Leszek Biernacki, Warszawa 1983


Papież nie przyjechał do Polski z łatwą pociechą, nie pobudzał też iluzji, które mogłyby wywołać desperacki opór. W więzieniach przebywało większość czołowych działaczy opozycji (według oficjalnych źródeł – 652). Przyjechał 16 czerwca i mówił o sprawach najistotniejszych –  o duchowym zwycięstwie. Już na lotnisku wzywał „Pokój tobie Polsko!” i prosił, aby szczególnie blisko Niego byli ci, którzy są uwięzieni.

Papież nie zamierzał zapomnieć o tych, którzy „nie budują”, a których skandowanie „Solidarność” było słychać w całej Warszawie. Prosto z Belwederu pojechał do kościoła oo. Kapucynów na spotkanie z 250 przedstawicielami różnych środowisk, m.in. artystów, „Solidarności Wiejskiej”, Prymasowskiego Komitetu Pomocy przy kościele św. Marcina. Rozmawiał tu z Barbarą Sadowską, matką zabitego Grzegorza Przemyka i z Tadeuszem Mazowieckim.

Podczas wygłaszania przez Papieża homilii w katedrze św. Jana w Warszawie byłem na placu Zamkowym. Po słowach Papieża: „Opatrzność Boża oszczędziła prymasowi Wyszyńskiemu bolesnych wydarzeń, które wiążą się z datą 13 grudnia 1981 roku”, skandowałem wraz z tysiącami ludźmi najgłośniej jak potrafiłem : „Solidarność!, Solidarność!”. Przeze mnie, jak i pewnie przez te wszystkie dziesiątki tysięcy ludzi przeszedł potężny impuls. Nie było strachu, nie było obawy przed represjami, strzałami, przed siłą zła, gdyż On był z nami, On mówił o nas i za nas, o tym co nas bolało, martwiło i raniło. Tysiące ludzi oddało by swoje serca by został z nimi, aby na zawsze czuć się bezpiecznie i czuć wolność życia, wolność słowa i wiary.

Jan Paweł II czuł to pełne napięcia oczekiwanie na każde wypowiadane przez Niego słowo. Wówczas wystarczyłaby iskra… a poszlibyśmy na wroga walczyć o wolność z gołymi rękami. Byłby to efekt desperacji, rozpaczy i ogromnego kontrastu naszej codziennej rzeczywistości z tym dobrem płynącym z papieskiego nauczania. Właśnie z powodu papieskiego współczucia, z powodu człowieczeństwa tkwiącego w każdym wypowiadanym przez Niego słowie nikt nie ważył się postąpić tak, jak dyktowały mu emocje. To nie czołgi, tysiące zomowców, ogromne kolumny milicyjnych samochodów powstrzymały tłumu. Powstrzymało je papieskie słowo.

Ojciec św. mówił w katedrze św. Jana o Roku Odkupienia, że poprzez cierpienie i poświęcenie dokonało się najwyższe powołanie, że cierpienie jest nieodzowne w życiu człowieka. Papieża wracającego z katedry do rezydencji prymasa pozdrawiały tysiące ludzi, którzy skandowali jedno słowo: „Solidarność”. Tysiące rąk uniosło się w górę z palcami ułożonymi w symbol zwycięstwa.

Pamiętam doskonale spotkanie z Papieżem 17 czerwca na stadionie X-lecia. Witały Ojca św. setki tysięcy ludzi zgromadzonych na i wokół stadionu. Wiele transparentów „Solidarności”, ludzie w uniesieniu wyciągali w górę ręce z palcami ułożonymi na kształt znaku zwycięstwa – litery „v”. Wszyscy skandowali: „Solidarność!”. Po mszy uformował się wielki pochód, który został zablokowany przez milicję, jednak ludzie spokojnie rozeszli się. Ojciec święty z jednej strony przywracał nadzieję, wzmacniał ducha a jednocześnie pragnął uspokoić nastroje społeczne, abyśmy nie zdecydowali się na nieprzemyślane, ryzykowne i brawurowe działanie, ale też nie popadli w stan zobojętnienia i nihilizmu. Papież w ówczesnym stanie Polski widział jedynie możliwość dokonania wewnętrznej przemiany, jako czas próby, która zadecydować musi o przyszłym, lepszym losie Jego rodaków. Chciał odmienić ludzkie serca i sumienia.

Na mszę na stadionie, która rozpoczęła się późnym popołudniem, ludzie przychodzili od wczesnego rana. Większość zgromadziła się wokół stadionu – szacowano, że przybyło ponad 1,5 mln ludzi. Wszystkich dokładnie rewidowano – zabierano transparenty. Mimo to na samym stadionie i wokół było wiele napisów z charakterystycznym liternictwem i znamiennymi hasłami. Były one rozwijane w ostatniej chwili, tak aby nie zdążyły zareagować siły milicyjne. Każde pojawienie się takiego transparentu było witane burzliwymi oklaskami i skandowano „Solidarność!”. Największe owacje wzbudziły transparent z Gdańska oraz z napisem: „Najserdeczniejsze pozdrowienia Janowi Pawłowi II z podziemia i z więzienia przemyca NSZZ Solidarność”. Podczas mszy na każde odniesienie do bieżącej sytuacji i Sierpnia 1980 roku wszyscy reagowali bardzo emocjonalne. Głos Ojca św., który unosił się nad stadionem, był potężny, słowa przenikały umysł i serce. Jego ton był zupełnie inny od zapamiętanego z Gniezna w 1979 roku. Papież ważył każde słowo, nadawał mu intonacją odpowiednie znaczenie. Czułem, że to, co mówi do nas, mówi całym swoim sercem i pragnie, żeby mu nie przerywano. Czuli to na pewno wszyscy, jednak ponad milion tęskniących i pełnych nadziei serc nie mogło się powstrzymać. Ojciec św. był wyrozumiały. Gdy po homilii do Papieża podchodzili z darami reprezentanci wszystkich diecezji rozległy się huczne brawa w momencie gdy podeszli gdańscy stoczniowcy. Elektryzującym zakończeniem było odśpiewanie przez wszystkich zgromadzonych z wyciągniętymi w górę rękoma na znak zwycięstwa pieśni Boże, coś Polskę.



Kontakt ze mną:


biernacki.leszek@wp.pl



Dodaj komentarz