Strajk w stanie wojennym na UG


Strajk „radomski” na UG zakończyliśmy w sobotę 12 grudnia. Dzień później obudziłem się już w stanie wojennym, w Polsce z juntą wojskową, która przyznała sobie prawo do rządzenia krajem.  Generał w czarnych okularach straszył represjami i twierdził, że uratował kraj przed nieszczęściem. Szybko spakowałem do torby z powrotem śpiwór, przybory toaletowe i aparat z moją marną lampą błyskową. Miałem tylko jeden zapasowy film i drugi jeszcze w aparacie ze zdjęciami z uczelni ze strajku „radomskiego”. Kupić wówczas filmy do aparatu, to trzeba było mieć niebywałe szczęście. Uprzywilejowani byli zawodowi fotograficy. Dla takich jak ja, to było polowanie… Już w niedzielę 13 grudnia powołaliśmy uczelniany komitet strajkowy NZS UG i rozpoczęliśmy strajk. Od poniedziałku do strajku przystąpiła uczelniana „Solidarność”. Postanowiliśmy powołać jeden wspólny z „Solidarnością” komitet strajkowy. Jego skład nie został ogłoszony. Na jego czele stali Maciej Żylicz („S”) i Maciej Płażyński (NZS). Ja zostałem wyznaczony do stałych kontaktów z komitetem strajkowym w Stoczni Gdańskiej i reprezentowania w nim NZS. Jeździłem w poniedziałek i wtorek kilkakrotnie w tę i z powrotem. Przemycałem pod ubraniem ulotki, informacje oraz aparat, który zrobiłem trochę zdjęć, ale nie miałem czasu, aby dokumentować to, co wówczas się działo. Musiałem być jak najszybciej w stoczni a później na uczelni. Na stoczniowym biurze przepustek przy historycznej bramie nr 2 nakleiłem zrobiony przez siebie plakat, że trwa strajk na UG.

We wtorek rano uczelniana „S” w zasadzie już postanowiła, że wieczorem zakończy strajk. Potwierdzili to po swoim zebraniu po południu. Ja ze stoczni we wtorek rano przywiozłem prośbę komitetu strajkowego, aby NZS przeniósł się na strajk do stoczni, gdyż po nocnej pacyfikacji, gdy na dodatek ogłoszono zawieszenie pracy w stoczni, zostało w niej bardzo mało stoczniowców i nawet nie miał kto pilnować bram, a strajk miał trwać w niej dalej. Wobec postawy członków uczelnianej „S” przekonywałem kolegów, aby NZS przeniósł strajk do stoczni. Nie mogłem znieść myśli, że gdy wojskowa junta zamknęła za kratami tysiące ludzi, my mielibyśmy spokojnie rozejść się do domów. Przeciwnie, miałem nadzieję, że masowy, pokojowy protest zmusi komunistów do ustępstw.

Nie będę tu, gdzie zdjęcia są najważniejsze, opisywał całej historii. Po dwóch nocach i trzech dniach bez żadnej interwencji ZOMO skończył się strajk na UG. Przeważyła „rozwaga” uczelnianej „Solidarności”. NZS postanowił kontynuować strajk, ale już w stoczni – na znak studencko-robotniczej solidarności.



Kontakt:


biernacki.leszek@wp.pl


2 odpowiedzi na „Strajk w stanie wojennym na UG

  1. Strak na UG pisze:

    To super pomysł. Gratuluję ci determinacji i konsekwencji. Znalazłem siebie na jednym ze zdjęć strajkowych, po prostu bomba…Smutny, ale w istocie piękny czas bezkompromisowej młodości i te nasze brody…Pozdrawiam i powodzenia
    Leszek Sarnowski

    • leszek pisze:

      Witaj! Pod wieloma względami tamten czas był na pewno piękniejszy. Trudno się było spodziewać, że z idei naszego byłego środowiska tak wiele przeminie i nijak się będzie miało do tego, co dziś mamy.
      Pozdrawiam, dzięki:)

Dodaj komentarz