„Strajkowy Biuletyn Informacyjny Solidarność”

23 sierpnia w czasie strajku w sierpniu 1980 r. ukazał się 1. numer „Strajkowego Biuletynu Informacyjnego Solidarność”, redagowanego przez Konrada Bielińskiego i Krzysztofa Wyszkowskiego, którym pomagała Ewa Milewicz. Wyszkowski zaproponował, aby biuletyn przyjął nazwę „Solidarność”. Od czwartego numeru dołączył do nich Mariusz Wilk. Ostatni, strajkowy, numer „Biuletynu” ukazał się 31 sierpnia, w dniu podpisania porozumienia z komisją rządową.

Do 31 sierpnia ukazało się 13. numerów oraz numer nadzwyczajny z projektem statutu Związku. Dzienny nakład „Biuletynu” sięgał 40 tys. egzemplarzy. Był drukowany w formacie A5, o objętości 4 stron.

Kolejny po strajku numer „Biuletynu Informacyjnego Solidarność” (nr 15), pisma MKZ NSZZ w Gdańsku ukazał się 24 września. Zespół redakcyjny tworzyli: Joanna Duda-Gwiazda, Mariusz Wilk i Joanna Wojciechowicz.


Świat się zmienił

Rozmowa z Konradem Bielińskim o „Strajkowym Biuletynie Informacyjnym Solidarność”

(rozmowa ukazała się w dodatku do „Rzeczpospolitej” „Bibuła. Wolne słowo w Polsce 1976-1980”, Warszawa, czerwiec 2003).


Jak znalazłeś się w Stoczni Gdańskiej?

– 15 sierpnia 1980 r., dzień po rozpoczęciu strajku w Stoczni Gdańskiej pojechaliśmy z Ewą Milewicz w okolice  Kartuz po transport przywiezionego ze Szwecji sprzętu drukarskiego dla NOWEJ. Odebraliśmy przesyłkę, przenocowaliśmy u spędzających wakacje w Dębkach naszych znajomych i następnego dnia pojechaliśmy do Stoczni. Powstawał właśnie Międzyzakładowy Komitet Strajkowy i pisano 21 postulatów. Zawieźliśmy je do Warszawy, a w poniedziałek rano wróciliśmy z matrycami białkowymi i farbą. I w budynku BHP zorganizowaliśmy kilka stanowisk do drukowania na ramkach.

Wydrukowaliście 21 postulatów?

– Także komunikat o powstaniu MKS.

Skąd twoja wiedza na temat drukowania, poligrafii?

– Byłem z wykształcenia matematykiem, nic wspólnego z poligrafią nie miałem. To się zmieniło po powstaniu KOR. Byłem jednym z trzech szefów organizacyjnych NOWEJ i to tym, który zajmował się stroną techniczną. Po prostu stałem się specjalistą, głównie od powielaczy i różnych innych technik, których się sami nauczyliśmy, z książek, pisma „Sztuka”, gdzie pisano o technice sitodruku, a nawet sięgając do wspomnień AK-owców, jak z wyżymaczki zrobić powielacz, jak nie mając matrycy białkowej robić matryce z papieru ściernego i folii itp. Jednak, kiedy wreszcie sforsowaliśmy drzwi do stoczniowej poligrafii, musieliśmy uczyć się posługiwać technikami wcześniej przez nas niestosowanymi. Stała tam maszyna drukarska – ale z niej z powodu braku odpowiedniej ilości czcionek korzystaliśmy w niewielkim stopniu – oraz dwa offsety drukujące na formacie A3. W NOWEJ nie mieliśmy offsetu, ale dzięki wskazówkom… pani sprzątaczki udało mi się je uruchomić.

I zaczęliście drukować „Strajkowy Biuletyn Informacyjny Solidarność”?

– Najpierw przygotowaliśmy zestaw ulotek, zawierający 21 postulatów, plus stałe informacje na temat działań MKS itp. Drukowaliśmy to jeszcze bez nazwy, jako ulotkę. I wtedy zaczęliśmy myśleć, że to trzeba numerować i jakoś nazwać.

Kto redagował pismo?

– W zasadzie nie było żadnego zespołu redakcyjnego. Wydawałem je z Krzysztofem Wyszkowskim. Ja byłem szefem, a Krzyś zajmował się głównie kolportażem. Pomagała nam Ewa Milewicz oraz od czwartego numeru Mariusz Wilk. Tak się niezręcznie stało, że pod ostatnim specjalnym numerem podpisaliśmy się tylko my dwaj. Podstawową formułą przyjętą przez nas był biuletyn informacyjny. Na początku publikowaliśmy same dokumenty. Ale szybko oczywista stała się potrzeba objaśniania postulatów, a potem komentowania negocjacji z delegacją rządową. Dbałem o to, żeby w piśmie nie toczyła się dyskusja pomiędzy różnymi prądami politycznymi, których przedstawiciele znaleźli się w Stoczni. Było to oficjalne pismo strajkujących, a my spełnialiśmy  tylko rolę czysto usługową.

Czy umiesz określić jego nakład?

– Tylko szacunkowo. Kiedy „zebrał się” materiał na numer, przerywaliśmy druk poprzedniego, a zaczynaliśmy nowy. Czasem wydawaliśmy po 2 egzemplarze w ciągu dnia, czasem żadnego. Kiedy drukarze kończyli druk jednego numeru, dodrukowywali poprzedni. Dość szybko skończył się biały papier, więc drukowaliśmy na czerwonym. Prawdę powiedziawszy, gdyby strajk potrwał dłużej, to już nie mielibyśmy na czym drukować. Szacuję nakłady na 20 – 40 tys. Był to więc skok ilościowy wobec prasy podziemnej lat 70., nawet wobec „Robotnika”.

Kto wymyślił nazwę biuletynu: „Solidarność”?

– Słowo „solidarność” było po prostu kluczem. Wszystkie strajki wówczas nazywały się: „solidarnościowe ze strajkiem w Stoczni”. Zacząłem rysować winietę  „BI”, i mówię, że jakaś nazwa by się przydała. A Krzyś Wyszkowski na to: wpisz „Solidarność”.

Spodziewałeś się, że nazwa pisma stanie się nazwą związku?

– Nie. Ale wiąże się z tym ciekawa historia. Zgłosił się do mnie plastyk z Trójmiasta z projektami napisów: „Solidarność” i „21 postulatów”. Krzyś kupił koszulki i ten plastyk wydrukował na nich: „Solidarność”. Większość dostała nasza redakcja i podczas oficjalnego podpisywania Porozumień Sierpniowych, wszyscy paradowaliśmy w koszulkach z napisem „Solidarność”.

Pomyślałeś wtedy, że zamknął się jakiś etap podziemnego życia wydawniczego?

– Wiedziałem, że stało się coś, co się już nie odstanie. Ten nasz pierwszy, masowy biuletyn informacyjny stał się po powstaniu „Solidarności” wzorcem dla całego ruchu. Jednym z pierwszych kroków w każdym zakładzie po założeniu związku było stworzenie wolnego biuletynu. Jednym słowem świat się zmienił. W stanie wojennym władze nie stawiały już sobie za cel likwidacji ruchu wydawniczego. Wiedziano, że nie ma na to szans.

Rozmawiał Jan Strękowski


wszechnica@solidarnosc.org.pl

Dodaj komentarz