Kryzys Bydgoski


Bydgoszcz 1981


Władze partyjne szukały sposobu zapanowania nad sytuacją w kraju. Zrozumiano, że działania polegające na przeciąganiu negocjacji czy próbach rozbijania „Solidarności” nie przynoszą zahamowania społecznego zrywu. W samej partii narastało także niezadowolenie.


Lekarstwem miało być powołanie generała Wojciecha Jaruzelskiego na stanowisko premiera, o czym postanowiło 9 lutego VIII plenum KC. Dwa dni później w Sejmie Jaruzelski zaapelował o 90 spokojnych dni. Jednocześnie deklarował prowadzenie „niełatwej sztuki kompromisu” a z drugiej strony ostrzegał, że złowrogie siły wykorzystują „Solidarność” do kierowania społeczeństwa na fałszywe, wrogie socjalizmowi tory, co może doprowadzić do „bratobójczego konfliktu”. Groził, że „władza ludowa dysponuje dostateczną mocą, by zagrozić drogę tym ludziom i procesom, które zmierzają do cofnięcia koła historii, do kontrrewolucji”.


Rysunek z 1981 roku

Czy przywracanie porządku miało się zacząć od Bydgoszczy?  W pierwszym tygodniu marca temperatura w kraju zaczynała się podnosić. Na nadzwyczajnym posiedzeniu KKP Wałęsa przyznał, że „istnieje obecnie niebezpieczeństwo utraty przez KKP kontroli nad tym, co się dzieje”. Do umiarkowania wzywali eksperci, szczególnie związani z prymasem Polski. 10 marca doszło do spotkania w cztery oczy Wałęsy z Jaruzelskim. Dzień wcześniej poinformowano, że 15 marca na terenie NRD, Polski, CSRS i ZSRR rozpoczną się wspólne manewry wojsk lądowych i marynarki wojennej.


Trzy dni po spotkaniu Wałęsa, Walentynowicz, Kuroń i Siła-Nowicki pojechali do Radomia by zapobiec tam strajkowi powszechnemu, który miał za zadanie doprowadzenie do rozliczenia winnych wydarzeń 1976 roku. Wałęsa na stadionie tłumaczył zebranym: „Nie powinniśmy się cofać, ale nie powinniśmy też wyniszczać samych siebie strajkami, zwłaszcza wobec ciężkiej sytuacji gospodarczej kraju. Nowy premier, generał, to widzimy, że chce dobrze. Potrzebny nam jest silny, rozsądny rząd, który nie będzie przeszkadzał, ale musi on mieć czas, żeby poprzestawiać meble, a stare wystawić do lamusa. Myślę, że ten rząd siądzie z nami do stołu, będzie nam służyć, a nie rządzić”. Gotowość do strajku udało się odwołać.


16 marca rozpoczęła się okupacja budynku Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego w Bydgoszczy. Dzień później, po rozpoczęciu manewrów wojsk Układu Warszawskiego, z Kanią i Jaruzelskim spotkał się marszałek Kulikow. 19 marca podczas obrad Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy milicja pobiła będących na sesji rady delegatów „Solidarności”. W nocy z 19 na 20 marca do Bydgoszczy przyjechało prezydium KKP, które wydało oświadczenie, że z powodu ataku na Związek odwołuje wszelkie negocjacje z władzami i ogłoszono gotowość strajkową. Wezwano komisje zakładowe by do 23 marca przygotowały się do akcji protestacyjnej. Prezydium jednocześnie oceniło, że prowokacja bydgoska została wymierzona w rząd generała Jaruzelskiego.


W regionie bydgoskim i toruńskim odbył się dwugodzinny strajk ostrzegawczy. W całym kraju wrzało. W gdańskiej siedzibie MKZ wzmocniono straże robotnicze, a w salach urządzono noclegownie. Cały czas liczono się z możliwością szturmu sił milicyjnych, obawiano się także interwencji wojsk radzieckich. Napięcie jeszcze bardziej wzrosło gdy 22 marca do KKP doszły informacje, że ma zostać wprowadzony stan wyjątkowy, a Biuro Polityczne KC PZPR w swojej uchwale oświadczyło, że w Polsce jest stan „zagrożenia dla podstaw ustroju socjalistycznego” oraz oskarżyło „Solidarność” o to, że w jej działalności „górę wzięła tendencja do rozwijania działalności o charakterze politycznym, do bezprawnego zastępowania konstytucyjnych organów przedstawicielskich i wykonawczych w ich funkcjach; stwarza to stan anarchii”.


Podczas obrad KKP 23 marca Wałęsa przekonywał, że w przypadku wprowadzenia stanu wyjątkowego należy ogłosić strajk generalny.  Poparli go eksperci: Geremek i Mazowiecki, którzy jednak proponowali, aby nie ogłaszać strajku bezterminowego, ale określić czas jego trwania. Mecenas Siła-Nowicki ostro zaprotestował przeciwko strajkowi powszechnemu. W wyniku wielogodzinnych dyskusji ustalono, że 27 marca odbędzie się strajk ostrzegawczy, a o ile sytuacja po jego przeprowadzeniu się nie wyjaśni to od 31 marca rozpocznie się strajk generalny. Postanowiono przenieść siedziby zarządów regionów do wielkich zakładów pracy. W czasie obrad KKP wybrała Krajowy Komitet Strajkowy (KKS), który przejął funkcje prezydium – po rozpoczęciu strajku miał być jedyną władzą Związku. KKS nie wolno było zmienić lub złagodzić żądań strajkowych, ani odwołać strajku bez spełnienia wszystkich żądań.


Plakat z marca 1981 roku

W przeddzień zapowiedzianego strajku ostrzegawczego doszło do spotkania gen. Jaruzelskiego z prymasem Wyszyńskim. Po spotkaniu opublikowano komunikat, w którym wyrażono przekonanie, że konflikt uda się rozwiązać na drodze pokoju. 27 marca strajk ostrzegawczy objął całą Polskę i był pokazem siły oraz zapowiedzią, że wszystko do strajku generalnego jest dobrze przygotowane. Wzięli w nim udział nie tylko członkowie „Solidarności”, ale także związki branżowe i członkowie partii, a organizacje partyjne przesłały do KC PZPR uchwały krytykujące postępowanie władz. Zdecydowana i masowa manifestacja solidarności zdecydowanej większości społeczeństwa oraz widoczny kryzys w samej partii, która nie potrafiła kierować swoimi członkami, spowodował zahamowanie planów konfrontacyjnych władzy. Zamiast na konfrontację zdecydowano się na szukanie pokojowego sposobu rozwiązania konfliktu.


Papież modli się o porozumienie


W dzień po strajku ostrzegawczym na ręce prymasa Polski 28 marca przyszedł list skierowany do Polaków przez Jana Pawła II:


Z Księdzem Prymasem, Kościołem w Polsce i całym Narodem dzielę głęboką troskę
o sprawy umiłowanej Ojczyzny. Sprawy te znajdują się w centrum uwagi całego świata ze względu na ich doniosłą wymowę społeczną i międzynarodową. Głosy, które dochodzą do mnie z różnych stron Polski wyrażają stanowisko szerokich rzesz ludzi pracujących, którzy widzą potrzebę pełnego zaangażowania się w swą pracę nieodzowną dla przezwyciężenia trudnej sytuacji gospodarczej, w jakiej znalazł się kraj. Podkreślają oni wolę pracy a nie strajku.

Wraz z całym Kościołem w Polsce modlę się o to, ażeby doszło do porozumienia pomiędzy władzami państwowymi a przedstawicielami środowisk pracy (Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych) dla umocnienia wewnętrznego pokoju w duchu odnowy, której zasady zostały obopólnie ustalone w ciągu ubiegłej jesieni. Realizacja tych zasad domaga się wzajemnego porozumienia, dialogu cierpliwości i wytrwałości. Jest to równocześnie najwłaściwsza droga do umacniania autorytetu i poczucia odpowiedzialności zwłaszcza w społeczeństwie, które ma swoją własną kulturę i własne doświadczenia historyczne – trudne i bolesne.

Właśnie dlatego powszechna opinia narodów miłujących pokój wyraża się w przekonaniu, że Polacy mają ścisłe prawo do tego, ażeby sami, własnymi siłami rozwiązywali swe własne problemy. Wszyscy uznają, że jest to zadanie i obowiązek skierowany do wspólnego dobra własnego społeczeństwa. Podstawowe prawa współżycia międzynarodowego domagają się, aby taki wysiłek narodu był uszanowany przez innych.

W duchu klękam wraz z Wami przed obrazem Pani Jasnogórskiej, która dana jest „ku obronie naszemu narodowi”, i Jej raz jeszcze zawierzam ten trudny i doniosły moment w życiu naszej wspólnej Ojczyzny, przesyłając wszystkim błogosławieństwo apostolskie w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.



Prymas Wyszyński: „potrzeba ogromnej rozwagi”


Głos zabrał sam prymas Wyszyński, który w dramatyczny sposób  zaapelował do przedstawicieli KKP NSZZ „Solidarność” zebranych 28 marca w Warszawie o odpowiedzialność za ludzkie życie i o rozłożenie swoich zadań „na raty” aby chcąc wiele nie stracić tego co ma się dziś:


[...] sytuacja się komplikuje i to nie tylko w wymiarze krajowym. Mówimy to między sobą, jak Polacy, jak obywatele tej ziemi, odpowiedzialni za nią i to nie tylko zespołowo, ale i indywidualnie. [...] Powiedziałem panu generałowi na pożegnanie w Natolinie, że gdyby w wyniku jakichkolwiek zaniedbań z mojej strony, albo też nieodpowiednich posunięć zginął chociaż jeden Polak, chociaż jeden młody chłopiec, nie darowałbym sobie tego nigdy. Tak myślę ja. A sądzę, że i każdy z panów tak myśli. [...] Odpowiedzialność za życie dzieci polskich to jest odpowiedzialność straszna. I dlatego też zastanawiając się nad sytuacją, pytam sam siebie: czy lepiej z narażeniem naszej wolności, naszej całości, życia naszych współbraci już dzisiaj osiągnąć postulaty choćby najsłuszniejsze? Czy też lepiej jest osiągnąć coś niecoś dzisiaj, a co do reszty powiedzieć: panowie, do tej sprawy wrócimy później. Nie rezygnujemy z postawionych postulatów, ale wiemy, że obecnie realizacja niektórych z nich nie jest możliwa.

Zwłaszcza rozróżniłbym między postulatami natury gospodarczej i administracyjnej. Postulaty administracyjne można wysuwać w miarę możności, nie koniecznie od razu en masse, lecz stopniowo. Tym więcej, że jeżeli będziemy ciągle wysuwali postulaty natury personalnej, to kiedyż ci ludzie będą mogli pracować? [...] Pan premier postulował 90 dni. Ja sobie od razu pomyślałem: to jest strasznie mało. [...] Wiemy, że niekiedy konflikt rodzinny rozkłada się na raty, zanim się go nie rozwiąże, a cóż dopiero konflikt
o tak ogromnym wymiarze 35-milionowego narodu o bardzo złożonych i niekiedy nie tylko skomplikowanych, ale wzajemnie się wykluczających interesach. I dlatego też mnie się wydaje, drodzy panowie, że realizację najsłuszniejszych nawet postulatów należy rozłożyć w czasie. [...]

Najmilsi bracia, mając przed oczyma całokształt sytuacji, możliwości społeczne, gospodarcze i administracyjne, mając też na uwadze krótkość czasu, a zarazem świadomość, że wypadnie wam pracować w Polsce nie rok, nie dwa, lecz wiele lat – skoro podjęliście się tak trudnego zadania – słuszne wydaje się rozłożenie waszych zadań „na raty”. Zwłaszcza postulaty personalne odsunąłbym na dalszy plan. [...]

Ludziom, którzy zawinili można – że tak powiem – dać pewne moratorium, to znaczy: policzymy się z wami później. Ale na razie najpilniejsza sprawa jest ta, abyście, panowie, chcąc wiele, nie stracili tego, co macie dziś. Wiem, że ruch „Solidarność” jest tak prężny i zdecydowany, że łatwo sobie nie da wydrzeć z rąk tego, co już osiągnął. Ale jaką cenę wypadnie wam za to zapłacić? Dzisiaj wszyscy uznają wielką dojrzałość ruchu „Solidarność”
w tym, że osiągnąwszy tak wiele, nie dopuścili do tego, żeby polała się krew. To jest
w walkach społecznych i zawodowych prawie że unikalny
casus. Nie znajdzie się tak łatwo analogicznych przypadków gdzie indziej. Dlatego też, moi drodzy, dajcie rządowi troszkę czasu.

Nie myślcie, że kieruję się – jak może nas o to posądzać zwłaszcza zagraniczna prasa – jakimś wygodnictwem albo lękiem. Mnie o lęk nie posądzajcie, bo ja już 33 lata stoję na czele Kościoła w Polsce, przeżyłem wiele i jestem nadal na wszystko gotów. Nieraz myślę, że wypadnie mi jeszcze raz posiedzieć w więzieniu. I nie lękam się! To nie jest oczywiście największa cnota: męstwo. Największą cnotą jest miłość, a także roztropność i rozwaga. [...]

Na razie jeszcze jesteśmy u siebie w domu, ale kto zaręczy, jak długo tak będzie? Kto zaręczy? A my mamy obowiązek być u siebie w domu. Mamy obowiązek ojczyźnie naszej, rodzinom, kulturze narodowej, pokojowi społecznemu i gospodarce zapewnić, abyśmy jak najdłużej byli sami u siebie. [...]

Niestety! Jesteśmy uzależnieni i blokowo, i układami. Musimy być świadomi, że ludzie ci gotowi są bronić swoich układów politycznych w swoich narodach chociażby kosztem Polski. Co im to szkodzi? Byle ratować swój taki czy inny ład czy nieład we własnym organizmie narodowym i blokowym. To nie jest wykluczone. I dlatego, drodzy moi, trudno jest na ten temat polemizować, dyskutować.

W rozmowie z premierem postulowałem: panowie, załatwiajcie jak najszybciej sprawę Bydgoszczy i sprawę „Solidarności” Wiejskiej. [...] Te dwa postulaty omawiałem przez przeszło trzy godziny, wracając do nich raz po raz, ażeby wykazać, że są to najpilniejsze sprawy dla zachowania spokoju w kraju. [...]

To tak, proszę drogich moich braci, odpowiedzialnych za losy polskie, myślę ja i chyba każdy Polak. Tak mi się w tej chwili sytuacja przedstawia. A jest ona, nie przeczę, trudna, jest ciężka. Nie jestem tragikiem, ale mogę powiedzieć – sytuacja jest groźna. I dlatego też myślę, że gdybyśmy przeciągnęli strunę, wysuwając nasze postulaty, moglibyśmy później bardzo ciężko żałować następstw, które ściągnęlibyśmy na Polskę [...].

I stąd potrzeba ogromnej rozwagi. Zresztą i Ojciec Święty w swojej depeszy do nas pisze o poczuciu odpowiedzialności. Rozkładajcie na raty wasze postulaty. I bądźcie cierpliwi. W tych postulatach – jak powiedziałem – zwłaszcza natury ustrojowej, instytucjonalnej, jestem w pełnym zrozumieniu dla was. Gdy idzie o postulaty personalne: trzeba poczekać, dlatego że wieczny młyn zmian personalnych prowadzi do anarchii administracyjnej. [...]

Natomiast dla wyraźnych przestępców, dla ludzi, którym się dowiedzie przestępstwa, zwłaszcza krwawego, trzeba domagać się ukarania. Ale jak wiemy i to państwo musi czynić rozważnie, żeby pochopności w karaniu urzędników nie przeniesiono potem na karanie obywateli. To jest bardzo ważne!

Taki jest – po moich przemyśliwaniach, po rozeznaniu sytuacji i po rozmowach – mój wniosek, który wam, najmilsi, z całym zaufaniem przedstawiam.



Następnego dnia, 29 marca, podczas modlitwy na Anioł Pański papież Jan Paweł II polecił szczególnym modlitwom Kościoła Polskę:


Pragnę w dniu dzisiejszym polecić szczególnej modlitwie Kościoła moją Ojczyznę, Polskę. Módlmy się o to, ażeby zostały przezwyciężone trudności i napięcia wewnętrzne w duchu porozumień, przyjętych obustronnie przez przedstawicieli władz państwowych oraz Niezależne Samorządne Związki Zawodowe. W tej sprawie przesłałem wczoraj obszerny telegram na ręce kardynała Stefana Wyszyńskiego, prymasa Polski.

Wedle powszechnej opinii, Polacy mają wyłączne prawo do przezwyciężania swych wewnętrznych trudności społeczno-ekonomicznych własnymi siłami. Chcą też i potrafią je przezwyciężyć.

W chwili, gdy od kilku miesięcy trwają w Madrycie prace Konferencji Bezpieczeństwa
i Współpracy w Europie, należy zabiegać o to, ażeby prace te doprowadziły do zabezpieczenia i ugruntowania pokoju na kontynencie europejskim przy pełnym poszanowaniu praw wszystkich narodów, a także praw człowieka i jego podstawowych wolności (wśród których Stolica Apostolska podkreśla szczególnie wolność religii i sumienia).

Kościół modli się o to nieustannie.

Modli się o pokój i za wszystkie inicjatywy, które służą pokojowi w Europie i na całym świecie.

Wypada przypomnieć, że Akt końcowy z Helsinek potwierdza również zasadę, głoszącą, że „Państwa uczestniczące będą się powstrzymywać od jakiejkolwiek ingerencji, bezpośredniej lub pośredniej, indywidualnej lub zbiorowej, w wewnętrzne lub zewnętrzne sprawy należące do zakresu wewnętrznej jurysdykcji innego państwa uczestniczącego, niezależnie od ich stosunków wzajemnych”.

Wraz ze wszystkimi ludźmi dobrej woli i społeczeństwami miłującymi pokój wyrażam ufność, że usilne starania o pokój na kontynencie europejskim i na całym świecie nie zostaną niczym zakłócone, lecz doprowadzą do oczekiwanych rezultatów.

Życzenia te powierzam świętym Benedyktowi, Cyrylowi i Metodemu, patronom Europy; powierzam je Najświętszej Maryi Pannie, Królowej Pokoju; powierzam je wreszcie Najświętszej Dziewicy Jasnogórskiej, Matce Polski.



29 i 30 marca odbyło się IX plenum KC partii, podczas którego wicepremier Mieczysław Rakowski stwierdził, że podczas strajku ostrzegawczego po raz pierwszy od września nastąpiło tak masowe współdziałanie organizacji partyjnych z „Solidarnością”. Wskazał, że wina za wydarzenia w Bydgoszczy leży po stronie władzy – kierownictwa partyjnego i państwowego. W wyniku dyskusji zdecydowano o rozwiązaniu konfliktu na drodze rozmów. Takie stanowisko podjęto pomimo wyraźnej interwencji Kremla. W trakcie obrad plenum do Kani zadzwonił Breżniew, który poprosił o przyjęcie grupy generałów pod przewodnictwem marszałka Kulikowa, którzy mieli zapoznać się z sytuacją i polskimi opracowaniami w sprawie stanu wojennego. W czasie wizyty marszałek w imieniu Breżniewa przekonywał Kanię do wprowadzenia stanu wojennego i zapowiedział, że zaproponuje przekształcenie ćwiczeń z dowódczo-sztabowych w manewry z udziałem wojsk.

29 i 30 marca odbyło się IX plenum KC partii, podczas którego wicepremier Mieczysław Rakowski stwierdził, że podczas strajku ostrzegawczego po raz pierwszy od września nastąpiło tak masowe współdziałanie organizacji partyjnych z „Solidarnością”. Wskazał, że wina za wydarzenia w Bydgoszczy leży po stronie władzy – kierownictwa partyjnego i państwowego. W wyniku dyskusji zdecydowano o rozwiązaniu konfliktu na drodze rozmów. Takie stanowisko podjęto pomimo wyraźnej interwencji Kremla. W trakcie obrad plenum do Kani zadzwonił Breżniew, który poprosił o przyjęcie grupy generałów pod przewodnictwem marszałka Kulikowa, którzy mieli zapoznać się z sytuacją i polskimi opracowaniami w sprawie stanu wojennego. W czasie wizyty marszałek w imieniu Breżniewa przekonywał Kanię do wprowadzenia stanu wojennego i zapowiedział, że zaproponuje przekształcenie ćwiczeń
z dowódczo-sztabowych w manewry z udziałem wojsk.


Porozumienie


Na członków KKP „Solidarności” bardzo duży wpływ wywarły słowa prymasa Wyszyńskiego, którego uwagi o komplikowaniu się sytuacji nie tylko w wymiarze krajowym miały decydujący wpływ na podjętą decyzję. 30 marca doszło do spotkania przedstawicieli „Solidarności” z przedstawicielami władzy z wicepremierem Rakowskim na czele. Podczas spotkania Rakowski powiedział, że po ogłoszeniu strajku generalnego rząd będzie musiał wprowadzić nadzwyczajne środki prawne, ale jednocześnie deklarował, że partia i rząd pragną na drodze politycznej doprowadzić do rozładowania konfliktu. W trakcie przerwy w rozmowach Rakowski przysłał mecenasowi Siła-Nowickiemu kilkuzdaniową karteczkę, mówiącą wprost, że już teraz biegnie czas, kiedy w każdej chwili może zapaść decyzja o wojskowej interwencji Paktu Warszawskiego, że manewry trwają i mogą nagle zmienić swój charakter. Po długich i dramatycznych negocjacjach wieczorem parafowano tekst porozumienia. Moment ich zawarcia opisał Bronisław Geremek:


Czytane są punkty oświadczenia i na każdy z punktów ogólnych przedstawiciele rządu mówią kolejno: nie. Rakowski milczy. Wówczas Wałęsa oznajmia, że to nie ma sensu, że „Solidarność” nie ma czasu na jałowe gadanie, że wracamy do Gdańska i rozpoczynamy strajk; skoro rząd nie chce kompromisu, to trudno. Wstaje od stołu. I to nie była gra, żaden gest taktyczny. Wszyscy mieliśmy takie przekonanie. Wtedy Rakowski niespodziewanie mówi, że akceptuje punkt o rolnikach. I kolejno akceptuje wszystkie punkty oświadczenia. Jesteśmy kompletnie zaskoczeni, sądziliśmy, że Rakowski nie ma pełnomocnictw, okazało się, że ma – i to daleko idące. A więc akceptacja „Solidarności” rolników? Zdawało się to nieprawdopodobne. Bardziej wiarygodne zdawały się przyrzeczenia ukarania winnych za zajścia bydgoskie. Stało się odwrotnie.



2 kwietnia podczas posiedzenia Biura Politycznego KC KPZR na Kremlu Breżniew opowiedział o rozmowie telefonicznej, którą odbył z Kanią 30 marca:


[...] Najgorsze jest to, że przyjaciele słuchają, zgadzają się z naszymi rekomendacjami, ale praktycznie niczego nie robią. A kontrrewolucja atakuje na całym froncie.

[...] Kania referował ostatnie Plenum KC PZPR i skarżył się przy tym, że ich mocno na plenum krytykowano. Powiedziałem mu natychmiast: „Słusznie zrobili. Was trzeba było nie krytykować, ale wziąć do ręki pałę. Wówczas, być może, zrozumielibyście”. [...]

Kania przyznał, że działają zbyt miękko, że trzeba by bardziej zdecydowanie.

Odpowiedziałem mu na to: „Ileż razy was przekonywaliśmy, że trzeba podejmować zdecydowane działania, że nie można ciągle ustępować »Solidarności«. Wy wciąż mówicie o drodze pokojowej, nie rozumiejąc czy też nie chcąc zrozumieć, że taka pokojowa droga może kosztować was dużo krwi”. [...]

Powinniśmy kontynuować pracę z naszymi przyjaciółmi, szukać nowych metod wpływu na sytuację w Polsce.



Rozmowę z Breżniewem opisał także Kania:


[...] z „Solidarnością” zawarto Porozumienie Warszawskie i do strajku generalnego nie doszło. Ważną funkcję spełnił tu Mieczysław Rakowski, który doprowadził do porozumienia, deklarując nawet zobowiązania wykraczające poza jego upoważnienia.

Więc znowu telefony od Breżniewa i rozmowy pełne brutalności. Żądał natychmiastowego wprowadzenia stanu wojennego. „Wykryć dwa–trzy składy amunicji! – domagał się. – Oświadczyć, że ratujecie kraj przed wojną domową! Uderzyć, wziąć za gardła prowodyrów!”.



Zgodnie ze słowami Breżniewa postąpił Jaruzelski kilka miesięcy później choć sytuacja w grudniu była mniej napięta niż w marcu, ale w grudniu „Solidarność” była już słabsza, a i zima nie sprzyjała masowym protestom… Zdaniem Jerzego Holzera „konkluzje porozumienia warszawskiego brzmiały optymistycznie. Rząd proponował, by przystąpić do negocjacji dla osiągnięcia całościowego porozumienia, »tak aby wszystkie konflikty jakie mogą w przyszłości się zdarzyć rozwiązywać bez wprowadzania całego kraju w stan napięcia grożący katastrofalnymi skutkami«. Delegaci »Solidarności« oświadczyli, że wypełnienie rządowych zobowiązań stworzy możliwość »zjednoczenia wszystkich sił społecznych w celu wyprowadzenia kraju z kryzysu społeczno-gospodarczego zgodnie z 10-punktowym programem rządu gen. Wojciecha Jaruzelskiego«. Była to daleko posunięta deklaracja polityczna”.


Obu stronom udało się dojść do porozumienia zgodnie z podpowiedziami Ojca Świętego i prymasa Wyszyńskiego. W dniach konfliktu bydgoskiego ich rola mediacyjna była bardzo znacząca i nie można przecenić wpływu papieskich słów na postawę Wałęsy oraz innych negocjatorów „Solidarności”, którzy byli pod wielką presją działaczy aby został ogłoszony strajk generalny.


Plakat z 1981 roku

Jaka byłaby odpowiedź władz na taką decyzję KKP? Można przypuszczać, że będący wówczas w Polsce marszałek Kulikow wymusiłby decyzję wprowadzenia stanu wyjątkowego i wojsko wyszłoby na ulicę. To właśnie wówczas, w połowie marca powstały listy działaczy związkowych, studenckich i opozycyjnych, których miano internować, a wcześniej – już w lutym – przeprowadzono grę sztabową wprowadzenia stanu wojennego. Były także gotowe już plany operacyjne wprowadzenia stanu wyjątkowego. Nie został on wprowadzony najwyraźniej z powodu znakomitej organizacji i masowego udziału Polaków w strajku ostrzegawczym. Andrzej Gwiazda w książkowym wywiadzie z Wiesławą Kwiatkowską Gwiazda miałeś rację (Gdynia 1990) skłania się do tezy, że miała być to tylko prowokacja, próba sił, która w przypadku pokazania przez „Solidarność” słabości zakończyłaby się już wówczas stanem wojennym. Trudno rozsądzić, ale pewne jest, że stan wojenny był już wówczas planistycznie przygotowany, a w odwodzie czekały na znak wojska układu warszawskiego. Wiedząc o tym Papież wspólnie z prymasem Polski robili wszystko by skłonić liderów Związku do ustępstw. Prymas Wyszyński nie rzucał słów na wiatr mówiąc o odpowiedzialności za życie polskich dzieci, a słowa te kierował przecież nie tylko do członków „Solidarności” – wcześniej powiedział to prosto w oczy gen. Jaruzelskiemu.


Leszek Biernacki


wszechnica@solidarnosc.org.pl

Dodaj komentarz