Wspomnienia, publicystyka, opracowania

We wspomnieniach i relacjach podkreślano nieprawdopodobne uniesienie społeczeństwa, niepowtarzalną atmosferę – dla każdego były to wyjątkowe chwile. Ryszard Kapuściński w swoich Notatkach z Wybrzeża, pisał: „To było dramatyczne zmaganie, i święto. Zmaganie o swoje prawa i Święto Wyprostowanych Ramion, Podniesionych Głów. Cokolwiek jeszcze się stanie, od lata 1980 żyjemy w innej Polsce. Kto stara się sprowadzić ruch Wybrzeża do spraw płacowo-bytowych, ten niczego nie zrozumiał”. To tylko jedna z wielu relacji.

A. Michnik we wrześniu 1980 r. pisał w tekście Czas nadziei:

Wierzę, że możemy organizować naszą niepodległość od wewnątrz, że stając się społeczeństwem coraz lepiej zorganizowanym, sprawniejszym, zamożniejszym, wzbogacającym Europę i świat o nowe wartości, pielęgnującym tolerancję i humanizm – pracujemy dla niepodległości i demokracji… Możliwy jest pluralizm we wszystkich dziedzinach życia publicznego, możliwa jest likwidacja cenzury prewencyjnej, możliwa jest racjonalna reforma gospodarki i sprawiedliwa polityka społeczna, możliwa jest prasa i telewizja oparte na zasadzie konkurencyjności i piszące prawdę, możliwa jest wolność nauki i autonomia wyższych uczelni, możliwa jest społeczna kontrola cen i ruch obrony konsumenta, możliwe są niezawisłe sądy i komisariaty, gdzie nie bije się ludzi… Musimy to wszystko od władz wydzierać i wymuszać, bo nigdy żaden naród nie dostał swoich praw w prezencie. Wszakże wymuszając i wydzierając pamiętajmy, by nie rozedrzeć na strzępy tego, co jest państwem polskim, państwem niesuwerennym, ale państwem, bez którego nasz los byłby nieporównanie bardziej uciążliwy.


W opracowaniach historycznych podkreśla się polityczna wagę wydarzeń, po których historia Polski i Europy musiała się zmienić.

Leszek Biernacki


Twardzi i odpowiedzialni


Leszek Biernacki rozmawia z Bogdanem Lisem o Sierpniu ’80


Leszek Biernacki: – Jak z perspektywy 15 lat patrzy Pan na sierpniowy strajk?

Bogdan Lis: – Dalej oceniam go bardzo wysoko. Przede wszystkim dlatego, że nie daliśmy się ponieść emocjom. Byliśmy odpowiedzialni, a nie było to łatwe, gdyż nie mieliśmy doświadczeń osobistych. Wiedzieliśmy tylko z historii, co się wydarzyło w 1956, 1968 i 1970 roku. Przy świadomości ryzyka doprowadziliśmy do porozumienia, które w końcu zaowocowało tym, co dzisiaj mamy. Szliśmy na ustępstwa, a przecież jednocześnie byliśmy twardzi. Nie żądaliśmy gwiazdki z nieba, lecz tylko to, co mogliśmy uzyskać. Wiedzieliśmy już podczas strajku, że walka o zwycięstwo dopiero się zacznie. Byłem wtedy przekonany, że – jeśli sprawa się uda – proces transformacji systemu oraz „Solidarności” do systemu, będzie trwał najkrócej pięć lat. Myślałem, że jeśli przetrwamy pięć lat, to będzie znaczyło, że nam się udało.

– Co wtedy, w sierpniu było najtrudniejsze: rozmowy z rządem, organizacja strajku, wzajemne uzgodnienia?

BL: – Najtrudniejsze było podtrzymywanie ludzi na duchu. Podstawowym zadaniem było utrzymanie atmosfery strajkowej i bojowego ducha w stoczni i wśród innych załóg. Z tego wynikały nasze niepowodzenia. Jeśli przeczyta Pan dokładne relacje ze strajku, to zrozumie o czym mówię. Dzisiaj czyta się te stenogramy inaczej, bo wie się, co było później, ale można się wczuć w atmosferę tamtych niepewnych dni. Próbowaliśmy – i raczej się to udawało – niepowodzenia tak przedstawiać, by atmosfera się podniosła a nie opadła. Tak było na przykład, gdy stocznia trzeciego dnia zakończyła swój strajk. Ja ze stoczni szybko poszedłem do Elmoru… Chyba nikt tego nie pamięta, a przecież MKS powstał w Elmorze, a nie w stoczni. W Elmorze razem z Andrzejem Gwiazdą zastanawialiśmy się, co zrobić, żeby ludzie się nie załamali. Postanowiliśmy zrobić atmosferę i zaczęliśmy mówić ludziom, że jeśli stoczniowcy dostali, to przecież nie jesteśmy gorsi i musimy też wygrać strajk. Rozesłaliśmy naszych delegatów do wszystkich zakładów pracy, by ściągnąć do nas komitety strajkowe na godzinę szesnastą i utworzyć Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, który będzie negocjował postulaty wszystkich strajkujących zakładów. Przedstawiciele strajkujących zakładów zaczęli się zjeżdżać, ale w tym czasie dowiedzieliśmy się, że stocznia dalej strajkuje i postanowiliśmy z Gwiazdą wrócić do stoczni, a komitetowi strajkowemu Elmoru kazaliśmy kierować tam wszystkich przedstawicieli komitetów strajkowych. To, że ludzie zaczęli się zjeżdżać, było pomysłem Andrzeja i moim. Nie chcieliśmy dopuścić, by strajki „siadły”. Obawialiśmy się, że nie zdarzy się już przez wiele lat taka okazja. Że udało się nam zebrać przedstawicieli ze wszystkich zakładów, było ogromnym sukcesem.

– Ale i zwiększało Waszą odpowiedzialność.

BL: – Ludzie, którzy z nami byli w stoczni i dzień w dzień stali pod salą BHP, wierzyli nam. To dodatkowo nas mobilizowało Nie mogliśmy zawieść ani ich, ani siebie. Wszyscy stanowiliśmy jedną całość. Mieliśmy świadomość, że jeśli gdzieś ktoś nawali, to wszystko może się rozlecieć.

– Dziś czasem się słyszy, jak ludzie mówią, że nie o taką Polskę walczyli. Jak Pan to ocenia, czy spełniły się marzenia z Sierpnia?

BL: – Nigdy nie będzie tak, że wszystkie marzenia będą spełnione. Oczywiście, że Polska nie jest taka, jaką by chcieli ją widzieć ludzie. Ja też chciałbym ją widzieć inną. Ale spełniła się jedna podstawowa rzecz: Polska jest nasza. Niestety, nie potrafiliśmy jej innej zbudować i dalej nie potrafimy, ale pamiętajmy, że przecież mogłaby być gorsza.

– Jaka była wymarzona Polska w 1980 roku?

BL: – Wyobrażaliśmy sobie nasz kraj w sposób bardzo prosty. Stawiane przez nas cele były bardzo ogólne. Nie myśleliśmy o problemach, które dziś są wokół nas: o bezrobociu, przestępczości, aferach finansowych. Wiedzieliśmy jedno: potrzebny jest inny system. Taki, który będzie bardziej sprawiedliwy, to znaczy taki, w którym wszyscy będą mieli równe szanse. O to głównie chodziło. O tym, że większe możliwości wykorzystania swoich szans będą mieli komuniści, nikt wtedy nie myślał. Nikt nie myślał wtedy też, że niektórym ludziom będzie się żyło gorzej. Wtedy nie było ludzi, którzy żyli w nędzy, nie było żebractwa. Jeszcze przed dwoma-trzema laty żebracy nas szokowali. Byliśmy oburzeni na władzę, że ludzi doprowadziła do takiego stanu. Dziś z kolei widzę znieczulicę. Ich widok spowszedniał i nikt się nad tym problemem nie zastanawia.  W Sierpniu przyszłość wydawała się bardzo trudna, ale i jaśniejsza.


Źródło: „Magazyn Solidarność”, Gdańsk sierpień-wrzesień 1995 r., nr 8-9 (358-359), s. 4.


wszechnica@solidarnosc.org.pl

Dodaj komentarz