowisko. Wystarczyło zapisać się do partii, która nie była taka jak dawniej, na zebraniach nie odbywały się już spektakle z demaskowaniem wrogów „ludowej ojczyzny”. Gierek otworzył trochę PRL na Zachód, umożliwił skorzystanie z dostępu do jego zdobyczy. Wystarczyło być konformistą.

Cechą życia społecznego był dualizm, polegający na oddzieleniu świata prywatnego od zewnętrznego – partii, rzeczywistości oficjalnej i medialnej. Codzienność zdecydowanej większości Polaków skoncentrowała się na życiu rodzinnym. W latach siedemdziesiątych do partii przyciągała nowych ludzi już nie ideologia, ale możliwość życia na wyższym poziomie, korzystanie z dostępu do towarów deficytowych i atrakcyjnych wyjazdów zagranicznych.

Znaczna część społeczeństwa dostosowywała się do reguł gry, ustanawianych przez partyjną elitę. Obywatele z trudnościami dnia codziennego radzili sobie, tworząc rozległe układy towarzysko–korupcyjne, mające na celu ułatwienie dostępu do deficytowych towarów. Karierę zrobiły słowa „załatwić” i „skombinować”, a także „Polak potrafi”, pod którymi kryły się działania pozwalające osiągnąć korzyści materialne czy stanowisko. Żeby coś „załatwić”, trzeba było mieć „dojście” do wpływowych osób.

Większość ludzi, którzy żyli w PRL, starali się swoje życie ułożyć możliwie trwale: robili studia, artyści tworzyli, inżynierowie projektowali, inni starali się wykonywać jak umieli pracę zawodową. Po ordery i odznaczenia wypinano piersi, wyciągano ręce po różne nagrody. W wolnej dziś Polsce wielu twierdzi, że zawsze byli przeciw. To niemożliwe. Oczywiście wielu grało, udawało i prowadziło „życie na niby”. Orwell opisał jak funkcjonują ludzie w stanie „dwójmyślenia”: w życiu oficjalnym – w pracy, na zebraniu – mówili tak, jak chciała władza, ale w domu myśleli po swojemu. W PRL doszło jednak do przemieszania się obu świadomości. Ludzie, którzy pełnili choćby najmniejszą rolę społeczną, siłą rzeczy w większości w tę rolę wchodzili.

Nieliczni, którzy wybrali drogę trudniejszą niż przeciętna, buntowali się, byli wyrzucani z pracy, trafiali do więzienia. Po wywalczeniu wolności w aureoli męczenników chcieliby chodzić niemal wszyscy, a w rzeczywistości ogromna większość współżyła z tamtym systemem, nawet jeśli jednocześnie go przeklinała.



Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża



Głodówka w obronie uwięzionego Błażeja Wyszkowskiego. U góry od lewej: Barbara Wyszkowska, Bogdan Borusewicz, Krzysztof Wyszkowski, Kazimierz Szołoch, N.N. U dołu: Andrzej Gwiazda, Magdalena Wyszkowska (żona uwięzionego Błażeja) z synem Łukaszem, Joanna Duda-Gwiazda. Fot. wykonana 2 czerwca 1978 r.


Bezpośredni wpływ na wybuch strajku w Stoczni Gdańskiej im. Lenina miała działalność Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, które ukonstytuowały się 29 kwietnia 1978 r. Pod oświadczeniem założycielskim podpisali się: Andrzej Gwiazda, Antoni Sokołowski i Krzysztof Wyszkowski. Sokołowski nie podjął działalności w WZZ, gdyż dostał wysokie odszkodowanie. Szybko odszedł z działalności w WZZ Krzysztof Wyszkowski (Joanna Gwiazda, „Historia WZZW, „Solidarność” Pismo Regionu Gdańskiego, 23 IV 1981, nr 13/43).Przez rok WZZ „Wybrzeża” działały w następującym składzie: Andrzej Bulc (ELMOR), Andrzej Gwiazda (ELMOR), Joanna Gwiazda (Centrum Techniki Okrętowej), Edwin Myszk (Stocznia Gdańska, Budimor), który okazał się współpracownikiem SB. Ściśle z WZZ „Wybrzeża” od początku współpracował Bogdan Borusewicz. W miejsce Myszka w skład komitetu założycielskiego wszedł Jan Karandziej (Stocznia Północna). Z komitetem założycielskim współpracowało bardzo wiele osób, m.in. Andrzej Kołodziej (Stocznia Gdańska), Alina Pienkowska (pielęgniarka), Maryla Płońska (absolwentka technikum, studentka PG), Anna Walentynowicz (Stocznia Gdańska), Lech Wałęsa (ZREMB, Elektromontaż), a od wiosny 1980 r. m.in. Bogdan Lis i Janusz Satora (obaj z ELMOR-u).

Spośród wielu współpracowników Joanna Gwiazda wyliczała: Jerzego Borowczaka (Stocznia Gdańska), Andrzeja Budkiewicza (Zarząd Portu Gdańsk), Władysława Buszkiewicza (emeryt), Ryszarda Dębickiego (CTO), Bogdana Felskiego (Stocznia Gdańska), Różę Janca-Brzozowską (Elbud), Jacka Jaruchowskiego (PLO), Lecha Kaczyńskiego (Uniwersytet Gdański), Piotra Kapczyńskiego (ekonomista), Mieczysława Klamrowskiego (Stocznia Północna), Stanisława Kowalskiego (Politechnika Gdańska), Jana Koziatka (Stocznia Gdańska), Karola Krementowskiego (Unimor), Ewę Kubasiewicz (Wyższa Szkoła Morska), Stefana Lewandowskiego (Port Północny), Henryka Matysiaka (Stocznia Remontowa), Antoniego Mężydłę (student PG i UG, elektronik), Macieja Mietkowskiego (Stocznia Gdańska), Mariusza Muskata (socjolog), Sylwestra Niezgodę (Elektromontaż), Eugeniusza Partykę (IMP PAN), Ludwika Prądzyńskiego (Stocznia Gdańska), Józefa Przybylskiego (Budimor), Andrzeja Runowskiego (Stocznia Północna), Leona Stobieckiego (Stocznia Marynarki Wojennej w Gdyni), Kazimierza Szołocha (rencista) i  Jana Zapolnika (rencista).

Zaufanym obrońcom działaczy WZZ był mec. Jacek Taylor, a księdzem Hilary Jastak z parafii Najświętszego Serca Jezusowego z Gdyni.


Założyciele WZZ „Wybrzeża” opierali swoją działalność na art. 22 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, który mówił m.in., że „każdy ma prawo do swobodnego stowarzyszania się z innymi, włącznie z prawem do tworzenia i przystępowania do związków zawodowych w celu obrony swoich interesów”. PRL ratyfikowała Pakty pod koniec 1977 roku. Działacze WZZ podkreślili, że właśnie na tym prawie opierają swoją działalność, i że nie muszą uzyskiwać zgody władz na zakładanie związków zawodowych. Opierali się także na Konwencję nr 87 Międzynarodowej Organizacji Pracy (MOP), którą Polska ratyfikowała. Zapewniała ona pracownikom i pracodawcom prawo „bez uzyskania uprzedniego zezwolenia tworzyć organizacje według swego uznania”. Cytat z Konwencji MOP stanowił motto wydawanego przez WZZ pisma „Robotnik Wybrzeża”.

Joanna Gwiazda wspomina, że w latach 1978−1980 WZZ wydały siedem numerów „Robotnika Wybrzeża” i około dziesięciu ulotek. Według Joanny Gwiazdy tytuł pisma świadomie nawiązywał do wydawanego przed II wojną przez Polską Partię Socjalistyczną Józefa Piłsudskiego  pisma „Robotnik” oraz do wydawanego przez KOR podziemnego pisma „Robotnik”. Tłumaczyła, że wydano tylko siedem numerów, gdyż nieustannie byli nękani przez SB. Pisaniem felietonów i redagowaniem całości zajmowała się Joanna Gwiazda, a redakcją techniczną Maryla Płońska.

Wyraźnie nawiązywano do tradycji myśli socjalistycznej. Krzysztof Wyszkowski przyznał, że „czerpał z Lenina, prowadził studia nad anarchosyndykalizmem i wzorował się w jakiejś mierze na CGT”, a Joanna Duda-Gwiazda wspominała, że „Większości z nas najbliższe były ideały i tradycje polskich socjalistów”. Do sierpnia 1980 r. śpiewali przy różnych okazjach „Międzynarodówkę”, np. pod bramą stoczni, gdzie zbierano się w rocznicę Grudnia (Opozycja antykomunistyczna w Gdańsku (1976-1980), s. 35, Instytut Konserwatywny im. E. Burke’a, Gdańsk 1995).

Joanna Gwiazda pisała:

Najbliższy kontakt utrzymywaliśmy z redakcją „Robotnika”, która nie prowadziła takiej działalności jak my, natomiast wydawała regularnie znakomite pismo. W codziennej pracy wyjaśniającej propagandowej bazowaliśmy głównie na „Robotniku”. Zbieżność naszych poglądów musiała być duża skoro bez porozumiewania się wpadaliśmy na te same pomysły, jak np. w akcji przed wyborami do Sejmu. Natomiast KOR był naszym autorytetem moralnym i „parasolem”. Mieliśmy pewność, że w przypadku szerszej akcji represyjnej wymierzonej przeciwko WZZ-tom KOR będzie nas bronił. Z wieloma członkami KOR łączyły nas więzi przyjaźni. […]

Oczywiście prywatnie każdy z nas posiadał poglądy polityczne. Sądzę, że wiele się nie pomylę twierdząc, iż większości z nas najbliższe były ideały i tradycje polskich socjalistów. WZZ-ty były otwarte dla wszystkich, ale ludzie o innych poglądach nie angażowali się w taką działalność jak nasza.

(J. Duda-Gwiazda, Historia WZZ, „Solidarność” Pismo MKZ NSZZ „Solidarność” w Gdańsku, 23.04.1981 r., nr 14/43)


Joanna Gwiazda wspominała w 2003 r., że w „Robotniku Wybrzeża”:

Pisaliśmy o sprawach codziennych. Np. Andrzej Bulc o stanie stoczniowych sanitariatów, Anna Walentynowicz o pracy kobiet izolujących rurociągi azbestem i szklaną watą oraz o wizycie Gierka w stoczni, Alina Pieńkowska o służbie zdrowia, Andrzej Gwiazda o systemach płac, Maryla Płońska o walce mieszkańców z nieuczciwym zarządem spółdzielni mieszkaniowej i trujących wyziewach z materiałów budowlanych. Stałym tematem były prawa pracownicze i związkowe. Przypominaliśmy konwencję Międzynarodowej Organizacji Pracy i relacjonowaliśmy represje.

Nigdy nie proponowaliśmy działań, których nie sprawdziliśmy w swoich zakładach pracy lub nie mielibyśmy odwagi ich zrealizować. Przyjęliśmy zasadę, że przywódcy idą tylko o krok przed wojskiem, nie kilometr, ale idą na czele, a nie chowają się w bunkrach.


Powstanie WZZ zelektryzowało komunistów na Kremlu. Zaniepokojenie Moskwy opisał Piotr Kostikow:

Z uwagą [...] odnotowaliśmy już w 1978 roku powstanie Komitetu Założycielskiego Wolnych Związków Zawodowych. [...] Bardzo nas to przestraszyło. [...] Nasi szefowie sformułowali taką tezę: ten ruch jest niebezpieczny, już same nazwy – wolne związki zawodowe czy komitety obrony robotników są dynamitem. Ruch jest niebezpieczny, bo wraca do początku wieku, do korzeni rewolucji społecznej. [...] Nie poprzestano na teorii, na użytek wewnętrzny Związku Radzieckiego poszły polecenia o zaostrzeniu represji, obserwacji, ściganiu sił podejmujących działania przeciw państwu radzieckiemu. U nas jeszcze nikt nie pomyślał o wolnych związkach, ale już rozstawiono posterunki.

(P. Kostikow, B. Roliński, Widziane z Kremla. Moskwa-Warszawa. Gra o Polskę, Warszawa 1992, s. 250).


Działacze WZZ Wybrzeża byli obserwowani przez Służbę Bezpieczeństwa – rozpracowywano ich w ramach różnych spraw personalnych. Andrzeja Bulca rozpracowywano w ramach sprawy operacyjnego rozpracowania kryptonim „Żak”, Krzysztofa Wyszkowskiego – „Kanał”; Bogdana Borusewicza – „Godot”, Antoniego Mężydłę – „Prymus”, Różę i Janusza Janców (Janc) – „Bizon”, Władysława Buszkiewicza –„Emeryt”, Jacka Taylora – „Mecenas”, Lecha Kaczyńskiego – „Radca”, Alinę Pienkowską – „Pielęgniarka”, Jana Zapolnika – „Pacjent”, Kazimierza Szołocha – „Kurier”, Antoniego Sokołowskiego – „Sokół”, Lecha Wałęsę – „Bolek”, Annę Walentynowicz – „Suwnicowa”, Joannę i Andrzeja Gwiazdów – „Brodacz”. W zainteresowaniu SB znaleźli się także pozostali działacze WZZ, m.in. Jerzy Borowczak, Andrzej Butkiewicz, Bogdan Felski, Mieczysław Klamrowski, Jan Karandziej, Andrzej Kołodziej, Mariusz Muskat i Maryla Płońska. Ciężar walki z WZZ spoczywał na tajnych współpracownikach SB – najważniejszym z nich był Edwin Myszk.

Popularność WZZ rosła lawinowo po pielgrzymce do Polski w 1979 r. Jana Pawła II. Przyczyniły się do tego m.in. konkretne działania, jak organizowanie konspiracyjnych szkoleń i wykładów, w czym pomagało warszawskie Towarzystwo Kursów Naukowych. Znaczenie miało również to, że działający w Gdańsku nielegalny Ruch Młodej Polski nie poruszał spraw związanych z gospodarką i skupiał się na zagadnieniach ideologicznych. Natomiast część studentów i robotnicy żywo interesowali się także poziomem życia, demokracją, godnością pracy, prawem i gospodarką.



Składanie wieńców przy bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej 18 grudnia 1979 r.


Na manifestację w rocznicą Grudnia ’70 przyszło w 1979 r. więcej osób niż rok wcześniej – ok. 5-6 tysięcy. Krótką modlitwę za poległych wygłosił ksiądz Bronisław Sroka, jezuita, który przyjechał z Lublina. Dariusz Kobzdej poinformował o aresztowaniach i zaczął przemawiać. Przerywano mu skandowaniem: „Wolność dla Andrzeja Czumy i innych”, „Precz z komunizmem”, „Wolność dla Czechów”, „Niech żyje niepodległa Polska”. Maryla Płońska przypomniała o wydarzeniach w grudniu 1970 r. i o prawie do zrzeszania się w Wolnych Związkach Zawodowych. Rozdawano ulotki, które były rozchwytywane przez ludzi.

Na koniec manifestacji dotarł Lech Wałęsa, którego przywieziono pod stocznię schowanego w kontenerze, gdyż SB od rana urządziła na niego polowanie. Zgromadzeni usłyszeli Wałęsę, który powiedział:

Przyjdziemy tu w przyszłym roku. Każdy przyniesie kamień i złożymy z tych kamieni pomnik naszym poległym braciom. Jeżeli ta władza potrafi z nami rozmawiać tylko przy płonących komitetach, to będzie miała płonące komitety. Przyniesiemy dwa kamienie i z tym drugim pójdziemy pod komitet.

Na manifestacji były tłumy, mimo że w przeddzień aresztowano bardzo wielu opozycjonistów. Tych, którzy przyszli także spotkały represje. Wieniec udało się złożyć. Na płocie stoczni zawieszono trzy transparenty: „Komitet Założycielski Wolnych Związków Zawodowych”, „Redakcja Robotnika”, „W 9 rocznicę wydarzeń Grudnia 1970”.

Reakcja mieszkańców Gdańska na wezwanie do masowej demonstracji w rocznicę grudnia 1970 r. świadczyła o coraz większej aktywności społeczeństwa, a także o tym jak wielką pracę wykonało wówczas skromne grono opozycjonistów.

16 stycznia 1980 r. po zdaniu egzaminu na prawo jazdy został prawdopodobnie zabity przez funkcjonariuszy SB niespełna dwudziestoletni Tadeusz Szczepański. Pracował jako mechanik samochodowy w gdańskim „Elektromontażu”. Pracował w jednym warsztacie razem z Lechem Wałęsą, którego był sąsiadem – mieszkali na tej samej ulicy Wrzosy, w dzielnicy Gdańska – Stogi. Wałęsa w 1979 r. wciągnął Szczepańskiego do WZZ Wybrzeża i został on członkiem jego grupy kolporterskiej. Jesienią naszli go we własnym mieszkaniu funkcjonariusze SB, którzy podtapiali go w wannie, usiłując wymusić deklarację odstąpienia od działalności antykomunistycznej. Następnie grożono mu przed manifestacją w rocznicę Grudnia ’70. Nie przestraszył się. To on przywiózł wówczas pod stocznię wieniec i złożył go przy bramie.



Komunikat MO wydrukowany w "Dzienniku Bałtyckim"


Wałęsa zgłosił na milicji jego zaginięcie już w styczniu, ale komunikat o tym ukazał się w „Dzienniku Bałtyckim” dopiero 10 lutego 1980 r. – być może po zapowiedzi, że taki komunikat opublikuje KOR. Albowiem Jacek Kuroń podczas swojego pobytu w Gdańsku na początku lutego 1980 roku obiecał działaczom WZZ, że KSS KOR opublikuje wkrótce „apel o poszukiwaniu” Szczepańskiego – 13 lutego KOR opublikował komunikat o jego zaginięciu i poszukiwaniach. Komunikat był kilkakrotnie powtarzany przez Radio Wolna Europa. Jak podaje S. Cenckiewicz „W komunikacie apelowano również o udzielenie wszelkiej pomocy w poszukiwaniach, podano też adresy kontaktowe do Bogdana Borusewicza, Andrzeja Gwiazdy i Lecha Wałęsy” (S. Cenckiewicz, Zemsta czy „wypadek przy pracy”? Tajemnica śmierci Tadeusza Szczepańskiego (1960–1980) – działacza Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, „Biuletyn IPN” nr 8–9 2006, s. 108).

Od początku roku w Elektromontażu było dużo zamieszania. 5 stycznia  1980 roku została spalona wielka tablica propagandowa z hasłem „Polityce Partii nasze tak”, która stała tuż przy bramie zakładu. Podpalenia dokonali Sylwester Niezgoda, Jerzy Borowczak i Kazimierz Żabczyński. Postawiono nową tablicę. Tę również podpalono. W końcu postawiono trzecią z hasłem, które już nikogo nie raziło: „Pomyślność ojczyzny ambicją i honorem każdego Polaka”. Milicja nie złapała nikogo, ale 15 stycznia zwolniono kilku robotników, w tym Lecha Wałęsę – bez możliwości odwołania, dyscyplinarnie. Zwolnień dokonał jeden z dyrektorów zakładu, Stefan Markowski, który mówił po sierpniu 1980 roku, że Lecha Wałęsę zwolnił na żądanie SB. Dzień później znika Tadeusz Szczepański. Robotnicy „Elektromontażu” byli przekonani, że Tadeusza Szczepańskiego zgarnęła Służba Bezpieczeństwa, aby przyznał się do spalenia tablicy propagandowej i przestraszenia całej załogi. Do zakładu mimo zwolnienia wszedł Lech Wałęsa i chodził po jego terenie z głośnikiem, przez który mówił, że Szczepańskiego porwano. Jak informował „Bratniak” (Robotnicy bronią swoich praw, styczeń-luty 1980, nr 21), dyrekcja zapowiedziała zwolnienie z pracy do 1 lutego 1980 r. kilkudziesięciu pracowników – przede wszystkim tych, których obecność na nielegalnych uroczystościach w rocznicę Grudnia ’70 odnotowała SB.

23 stycznia zwolnieni z Elektromontażu robotnicy powołali 20-osobową Komisję Robotniczą, na której czele stanął Lech Wałęsa. Zapowiedzieli na 31 stycznia i 1 lutego strajk protestacyjny. 30 stycznia Komisja zorganizowała wiec – domagano się cofnięcia zwolnień oraz dodatku drożyźnianego. W pierwszy dzień zapowiedzianego strajku część załogi przez pewien czas nie pracowała. W nocy 1 lutego SB aresztowała niektórych robotników „Elektromontażu” oraz prawie wszystkich członków komitetu Wolnych Związków Zawodowych.  Zatrzymano na 48 godz. m.in. Lecha Wałęsę, Błażeja Wyszkowskiego, Andrzeja Bulca i Antoniego Mężydłę. Rano 1 lutego nie udało się pozostałym na wolności wywołać strajk.

W Stoczni Gdańskiej na Wydziale W-2 30 stycznia odbył się kilkugodzinny strajk ostrzegawczy w proteście przeciwko przeniesieniu suwnicowej Anny Walentynowicz ze stoczni do pracy poza terenem zakładu. Akcja strajkowa załamała się pod wpływem groźby dyrekcji stoczni zastosowania kar pieniężnych i zwolnieniem z pracy.

17 marca 1980 r. znaleziono nagie, bardzo zmasakrowane zwłoki Szczepańskiego (obcięte nogi powyżej kostek, głęboka rana barku i głowie) pływające w Motławie. Zdaniem biegłego lekarza obrażenia ciała powstały po śmierci. Od początku członkowie opozycji uważali (m.in. Lech Wałęsa, Bogdan Borusewicz), że nie zginął śmiercią tragiczną, ale został zamordowany. Przypadkowe utonięcie, podawane przez prokuraturę jako przyczyna zgonu, uznawano za nieprawdopodobne, gdyż w dniu jego zaginięcia miał panować silny mróz, rzeka była pokryta grubym lodem, a statki nie kursowały.



Pogrzeb Tadeusza Szczepańskiego. Fot. Józef Drogoń


Pogrzeb Szczepańskiego odbył się 25 marca 1980 r. na cmentarzu Emaus w dzielnicy Siedlce. Był planowany na 22 marca, ale rodzicom Szczepańskiego Służba Bezpieczeństwa z uwagi na wybory odbywające się 24 marca nakazała przełożyć ceremonię pogrzebową. Wzięło w niej udział, mimo wielkiej aktywności SB i milicji, od 1 do 2 tysięcy osób. Funkcjonariusze SB byli w kościele, w kaplicy cmentarnej i na samym pogrzebie. Przemawiał Bogdan Borusiewicz. Piotr Kapczyński wspomina, że Borusewicz „Był zdenerwowany, zacinał się. Mówił niepolitycznie. Że taki młody człowiek i że miał całe życie przed sobą” (Rafał Kalukin, Tadzik, pomocnik Lecha, „Gazeta Wyborcza” 02.09.2008, za: www. wyborcza.pl). Kalukin zanotował, że „Po pogrzebie, późnym wieczorem, Kapczyński zostanie na ulicy pobity. Traci przytomność już po pierwszym ciosie w tył głowy. Bandyci kopią leżącego. Ktoś pomaga działaczowi dotrzeć do domu. Następnego dnia z rana wraca w to miejsce. Znajduje starannie ułożone: portfel z pieniędzmi, okulary i zegarek. Brak tylko dowodu osobistego oraz notesu z telefonami”.

10 kwietnia 1980 roku mjr Ryszard Bartnicki z Departamentu III MSW sporządził notatkę, w której zawarto szczegółowe wytyczne na temat sposobu kierowania śledztwem w sprawie śmierci T. Szczepańskiego. Były w niej konkretne wskazówki dla gdańskiej prokuratury i Komendy Wojewódzkiej MO w Gdańsku, które miały skutecznie uprawdopodobnić wersję nieszczęśliwego wypadku (S. Cenckiewicz, op. cit. s. 112). Śledztwo zostało umorzone przez prokuraturę w maju 1980 roku.

Zenek Kwoka po powstaniu IPN, na wieść o tym, że śledztwo prowadzone przez prokuratora z Instytutu zostało umorzone, sam zaczął badać dokumenty i poszukiwać prawdy o śmierci swojego kolegi sprzed lat. Odkrył dowody na fałszowanie śledztwa w 1980 r. Zdaniem ówczesnej prokuratury nie odnaleziono osoby, która zauważyła w Motławie ciało i zawiadomiła milicję. Zenkowi udało się odnaleźć tego człowieka. Dowiedział się od niego, że był dwukrotnie przesłuchiwany. Jego zeznań nie dołączono jednak do akt sprawy. Zapewne dlatego, że stały w sprzeczności z tezami MSW. Zwłoki T. Szczepańskiego zostały znalezione nie tam, gdzie je umiejscowił prokurator umarzający sprawę w maju 1980 roku, Leszek Lackorzyński, czyli w Motławie naprzeciw wylotu Raduni, a w kanale Na Stępce po przeciwnej stronie wyspy Ołowianka, gdzie nie było żadnego ruchu statków.

Od połowy 1979 r. w działalność WZZ Wybrzeża włączył się Jan Karandziej, który skontaktował się z Anną Walentynowicz. Współpracowali z nim koledzy ze Stoczni Północnej: Mieczysław Klamrowski i Andrzej Runowski, a także znajomi z Liceum Ogólnokształcącego nr 5 w Gdańsku Oliwie: Leszek i Marek Zborowscy oraz Mirosław i Jolanta Walukiewicz, a także osoby, które pomagały w akcjach kolporterskich: Jolanta Komandecka, G. Muszarski, Kazimierz Marchewka, Jacek Merkel, Grzegorz Konkol i Irena Dąbrowska.  Gdy Karandziej został w styczniu 1980 r. zwolniony z pracy pod protestem wysłanym do dekrekcji podpisało się 36 pracowników Stoczni Północnej – byli za to później szykanowani (m.in. A. Runowskiego powołano do wojska – odmówił złożenia przysięgi, M. Klamrowskiego zwolniono z pracy w stoczni).

Grupa J. Karandzieja zajmowała się także przewożeniem bibuły z Warszawy do Gdańska. Z plecakami pełnymi broszur, książek i „Robotnika” jeździli głównie M. Walukiewicz i L. Zborowski. W maju 1980 r. po wyprowadzeniu się A. Bulca do Warszawy J. Karandziej został włączony do grona Komitetu Założycielskiego WZZ.

Na wiosnę 1980 roku gdańskie środowiska opozycyjne wezwały do bojkotu wyborów. WZZ „Wybrzeża” wydrukował ok. 30 tysięcy ulotek, przeważnie na powielaczu spirytusowym, także przy wsparciu studentów z gdańskiego SKS. Ulotki te były rozprowadzane najczęściej przed kościołami, w kolejkach elektrycznych, roznoszone po domach i na uczelniach. Pomimo gorączkowych działań SB akcja bojkotu wyborów okazała się zauważalna. Nawet z oficjalnych danych można się było dowiedzieć, że frekwencja w Gdańsku wyniosła 94,26 (w całym kraju 98,25 proc.). Dla „zabezpieczenia” prawidłowego przebiegu wyborów przed ich przeprowadzeniem SB zatrzymała w całym kraju co najmniej 221 opozycjonistów i dokonała 159 rewizji.

W Gdańsku przed sierpniem 1980 r. odbywało się wiele spotkań samokształceniowych organizowanych przez SKS, RMP czy WZZ. Często były zakłócane przez funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa.

Przedsierpniowa opozycja działała jawnie. Było to założenie programowe, któremu towarzyszył wymóg prawa PRL, bowiem istniał w kodeksie karnym przepis mówiący o karalności tajnego związku. Nie powoływano struktur organizacyjnych. To znaczy, one istniały, ale tylko nieformalnie. Nie było przewodniczącego SKS, WZZ czy RMP. Chodziło o to, że gdyby ogłoszono, że są takowe struktury, to prawo wymagało, aby je zarejestrować, a rejestracja opozycyjnej wobec władz organizacji była niemożliwa. W tym zakresie pomocne okazywały się zapisy Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, które stanowiły, że wolność myśli i własnych poglądów oraz opinii, można swobodnie wyrażać (art. 18 i 19), a to pociągało za sobą prawo do „poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów”.

Przed Sierpniem ’80 w Gdańsku jedynie trzy osoby spośród uczestników opozycji pozbawiono wolności na dłużej (2 i 3 miesiące, Błażej Wyszkowski, Darek Kobzdej i Tadeusz Szczudłowski). Bardzo wiele osób jednak nieustannie nękano inwigilacją, przeszukaniami mieszkań, konfiskatami i zatrzymaniami na 48 godzin. Stosowano grzywny i pozbawiano pracy. Wytaczano fałszywe oskarżenia i zmuszano do stawania przed sądami. Np. Andrzeja Gwiazdę sądzono za rzekome pobicie dziecka, Lecha Wałęsę pozbawiono pracy z przyczyn organizacyjnych, a przemawiający na wiecach (w rocznicę Grudnia 1970, 3 Maja, 11 Listopada) karano za „zakłócanie spokoju i porządku publicznego”. Wałęsę skazano przed kolegium ds. wykroczeń za to, że „machał rękami i krzyczał” (Jacek Taylor, Ideologia praw człowieka jako instrument w walce gdańskiej opozycji z systemem komunistycznym, [w:] Opozycja antykomunistyczna w Gdańsku (1976–1980), Instytut Konserwatywny im. E. Burke’a, Gdańsk 1995, s. 87-92). Nie skazywano za działalność w nielegalnej organizacji. Okazuje się, że już wówczas europejskie prawo pomogło nam po raz pierwszy.

W Trójmieście w opozycji działali głównie ludzie młodzi. Opozycyjne były nie tylko działania polegające na drukowaniu ulotek i urządzaniu spotkań samokształceniowych czy udział w okolicznościowych mszach świętych. Młodzież i studenci poszukiwali poczucia wolności i autentyczności. Szukali go w ruchach kontrkulturowych (teatralnych, happeningach nawiązujących do idei kontestacji hippisowskiej z jednej strony, a z drugiej – do tradycji Bim Bomu, oraz do awangardowych kierunków w sztuce). Wszyscy pochłaniali niesamowitą liczbę lektur, gremialnie chodzono na wszystkie projekcje filmów z wolnego świata pokazywane w dyskusyjnym klubie filmowym zorganizowanym na Wydziale Humanistycznym UG (czasem kolportowano przed pokazami samizdaty, nielegalne pisma czy ulotki), uganiano się za nagraniami muzyki rockowej. Buntowano się przeciw „małej stabilizacji” promowanej w okresie rządów Edwarda Gierka.

Trudno dziś wyobrazić sobie młodym ludziom, jak wówczas świat mógł być zatęchły i szary, że rzeczy ciekawe, zmuszające do myślenia należały do rzadkości. Szare bloki, szare gazety, czarno-biała telewizja, przeraźliwie nudna paplanina partyjnych i partyjno podobnych pseudoautorytetów. Przepastne otchłanie mierności i tylko gdzieniegdzie jakaś oaza wolnej myśli, wyobraźni, twórczości…



Manifestacja w święto 3 Maja

Największa manifestacja przed strajkami sierpniowymi w 1980 r. została zorganizowana przez RMP w rocznicę 3 Maja w Gdańsku w 1980 r. W dniach poprzedzających manifestację wydrukowano kilkanaście tysięcy odbitych na wałkach ulotek.



"Bratniak" Pismo Ruchu Młodej Polski maj-czerwiec 1980, nr 23


W sobotni wieczór o godzinie 19.00 w Bazylice Mariackiej zgromadziło się około 15 tysięcy ludzi. Mszę odprawił ks. Stanisław Bogdanowicz. Po mszy zakończonej odśpiewaniem Boże coś Polskę większość przybyłych udała się pod pomnik króla Jana Sobieskiego. Uformował się kilkutysięczny pochód. Najwięcej było młodzieży z liceów i studentów. Niesiono narodowe flagi i transparenty: „Ruch Młodej Polski”, „Katyń pamiętamy”, „Niepodległość Polsce – Demokracja Polakom”, „Broniąc ludzi bronimy Ojczyzny” i „Żądamy nauczania bez kłamstwa”. Ostatnie hasło wiązało się z akcją prowadzoną przez RMP, głównie w szkołach średnich, która polegała na tworzeniu kół samokształceniowych z historii i kultury polskiej oraz na apelowaniu do nauczycieli o to, aby uczyli bez kłamstwa.

Przed pomnikiem złożono kwiaty, a na nim rozwieszono transparenty. Do zebranych przemówił Dariusz Kobzdej, który odczytał oświadczenie RMP w sprawie 40. rocznicy zbrodni katyńskiej. Poinformował o losie więźniów politycznych w kraju, a szczególnie Mirosława Chojeckiego, który od miesiąca był aresztowany i prowadził głodówkę. Tłum skandował: „Wolność dla Chojeckiego!”, „Uwolnić więźniów politycznych!”.

Następnie przemawiał przywitany burzliwymi oklaskami Tadeusz Szczudłowski. Owacyjne oklaski rozległy się, gdy wołał: „Niech żyje Ruch Młodej Polski!, Komitet Samoobrony Społecznej KOR!, Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela!, Konfederacja Polski Niepodległej!, Wolne Związki Zawodowe i inne niezależne ugrupowania!”. Burzą oklasków przywitano także odczytane słowa Ojca Świętego: „Popieramy pokojową politykę prezydenta Cartera i prof. Zbigniewa Brzezińskiego”. Mówił także o konieczności postawienia pomnika ofiarom Grudnia 1970 roku.

Na zakończenie krótko jeszcze przemawiała w imieniu Konfederacji Polski Niepodległej Nina Milewska, która zacytowała słowa Ojca Świętego: „Nie ma sprawiedliwej Europy bez niepodległej Polski”. Odśpiewano hymn Polski i około 21.30 ludzie zaczęli rozchodzić się do domów.

Na powracającą grupę członków RMP napadła grupa ok. 20 mężczyzn ubranych po cywilnemu. Poturbowano i pobito Magdę Modzelewską, Zofię Modzelewską, Bożenę Rybicką, Ninę Milewską i jej 8-letniego syna, Aleksandra Halla, Macieja Grzywaczewskiego, Janusza Karolika, Piotra Bystrzanowskiego, Dariusza Kobzdeja i Mirosława Rybickiego. Rozległ się krzyk napadniętych kobiet, płacz dziecka, wołano o pomoc, powstało zamieszanie. Napastnicy bili w kilku jedną osobę. Dariusz Kobzdej obezwładniony gazem łzawiącym padł na posadzkę. Kilku osobników zaczęło go kopać.

Darka Kobzdeja, Janusza Karolika, Piotra Bystrzewskiego i Mirosława Rybickiego wywleczono z klatki schodowej i wrzucono do czekających samochodów. W drodze do komendy MO porwani byli nadal bici przez agentów SB. Kobzdeja zamknięto w areszcie, pozostałych po pewnym czasie zwolniono do domów. W tym samym czasie SB wyłamała drzwi do mieszkania, w którym przebywał Tadeusz Szczudłowski i jego syn Piotr (mający niedługo zdawać maturę) oraz M. Skuza. Wszystkich przewieziono na komendę, ale jedynie Tadeusza Szczudłowskiego zamknięto w areszcie.

5 maja odbyła się rozprawa przed kolegium ds. wykroczeń. Nie wpuszczono na nią obserwatorów – członków organizacji opozycyjnych. Kobzdeja i Szczudłowskiego obwiniono o obrazę godności narodu polskiego, podważanie sojuszu z ZSRR i tamowanie ruchu drogowego. Oskarżeni odmówili składania jakichkolwiek wyjaśnień i zapowiedzieli głodówkę. Wymierzono im karę po 3 miesiące aresztu.

W „Bratniaku” opublikowano relację z procesu Kobzdeja i Szczudłowskiego autorstwa Antoniego Pawlaka, który podał sposób na rozpoznanie esbeków: „można ich było policzyć, kiedy wprowadzano oskarżonych. Wtedy to bowiem wszyscy, oprócz nich, powstali”. Było ich ok. trzydziestu. Przypomniał rymowankę Gałczyńskiego („Bratniak”, lipiec–sierpień 1980, nr 24):

Gdy wieje wiatr historii

Ludziom jak pięknym ptakom

Rosną skrzydła, natomiast

Trzęsą się portki pętakom.


Po skazaniu D. Kobzdeja i T. Szczudłowskiego działacze RMP zorganizowali w kościele Mariackim w Gdańsku w kaplicy Matki Boskiej Ostrobramskiej codzienne modlitwy w intencji ich uwolnienia. W modlitwach uczestniczyli członkowie wszystkich trójmiejskich ugrupowań opozycyjnych. Członkowie WZZ i SKS „Trójmiasto” wspólnie z działaczami RMP roznosili ulotki i informacje o codziennych modlitwach.

Od początku lipca 1980 r., gdy weszły w życie podwyżki cen i na południu kraju coraz częściej dochodziło do strajków, działacze WZZ Wybrzeża coraz częściej rozmawiali o wywołaniu strajku w Trójmieście. Decyzji jednak nie podjęto. Coraz nowsze i dokładniejsze informacje o lipcowych wydarzeniach w kraju i coraz wyraźniejszy nastrój społecznego niezadowolenia jednak spowodowały, że zaczęto i w Trójmieście pilniej przygotowywać się do strajku. Zaczęto rozważać jaka może być reakcja władz i dyrekcji zakładów – myślano głównie o Stoczni Gdańskiej. Spodziewano się, że władze będą dążyć do jak najszybszego załatwienia postulatów za pomocą mniejszej lub większej podwyżki płac. Dlatego wielokrotnie omawiano problem jak powinny wyglądać przyszłe negocjacje, czego należało w nich unikać i na co zwrócić specjalną uwagę.

Wiosną 1980 roku powiększyła się trójmiejska podziemna poligrafia. Piotr Kapczyński wraz ze swoim kuzynem Maciejem Kapczyńskim i Zbigniewem Nowkiem założyli w Gdańsku podziemne wydawnictwo „Alternatywy”. W lipcu i sierpniu wydrukowali Dokumenty cenzury i opracowanie eksperckie Konserwatorium „Doświadczenie i Przyszłość” Jak z tego wyjść. Książki zawozili do Warszawy, gdzie były rozprowadzane za pośrednictwem sieci kolportażu podziemnego wydawnictwa „Nowa” (W. Polak, Najtrudniejsze egzaminy. Niezależne Zrzeszenie Studentów Uniwersytetu Mikołaja Kopernika na tle wydarzeń w kraju i regionie (1980–1982), Toruń 2001, s. 28). Drukowali także ulotki, które już niedługo pomogły wywołać sierpniowy strajk w Stoczni Gdańskiej.

Skazani za manifestację 3 maja wyszli na wolność 4 sierpnia 1980 r. Cztery dni później, 8 sierpnia, w mieszkaniu Piotra Dyki odbyło się przyjęcie na cześć D. Kobzdeja i T. Szczudłowskiego. Przyszli ludzie z RMP, WZZ i KOR, m.in. Borusewicz, Wałęsa, Walentynowicz i mecenas Jacek Taylor. Dzień wcześniej zwolniono z pracy A. Walentynowicz.

Aram Rybicki wspominał, że na tej imprezie zostały przełamane bariery między RMP a robotnikami związanymi z Borusewiczem: „Ciągle był ten dystans między robotnikami a inteligencją. W trakcie popijawy u Dyków oni zobaczyli, że my nie zadzieramy nosa, a my – że oni swój rozum mają”.

Podczas przyjęcia postanowiono, że skoro strajkujący w Lublinie wywalczyli swoje podwyżki, to należy spróbować zrobić strajk w Stoczni Gdańskiej. Ludzie z WZZ postanowili o tym na schodach i podwórku, nie wtajemniczyli młodopolaków. Za pretekst miało służyć zwolnienie z pracy A. Walentynowicz, mimo przychylnego dla niej wyroku sądu pracy. Ostateczny termin rozpoczęcia strajku ustalił, już po tym spotkaniu, B. Borusewicz najpierw na 13 a następnie na 14 sierpnia.

Leszek Biernacki



Zobacz:

Andrzej Gwiazda o powołaniu WZZ „Wybrzeża”

wywiad Zbigniewa Koreywo Przed BurząPrzed Burzą część II, Przed Burzą część III, Przed Burzą część IV.

Joanna Duda-Gwiazda „Robotnik Wybrzeża” – pismo WZZ Wybrzeża

wspomnienia w 25. lecie powstania „Solidarności”

Jan Karandziej o działalności w WZZ i strajku w sierpniu 1980 r. w Stoczni Gdańskiej

J. Karandziej „Musiałem przeskakiwać przez płot”, „Biuletyn IPN” 2006, nr 8-9

Byli działacze WZZ „Wybrzeża” o swojej działalności

strona byłych działaczy WZZ

Dominika Dunajska w „Tygodniku Solidarność” o WZZ

Tajemnica siły Wolnych Związków Zawodowych

Prof. Andrzej Friszke w „Gazecie Wyborczej” o początkach działalności Lecha Wałęsy w WZZ „Wybrzeża”

Narodziny Wałęsy

Szyfrogram o wydarzeniach pod bramą nr 2 stoczni im. Lenina 18 grudnia 1979 r.

Dokumenty Departamentu III MSW

Sławomir Cenckiewicz o śmierci Tadeusza Szczepańskiego

S. Cenckiewicz „Zemsta czy wypadek przy pracy”, „Biuletyn IPN” 2006, nr 8-9

Jan Lityński o związkach KOR z WZZ

Jan Lityński „Moi przyjaciele z WZZ”

Konferencja naukowa IPN i Zarządu Regionu Gdańskiego „Solidarności”  o Wolnych Związkach Zawodowych Wybrzeża

Konferencja naukowa „Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża (1978–1980)” – Gdańsk, 9–10 października 2003 r.

O przyczynach Sierpnia ’80 w tygodniku „Polityka”

Geneza rewolucji „Solidarności”

Jak działacze WZZ przygotowali Sierpień ’80

Dlaczego Wybrzeże

Honorowe Obywatelstwo Miasta Gdańska dla działaczy WZZ i sygnatariuszy Porozumień Sierpniowych

strona miasta Gdańsk



wszechnica@solidarnosc.org.pl


Dodaj komentarz