Leszek Biernacki, demonstracja 1 V 1982 w Gdańsku


Wiosna 1982 r. Jeszcze z wiarą: „Zima wasza, wiosna nasza!” W tym duchu od początku roku 13. każdego miesiąca organizowano krótkie 15-minutowe strajki w zakładach pracy i na uczelniach. W wielu szkołach średnich odbywały się manifestacyjne „przerwy milczenia”.

Zaskakująca była manifestacja 1 maja w Gdańsku. Skromne kordony milicji odgradzały dostęp do pomnika Poległych Stoczniowców. Udało się bez użycia przemocy po prostu przez nie przejść, gdy kilka tysięcy ludzi ruszyło w końcu spod zieleniaka pod pomnik. Po drodze spotkaliśmy patrole milicyjne. W ich kierunku nie rzucono żadnego kamienia. Więcej – nie wykonano żadnego wrogiego gestu.  Gdy w drodze na mszę w kościele Mariackim i po niej kilkudziesięciotysięczny tłum przechodził przy budynku KW PZPR w Gdańsku, przed którym stało tylko kilku funkcjonariuszy w mundurach, nikt nie użył wobec nich przemocy. Nikt nie rzucił kamieniem w budynek. Wobec tysięcy w spokoju demonstrujących ludzi nie użyto ZOMO i armatek wodnych. Milicja nie sprowokowała zajść ulicznych. Siłą etosu „Solidarności” w stanie wojennym było to, że nie odwoływano się do przemocy. Do starć dochodziło tylko wówczas, gdy bezbronni ludzie w obronie własnej zaczynali się bronić i górę brały emocje.

Do demonstracji nie nawoływały podziemne władze „S”. Wówczas myślałem, że kilka osób, które kierowały całą demonstracją były delegowane przez podziemną „S” i będą otoczone opieką prawną i materialną. Dziś wiem, że tak nie było. Była to oddolna inicjatywa. Liderzy „S” nie pokazywali się na wiecach, mszach i demonstracjach. Ukrywali się w domach, gdzie od czasu do czasu pisali jakieś oświadczenia, spotykali się i rozmawiali. Nie chcieli się narażać na aresztowanie. Zdrowiem i życiem ryzykowali nie znani nikomu ludzie, których nazwiska przede wszystkim powinny świadczyć o honorze i postawie ludzi „Solidarności”. Cóż to bowiem za bohaterstwo siedzieć w ukryciu, mieć zapewniony „wikt i opierunek”, i innych narażać na niebezpieczeństwo.  Na czele pochodu 1 maja w Gdańsku szedł m.in. Waldemar Adryan (skazany na 1 rok), Zbigniew Janas (sprawa przeniesiona do odrębnego postępowania), Edward Janus (skazany na 9 miesięcy, w akcie oskarżenia – „główny porządkowy”, na zdjęciach – w jasnej kurtce i okularach) i Grzegorz Mielczarek (skazany na 9 miesięcy). Poza wyrokami więzienia zostali skazani łącznie po 7200 zł grzywny i pokrycie kosztów sądowych.

Smutne jest to, że dowodami w ich sprawie były m.in. zdjęcia zrobione przez niezależnych fotografów, które zostały zarekwirowane podczas rewizji, do której doszło z powodu głupoty i nieodpowiedzialności jednego z nich. Mianowicie, wracając do domu po godzinie milicyjnej zatrzymał i prosił o podwiezienie… milicyjną budę z zomowcami. Zawieziono go na komisariat, znaleziono przy nim zdjęcia i postanowiono zrobić rewizję w jego domu, w którym to trzech fotografów kompletowało materiały do wydania podziemnego albumu fotograficznego o pierwszych miesiącach stanu wojennego w Polsce. Jego brak odpowiedzialności przyczynił się do zamknięcia ludzi w więzieniach i przepadku znajdujących się w mieszkaniu negatywów i odbitek fotograficznych. Został internowany. Wyszedł po dwóch miesiącach.

Od początku do końca towarzyszyłem demonstracji. Spotkałem kilku znajomych. Widziałem sporo studentów. Przeważali ludzie młodzi. Nie doszedłem z pochodem pod dom Wałęsy i pod dworzec w Oliwie, gdyż po przejściu przez tory na Zaspę skończył mi się film… Miałem kłopoty z zakupem filmów, nie tylko dlatego, że brakowało mi pieniędzy, ale także z powodu ich braku w sklepach. Trzy lata temu opublikowałem kilka swoich zdjęć na stronie internetowej www.pokolenie-nzs.pl, którą założył Miłosz Wierzchowski. Kilka moich zdjęć opublikowała w specjalnym serwisie o stanie wojennym „Gazeta Wyborcza”. Zdjęcia zaczęły krążyć po internecie. Przypadkiem trafił nie Edward Janus, który od wielu lat mieszka za granicą. Rok temu przesłał do mnie e-mail z prośbą o odbitki i podzielił się ze mną informacjami o aresztowaniu, procesie i swoim życiu. Ucieszyłem się, że moje zdjęcia mogą dziś trafić do tego, który wówczas tak dużo ryzykował dla nas wszystkich.

W ramach podziemnego SKS NZS „Trójmiasto” zebraliśmy w maju 1982 r. dokumentację fotograficzną z 1 i 3 maja w Gdańsku. Miłosz Wierzchowski wykonał reprodukcje na kilkunastu negatywach, które miały trafić do różnych ośrodków „S” w kraju i za granicą. Poza tym sam wykonałem kilka kompletów zdjęć i przekazałem podziemnymi kanałami do regionu oraz „Tygodnika Mazowsze”. Nie wiem gdzie, kiedy i jak trafiały do adresatów. Wiem tylko, że kilka moich zdjęć z dużym poślizgiem ukazało się w paryskim „Kontakcie”.



Kontakt ze mną:


biernacki.leszek@wp.pl


Dodaj komentarz