Strajk w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 r.

14 sierpnia rozpoczął się w Stoczni Gdańskiej im. Lenina strajk, który przyczynił się do zmiany rzeczywistość PRL i całej Europy Środkowo-Wschodniej.

 



Strajk w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 r. Fot. © Leszek Biernacki




Wypowiadając słowo solidarność robotnicy wierzyli, że wspólnymi siłami są w stanie wywalczyć poszanowanie dla godności człowieka i jego pracy. Wskazywali jednocześnie na Jana Pawła II, jako tego, który ich wspomaga swoim autorytetem. Papież dał społeczeństwu poczucie solidarności rok wcześniej podczas pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, dlatego każdy był pewien, że wie on o wszystkim i jest ze strajkującymi solidarny, gdyż w swych homiliach mówił o poszanowaniu dla godności człowieka. A o godność dla prostego człowieka, dla jego pracy i rodziny toczyli walkę robotnicy.


To nie przypadek, że tak udanym pretekstem do strajku było wyrzucenie Anny Walentynowicz z pracy. Wszyscy czuli, że traktowanie człowieka jak przedmiotu, którym władza może dowolnie sterować, oburzy robotników i staną oni w obronie poniewieranego człowieka, bo wiedzą, że w każdym momencie tym zwolnionym i szykanowanym może zostać ktoś z nich. Wiedza o ponurej rzeczywistości PRL była powszechna, ale rzadko ludzie stawali w czyjejś obronie. Ktoś musiał ich poprowadzić. Potrzebny był impuls, który poczucie wspólnoty losu i pomocy wzajemnej obudził. Stało się to możliwe wówczas, gdyż żywa była pamięć pielgrzymki Papieża, gdy pielgrzymi mogli przekonać się ilu ich jest i że wszyscy reagują podobnie, a mała grupa opozycjonistów nie zamierzała się poddać.


7 sierpnia Dyrekcja Stoczni Gdańskiej podjęła decyzję o zwolnieniu z pracy Anny Walentynowicz, współpracującej z Wolnymi Związkami Zawodowymi Wybrzeża. Walentynowicz poprosiła o pomoc Bogdana Borusewicza. W gronie członków Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża (WZZ) zdecydowano, że należy zaprotestować i wziąć ją w obronę. 8 sierpnia, Bogdan Borusewicz, członek KSS „KOR” i współpracownik WZZ „Wybrzeża”, podjął decyzję o terminie rozpoczęcia strajku w Stoczni Gdańskiej im. Lenina – wyznaczył datę na 13 a następnie na 14 sierpnia. Młodzi stoczniowcy, członkowie WZZ: Jerzy Borowczak, Ludwik Prądzyński i Bogdan Felski mieli o godz. 6.00 zainicjować strajk, a Lech Wałęsa, jako najstarszy, otrzymał zadanie przedostać się później na teren stoczni i stanąć na czele protestu.


Borusewicz przygotował tekst ulotki nawołującej do obrony zwolnionej z pracy Walentynowicz: „Jeżeli nie potrafimy się temu przeciwstawić, nie będzie nikogo, kto wystąpi przeciw podwyżce norm, łamaniu BHP, czy zmuszaniu do nadgodzin. We własnym interesie należy więc takich ludzi bronić. Dlatego apelujemy, wystąpcie w obronie suwnicowej Anny Walentynowicz. Jeżeli tego nie uczynicie, wielu z Was może się znaleźć w podobnej sytuacji”. Pod odezwą podpisali się: Bogdan Borusewicz, Joanna i Andrzej Gwiazdowie, Alina Pieńkowska, Maryla Płońska, Jan Karandziej i Lech Wałęsa. Borusewicz ulotkę wydrukował w nakładzie około 2000 egz. na powielaczu spirytusowym w mieszkaniu Haliny Wieczorek, a kolejne 8000 ulotek wydrukował Zbigniew Nowek oraz Piotr i Maciej Kapczyńscy w mieszkaniu Józefa Przybylskiego. Transparenty i plakaty wykonali bracia Petryccy z WSSP w Gdańsku. Kolportażu ulotek podjęła się w kolejce elektrycznej grupa Jana Karandzieja.


14 sierpnia rozpoczął się strajk w Stoczni Gdańskiej im. Lenina. Rozpoczęli go młodzi stoczniowcy: Bogdan Felski (spóźnił się), Jerzy Borowczak i Ludwik Prądzyński (na swoim wydziale doprowadził do rozpoczęcia strajku o godz. 5.30). O godz. 6.00 strajkowały wydziały K-1 i K-3, następnie dołączyły C-3 i wydziały silnikowe. O godz. 9.00 zorganizowano wiec i proklamowano strajk. Ok. godz. 10.00 do Stoczni przedostał się Lech Wałęsa i objął przywództwo strajku.


Pierwsze postulaty strajkujących to: przywrócenie do pracy Anny Walentynowicz i Lecha Wałęsy (zwolniony w 1976 r.), wzniesienie pomnika ofiar Grudnia 1970 roku, podwyżka płac o 2000 zł, gwarancje bezpieczeństwa strajkujących, zasiłki rodzinne równe wypłacanym funkcjonariuszom MO i SB. Do Komitetu Strajkowego Stoczni Gdańskiej weszli: Bobrowski, Jerzy Borowczak, Chorzelewski, Dęboski, Dubski, Bogdan Felski, Jagielski, Klimkowski, Korona, Jan Koziatek, Krawczyński, Kazimierz Kunikowski, Zbigniew Lis, Maliszewski, Matusiak, Mechliński, Michałowski, Marek Mikołajczuk, Misiorek, Parulski, Ludwik Prądzyński, Pydyn, Saja, Subda (bezrobotny), Szczurowski, Szyryn, Tomaszewski, Anna Walentynowicz i Lech Wałęsa.

Wstępne rozmowy z dyrekcją nie przyniosły rezultatu, choć dyrektor wysłał po A. Walentynowicz służbowy samochód i mogła ona swobodnie przebywać w stoczni. Wspominała, że gdy około godz. 12.00 przyjechała do stoczni:

Oczom nie wierzyłam. Kwiaty. Cała stocznia stała. Czy byłam wzruszona? A jak inaczej to można powiedzieć? Weszłam na prowizoryczną trybunę na platformie koparki ustawionej naprzeciw stoczniowego szpitala. Widok skojarzył mi się z wizytą Papieża w roku ubiegłym. W pewnym momencie myślałam, że się przewrócę z wrażenia, tak na mnie zadziałała ta zupełnie nowa sytuacja.


Jednym z najważniejszych zadań było poinformowanie Jacka Kuronia, jednego z liderów KOR, o rozpoczęciu strajku w Stoczni Gdańskiej, gdyż informował on zachodnich dziennikarzy, a ci m.in. Radio Wolna Europa, o wydarzeniach w Polsce. Wówczas Wolną Europę słuchano po kryjomu w bardzo wielu polskich domach, dlatego o strajku w Gdańsku tego samego dnia wiedział cały kraj. Alina Pieńkowska wspominała jak 14 sierpnia zadzwoniła ze stoczniowego szpitala, znajdującego się na terenie Stoczni, gdzie pracowała, do Jacka Kuronia:

Na pewno już coś się z tymi telefonami działo, nie wiem, czy były słuchane, czy nie, ale Jacka głos się pojawił. Mówię: Jacku, chciałabym, żebyś zapisał postulaty. A Jacuś: Świetnie złotko, idę po długopis. Koleżanka stała na czatach, a ja czekałam, jak drzwi się otworzą i wpadną ubecy. To wyjście po długopis wydawało mi się wiecznością. Jacuś najpierw ochoczo wszystko pisał, mówił: tak, tak. Wreszcie mówię: Bezpieczeństwo dla strajkujących. On: Dla jakich strajkujących? Ja: Stocznia strajkuje. Wtedy on nieparlamentarnie coś powiedział – i rozłączyli rozmowę. Potem dzwoniliśmy do niego z telefonów kolejowych, bo kolej miała własną sieć łączności. Tyle że trzeba było się przebrać i wyjść ze stoczni bocznym wyjściem, żeby ubecy nie zauważyli. Nie wiedziałam, gdzie iść na tę kolej, więc poszłam do informacji. Stwierdziłam, że jak mają mnie szarpać, to lepiej żeby ktoś widział. Więc nie szłam do żadnych zawiadowców, tylko do okienka „informacja”. Była spora kolejka. Pytam: Czy mogę zadzwonić? Pani: Proszę. Uprzedzam, że jestem ze strajkującej stoczni. Ona: Proszę bardzo. Mówiłam rzeczy polityczne, przekazywałam apel do mieszkańców o żywność, a kolejka zachowywała się tak, jakbym pytała o godzinę odjazdu pociągu.


Zorganizowano straż robotniczą, która nie wpuszczała obcych na teren zakładu i sprawdzała, czy nikt nie wnosi alkoholu. Kierował nią Marek Krówka. W nocy z 14 na 15 sierpnia w Stoczni Gdańskiej odbyła się narada członków WZZ Wybrzeża (m.in. Borusewicz, Gwiazda, Wałęsa i Kołodziej). Ustalono, że należy zmierzać do powołania wspólnego komitetu strajkowego dla wszystkich strajkujących zakładów w Trójmieście, a także, że należy dążyć do negocjacji z władzami wojewódzkimi, a nie dyrekcjami. Andrzej Kołodziej o piątej rano wziął wydrukowane na wałkach pierwsze ulotki i pojechał do pracy w Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni.

15 sierpnia solidarnie ze Stocznią Gdańską zastrajkowały Stocznia im. Komuny Paryskiej i Stocznia „Nauta” w Gdyni, Stocznia Remontowa i Północna w Gdańsku, a także Elmor, porty, komunikacja miejska oraz zakłady kooperujące ze stoczniami. Zenon Kwoka zainicjował strajk w Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym. W Gdańsku zablokowano łączność telefoniczną i teleksową z pozostałą częścią kraju.


„– Bronimy godności człowieka. Nie mamy nic ani przeciwko człowiekowi, ani przeciwko dyrektorowi, ani przeciwko stoczni. Bronimy godności człowieka. W ogóle nie rozumiem, dlaczego pan się tak upiera, z tą panią Walentynowicz. Bo ludzie chcą ją” – mówił drugiego dnia strajku podczas rozmów z dyrekcją stoczni Jan Zapolnik tłumacząc, dlaczego strajkujący postulują przywrócenie Anny Walentynowicz do pracy. W Stoczni Gdańskiej trwały rozmowy z dyrektorem stoczni, Klemensem Gniechem. Na żądanie strajkujących były one transmitowane przez radiowęzeł na terenie stoczni.


Po trzech dniach odniesiono pierwsze zwycięstwo. Godność człowieka pracy – suwnicowej Anny Walentynowicz – została obroniona za sprawą solidarnej postawy wszystkich robotników Stoczni Gdańskiej. Dyrektor, Klemens Gniech, wyraził zgodę na podwyżkę płac o 1500 zł, przyjęcie do pracy Lecha Wałęsy i Anny Walentynowicz, wprowadzenie dla stoczniowców dodatku drożyźnianego. Wszyscy delegaci wydziałowi oraz członkowie Komitetu Strajkowego otrzymali glejt bezpieczeństwa podpisany przez Tadeusza Fiszbacha, I sekretarza PZPR i Gdańsku. Komitet Strajkowy większością głosów zdecydował ok. godz. 14.00 zakończyć strajk. Rok później w „Rozwadze i Solidarności” wspominał Jerzy Borowczak:

Byłem w kilku zakładach w Trójmieście w piątek i w sobotę rano. Tym ludziom obiecywałem, że nie zostawimy ich samych. […] Na stocznię wróciłem w momencie przegłosowywania w poszerzonym składzie Komitetu Strajkowego – z 21 osób do ponad 100 – o zakończeniu strajku. I był to dla mnie szok. Wtedy Wałęsa, chciał nie chciał – demokratycznie musiał ogłosić zakończenie strajku. Tylko z nacisku naszego – tych osób, które od początku były w Komitecie Strajkowym i osób, które chciały strajkować dalej, tu na terenie Stoczni – strajk został kontynuowany i ogłoszony strajkiem solidarnościowym”. Podkreślał, że wówczas ważyła się przyszłość „Solidarności.


Prądzyński dodawał:


wtedy stałem na III bramie i już byłem zrezygnowany, myślałem, że będę musiał wyjść chyba razem z Wałęsą.  Widziałem ilu już ludzi wyszło ze Stoczni. Myślałem, że w następnej grupie to już chyba i my wyjdziemy. No, ale jednak jeszcze dało się namówić kolegów, dało się wytłumaczyć. […] My wiedzieliśmy co by się działo w całym województwie gdańskim i na terenie całego kraju, gdyby u nas zakończył się strajk. Mówiliby, że stoczniowcy wywalczyli sobie 1500 zł. Po prostu pluliby na nas, a przecież wszyscy chcieliby. Wszyscy są w tej biedzie co my.


Najpierw kobiety – Alina Pieńkowska, Ewa Ossowska i Anna Walentynowicz, a później i Lech Wałęsa oraz Jerzy Borowczak z innymi członkami pierwszego Komitetu Strajkowego wezwali stoczniowców do kontynuowania strajku solidarnościowego popierającego postulaty innych zakładów pracy Wybrzeża.  Wspomagali ich także przedstawiciele strajkujących ze Stoczni Północnej i Remontowej. Anna Walentynowicz w specjalnym wydaniu „Punktu” w 1980 r. wspominała:


Kadrowiec w pół godziny przyniósł gotowe angaże. Mało tego, dyrektor dołożył nam po 1500 złotych. Załatwiono też wszystkie żądania Komitetu Strajkowego Stoczni, inne obiecano rozpatrzyć w najbliższym czasie. Wydawało się nam, że jest to zwycięstwo. Wychodziliśmy z budynku „behape”, gdy nagle Alinka Pieńkowska, ta kruszynka, mało tego ludka, a taka odważna, zaczęła krzyczeć: „A co z tamtymi ludźmi!?! Jak my teraz spojrzymy w oczy wszystkim, którzy nas poparli w mieście!?!” Alinka jest pielęgniarką w przyzakładowym szpitalu. Ona zawsze wszystkim się przejmowała. My teraz do mikrofonu by zatrzymać ludzi, wcześniej już Leszek odwołał strajk. Mikrofony wyłączone, tylko dyrekcja nadaje komunikaty, że strajk się skończył. Ja się rozpłakałam. Wszyscy rozchodzili się do domów. Wszystko zaczynało się rozsypywać. Wtedy Alinka zaczęła biegać między ludźmi i zadawała te same pytania co wcześniej nam. Zatrzymywali się. Słuchali. Ci, którzy jeszcze nie wyszli ze Stoczni, zostawali.


Powstanie Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego (MKS) zainicjowali Andrzej Gwiazda i Bogdan Lis, który wspominał:

Próbowaliśmy – i raczej się to udawało – niepowodzenia tak przedstawiać, by atmosfera się podniosła a nie opadła. Tak było na przykład, gdy stocznia trzeciego dnia zakończyła swój strajk. Ja ze stoczni szybko poszedłem do Elmoru… Chyba nikt tego nie pamięta, a przecież MKS powstał w Elmorze, a nie w stoczni. W Elmorze razem z Andrzejem Gwiazdą zastanawialiśmy się, co zrobić, żeby ludzie się nie załamali. Postanowiliśmy zrobić atmosferę i zaczęliśmy mówić ludziom, że jeśli stoczniowcy dostali, to przecież nie jesteśmy gorsi i musimy też wygrać strajk. Rozesłaliśmy naszych delegatów do wszystkich zakładów pracy, by ściągnąć do nas komitety strajkowe na godzinę szesnastą i utworzyć Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, który będzie negocjował postulaty wszystkich strajkujących zakładów. Przedstawiciele strajkujących zakładów zaczęli się zjeżdżać, ale w tym czasie dowiedzieliśmy się, że stocznia dalej strajkuje i postanowiliśmy z Gwiazdą wrócić do stoczni, a komitetowi strajkowemu Elmoru kazaliśmy kierować tam wszystkich przedstawicieli komitetów strajkowych. To, że ludzie zaczęli się zjeżdżać, było pomysłem Andrzeja i moim. Nie chcieliśmy dopuścić, by strajki „siadły”. Obawialiśmy się, że nie zdarzy się już przez wiele lat taka okazja. Że udało się nam zebrać przedstawicieli ze wszystkich zakładów, było ogromnym sukcesem.

 

16 sierpnia strajkujący w Stoczni Gdańskiej wywalczyli swoje postulaty. W Stoczni ogłoszono zakończenie strajku, aby chwilę później ogłosić strajk solidarnościowy i powstanie Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, w którym na początku znaleźli się przedstawiciele 20 zakładów pracy. Nie doszło by do tego, gdyby nie zastrajkowały sąsiadujące ze Stocznią Gdańską sąsiednie stocznie – Remontowa i Północna i inne zakłady pracy. Zaczął się długi strajk solidarnościowy o realizację postulatów, które miały poprawić los całego społeczeństwa.

W nocy z 16 na 17 sierpnia powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy (MKS), na którego przewodniczącego wybrano Lecha Wałęsę. Zredagowano 21 postulatów. Prezydium MKS zostało powołane przez delegatów na zasadzie powołania reprezentantów z kluczowych dla strajku zakładów oraz z członków wybranych spośród delegatów ze względu na walory osobiste. Zasada ta zachowana została w późniejszym okresie, gdy Prezydium MKS przekształciło się w Prezydium Międzyzakładowego Komitetu Założycielskiego (MKZ) i na miejsce ustępujących członków MKZ delegowanych przez załogi zakładów pracy, delegowano z własnego wyboru nowych przedstawicieli.


Wspólnymi siłami wielu strajkujących zakładów pracy w Trójmieście postanowiono podjąć nowy strajk – o prawa dla wszystkich robotników. Powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy (MKS) z siedzibą w Stoczni Gdańskiej. Na przewodniczącego MKS wybrano Lecha Wałęsę. Poza nim w skład Prezydium MKS weszli: Andrzej Kołodziej, wiceprzewodniczący – Stocznia im. Komuny Paryskiej (spawacz); Bogdan Lis, wiceprzewodniczący – Elmor (pracownik fizyczny); Lech Bądkowski – literat; Joanna Duda-Gwiazda – CETO (inżynier); Wojciech Gruszewski – Politechnika Gdańska (dr inż. chemik); Andrzej Gwiazda – Elmor (inżynier); Stefan Izdebski – Zarząd Portu Gdynia (doker); Lech Jendruszewski – Stocznia im. Komuny Paryskiej (monter); Jerzy Kmiecik – Stocznia Północna (kadłubowiec); Zdzisław Kobyliński – PKS O/Gdańsk (magazynier); Henryka Krzywonos – WPK (motorniczy); Stefan Lewandowski – Port Gdańsk (dźwigowy); Józef Przybylski – Budimor (ślusarz); Jerzy Sikorski – Stocznia Remontowa (monter); Lech Sobieszek – Siarkopol (ślusarz); Tadeusz Stanny – Rafineria Gdańska (technik chemik); Anna Walentynowicz – Stocznia Gdańska im. Lenina (suwnicowa); Florian Wiśniewski – Elektromontaż (elektryk).


Spisano 21. postulatów, które dotyczyły wszystkich pracujących w PRL bez względu na miejsce zatrudnienia. Pierwszy z nich był najważniejszy: „Akceptacja niezależnych od partii i pracodawców wolnych związków zawodowych, wynikająca z ratyfikowanej przez PRL Konwencji nr 87 Międzynarodowej Organizacji Pracy dotyczącej wolności związkowych”.


Domagano się zagwarantowania prawa do strajku oraz bezpieczeństwa strajkujących i osób wspomagających strajk, przestrzegania konstytucyjnej wolności słowa, druku i publikacji, w tym zaprzestania represji wobec niezależnych wydawnictw i udostępnienia środków masowego przekazu przedstawicielom wszystkich wyznań, powrotu do pracy usuniętych po strajkach 1970 i 1976 roku, powrotu na uczelnie studentów wydalonych za przekonania oraz uwolnienia wszystkich więźniów politycznych i zaprzestania represji za przekonania, podania w środkach masowego przekazu informacji o utworzeniu MKS i publikacji postulatów, podjęcia działań dla wyprowadzenia kraju z kryzysu przez podanie publicznej informacji o sytuacji społeczno-gospodarczej i umożliwienie społeczeństwu uczestniczenia w dyskusji nad programem reform, wprowadzenia zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji niezależnie od przynależności partyjnej oraz zniesienia uprzywilejowania milicji, służby bezpieczeństwa i aparatu partyjnego w wysokości zasiłków rodzinnych i specjalnym zaopatrzeniu.


Domagano się także zrealizowania postulatów ekonomicznych i socjalnych. W sprawie płac żądano wynagrodzenia za okres strajku, podwyżki płac o 2000 złotych, wzrost płac stosownie do wzrostu cen. W sprawie zaopatrzenia w żywność: ograniczenie eksportu, zniesienie cen komercyjnych i sprzedaży za waluty obce, wprowadzenie kartek na mięso i jego przetwory. Domagano się także obniżenie wieku emerytalnego, podniesienie rent i emerytur starego portfela, skrócenia czasu pracy (wszystkie soboty wolne), dobrej opieki zdrowotnej, skrócenia czasu oczekiwania na mieszkania, udogodnień dla pracujących matek z małymi dziećmi.


W niedzielę 17 sierpnia w miejscu, gdzie w 1970 roku przed stocznią zginęli pierwsi robotnicy, po odprawionej mszy wkopano wysoki drewniany krzyż. Podczas pierwszej mszy, którą dla strajkujących czwartego dnia strajku 17 sierpnia przed stocznią odprawił ks. Jankowski, powołał się on na Papieża i przywołał jego słowa z homilii wygłoszonej na placu Zwycięstwa w Warszawie w 1979 roku. Odprawienie przez niego mszy wiązało się z wieloma kłopotami. Gdy stoczniowcy przyszli do ks. Jankowskiego i prosili o odprawienie mszy, nie zgodził się. Powołał się na zakaz wojewody i odesłał proszących do biskupa Kaczmarka. Delegacja na czele z Anną Walentynowicz pojechała do I sekretarza PZPR w Gdańsku Tadeusza Fiszbacha, którego proszono o cofnięcie zakazu. Sekretarz ściągnął do urzędu wojewodę Jerzego Kołodziejskiego. Po krótkiej rozmowie przekonano go by zakaz cofnął. Następnie pojechali do biskupa Kaczmarka. Był już środek nocy. Delegacja strajkujących stoczniowców przekazała dwóm księżom relację z rozmów z wojewodą i poprosili, aby biskup zatelefonował do wojewody by potwierdzić cofnięcie zakazu.

W niedzielę rano stoczniowcy i tłum przed bramą czekali na ks. Jankowskiego. Niestety ten nie przychodził. Walentynowicz pobiegła do kościoła św. Brygidy. Jak wspominała ks. Jankowski nie chciał przyjść gdyż jeszcze nie dostał pozwolenia od biskupa. Anna Walentynowicz pojechała taksówką do kurii w Oliwie. Tam dowiedziała się, że biskup jest w urzędzie wojewódzkim. Pojechała do wojewody. Do urzędu przyjechała jednak za późno. Biskup już pojechał do ks. Jankowskiego. Dopiero w kościele św. Brygidy spotkała się z biskupem i dowiedziała się, że msza może się odbyć. Walentynowicz zdziwiła wizyta biskupa u wojewody: „Prosił czy dziękował? Przecież nie musiał, wszystko było załatwione. – Ekscelencjo, trochę szacunku dla swojego stanowiska, jeśli już nie dla własnej osoby… – nie mogłam powstrzymać języka”. Po mszy powstał pierwszy szkic Pomnika Poległych Stoczniowców, który narysował inż. Bogdan Pietruszka. Przerysował następnie szkic na duży arkusz. Pierwszym, który zobaczył ten projekt był inż. Wiesław Szyślak, który rysunkowi nadał formę przestrzenną. W modelarni wykonali makietę, która stała na stole prezydialnym podczas podpisywania Porozumień Sierpniowych. Przy II i III bramie Stoczni rozpoczęto zbierać pieniądze na budowę pomnika.


Gdy delegacja MKS złożyła 18 sierpnia wojewodzie gdańskiemu listę 21 postulatów, w strajku brało już udział 156 zakładów pracy, które zgłosiły akces do MKS. Wieczorem Edward Gierek w przemówieniu telewizyjnym odrzucił polityczne postulaty strajkujących, a szczególnie żądanie utworzenia wolnych związków zawodowych. Jedyną reprezentacją pracowników miały być oficjalne związki zawodowe zrzeszone w Centralnej Radzie Związków Zawodowych. Władze podjęły decyzję wysłania do Gdańska komisji rządowej z wicepremierem T. Pyką na czele dla prowadzenia rokowań z poszczególnymi strajkującymi zakładami. 19 sierpnia z T. Pyką rozmawiały delegacje strajkujących robotników z 17 zakładów pracy, m.in. ze Stoczni Remontowej, Zarządu Portu w Gdańsku, Stoczni Północnej i Stoczni Radunia. Nie doszło do zawarcia porozumienia.

Strajki zaczynają ogarniać zakłady w innych miastach na Wybrzeżu, m.in.: w Tczewie, Pucku, Pruszczu Gdańskim, Starogardzie Gdańskim i Elblągu.

20 sierpnia MKS, do którego należeli wówczas przedstawiciele 304 zakładów, wezwał do przerwania rozmów z komisją Pyki. Żaden zakład pracy nie podjął już rozmów. Strajkujący wydali oświadczenie, że „bez niezależnych związków zawodowych wszystkie inne postulaty mogą być przekreślone w przyszłości” oraz postanawiają, że komitety strajkowe wchodzące w skład MKS nie mogą prowadzić osobnych rozmów z władzami. Podjęto decyzję podjęcia rozmów z komitetem strajkowym Stoczni Remontowej, który negocjował z wicepremierem T. Pyką. Niestety, rozmowy przez płot i bramę nie powiodły się. Przyłączyli się do MKS dzień później, ale wcześniej musiano ich przekonać, że strajkiem w Stoczni Gdańskiej nie kierują siły antysocjalistyczne, które chcą doptowadzić kraj do katastrofy. Przedstawiciele „Remontówki” zostali przywitani gromkimi owacjami.  Wieczorem 21 sierpnia do MKS przystąpił także komitet strajkowy Stoczni Północnej. Przez megafony został nadany komunikat: „Stocznia Remontowa jest z nami, rozłam zlikwidowany”. Do Prezydium MKS weszli dwaj nowi członkowie, ze Stoczni Północnej i Stoczni Remontowej.


W Warszawie 64 wybitnych intelektualistów wystosowało apel wzywający do uznania MKS i podjęcia rozmów. Komitety Samoobrony Chłopskiej Ziemi Rzeszowskiej i Grójeckiej, Niezależny Związek Zawodowy Rolników oraz redakcje niezależnych pism chłopskich wystosowały odezwę do strajkujących z poparciem ich żądań. Aresztowano ponad dwudziestu członków i współpracowników KOR oraz redakcji „Robotnika”.

21 sierpnia do strajku przyłączyła się delegacja Związku Literatów Polskich. Pisarz Lech Bądkowski i dr Wojciech Gruszecki z Politechniki Gdańskiej zostali przyjęci do prezydium MKS. Do strajku przyłączyło się już 347 zakładów. Dzień później, 22 sierpnia, przewodnictwo prac delegacji rządowej w Gdańsku objął członek Biura Politycznego KC PZPR i wicepremier Mieczysław Jagielski. Poza terenem stoczni doszło do pierwszego roboczego spotkania strajkujących z M. Jagielskim.

23 sierpnia przyjechali do stoczni Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Geremek z listem poparcia warszawskich intelektualistów. Wałęsa poprosił ich, aby zostali i pomagali w negocjacjach z przedstawicielami władzy. Do stoczni przybył wojewoda gdański Jerzy Kołodziejski, aby umówić rozmowy z wicepremierem Jagielskim. Ukazał się pierwszy numer „Strajkowego Biuletynu Informacyjnego »Solidarność«”, redagowanego przez Konrada Bielińskiego, Mariusza Wilka i Krzysztofa Wyszkowskiego. W biuletynie wydrukowano m.in. treść Konwencji nr 87 Międzynarodowej Organizacji Pracy oraz listę członków prezydium MKS. Do 31 sierpnia ukazało się 14 numerów. Od 15 numeru pismo nosiło tytuł „Biuletyn Informacyjny »Solidarność«”.

Wieczorem komisja Jagielskiego rozpoczęła rozmowy z MKS, który jednak uchylił się od merytorycznych pertraktacji, bowiem władze wbrew obietnicom nie przywróciły telefonicznej łączności Gdańska z resztą kraju. Na spotkaniu Jagielski przedstawił pogląd rządu na sytuację strajkową.

W momencie, gdy wahało się czy władze podejmą rozmowy ze strajkującymi biskup gdański, Lech Kaczmarek, wystosował specjalne Orędzie do wiernych w diecezji gdańskiej. Strajk nazwał przerwami w pracy i wezwał do jak najszybszego przerwania protestu.


24 sierpnia przy MKS powołano komisję ekspertów. W jej skład weszło siedmiu intelektualistów, czynnych w organizacjach katolickich lub opozycyjnych: Tadeusz Mazowiecki, Andrzej Cywiński, Andrzej Wielowieyski, Bronisław Geremek, Tadeusz Kowalik, Waldemar Kuczyński oraz Jadwiga Staniszkis. Obok nich w stoczni przybyło do Gdańska kilkunastu innych intelektualistów, którzy wspomagali prace przygotowawcze podczas pertraktacji.


MKS jednogłośnie zatwierdził projekt Pomnika Poległych Stoczniowców. Negocjacje w Gdańsku zawieszono, gdyż w Warszawie obradowało IV Plenum Komitetu Centralnego PZPR. Doszło na nim do zmian personalnych w partii i rządzie. Po zakończeniu plenum, które opowiedziało się za rokowaniami, powołany został partyjno-rządowy sztab kierowniczy pod przewodnictwem premiera Pińkowskiego.

25 sierpnia MKS uzależnił prowadzenie rozmów od przywrócenia łączności telefonicznej z resztą kraju. Aresztowano 8 członków KOR: Seweryna Blumsztajna, Mirosława Chojeckiego, Wiesława Kęcika, Jacka Kuronia, Jana Lityńskiego, Adama Michnika, Zbigniewa Romaszewskiego i Henryka Wujca. Strajkujący zażądali zwolnienia wszystkich więźniów politycznych. W „Strajkowym Biuletynie Informacyjnym Solidarność” wydrukowano na pierwszej stronie rysunek pomnika ku czci pomordowanych stoczniowców w 1970 r. Kolejarze rozwieźli ulotki z rysunkiem pomnika po całej Polsce.

26 sierpnia odblokowano telefony i zostały wznowione rozmowy z delegacją rządową. Na wniosek wicepremiera Jagielskiego powołano grupę roboczą, która negocjowała postulat utworzenia wolnych związków zawodowych. Przedstawiciel centrali francuskich związków CFDT przekazał wyrazy poparcia francuskich związkowców oraz 11 tys. franków na potrzeby MKS.

Prymas Polski Stefan Wyszyński w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej wygłosił kazanie, w którym wzywał do „dojrzałości narodowej i obywatelskiej” w obliczu niebezpieczeństwa ingerencji zewnętrznej. Jednocześnie Prymas wskazał na „propagowaną ateizację, która podrywała więź i siłę kulturalną milenijnego narodu”. W tym samym dniu Rada Główna Episkopatu pod przewodnictwem Prymasa Polski uchwaliła Komunikat opublikowany 27 sierpnia, stwierdzający, że warunkiem pokoju społecznego jest poszanowanie niezbywalnych praw narodu, a wśród nich prawa do zrzeszania się w związkach zawodowych.

27 sierpnia po południu kontynuowano rozmowy grupy roboczej na temat pierwszego punktu robotniczych żądań. Dyskutowano m.in. o sposobach przekształcania komitetów strajkowych w komitety założycielskie wolnych związków zawodowych, o prawnych warunkach istnienia i działania związków, o ich udziale w podejmowaniu decyzji wewnątrzzakładowych i ogólnokrajowych. W „Strajkowym Biuletynie Informacyjnym »Solidarność«” wydrukowano oświadczenia 36 dziennikarzy przebywających na Wybrzeżu, którzy zaprotestowali przeciwko celowej dezinformacji społeczeństwa, nieobiektywnym komentarzom, utrudnieniom w przedstawianiu prawdziwej sytuacji na Wybrzeżu i uniemożliwienia uczciwego wywiązywania się z obowiązków dziennikarzy wobec społeczeństwa.

Podczas audiencji generalnej Jan Paweł II powierzył „ważne i doniosłe sprawy naszej Ojczyzny” opiece Matki Bożej Częstochowskiej i podkreślił, że problemy, z którymi występują protestujący, to ciężkie zmaganie narodu o chleb powszedni, które mogą być rozwiązane jedynie na drodze zaprowadzenia pokoju i sprawiedliwości w Ojczyźnie.

28 sierpnia doszło do trzeciej tury rozmów z delegacją rządową. W sali BHP wystąpili aktorzy Teatru Wybrzeże. Do strajku przyłączyło się już ponad 600 zakładów pracy. Tego dnia prymas Wyszyński przyjął u siebie przedstawicieli strajkujących ze Stoczni w Gdyni, którzy pojechali do stolicy za wiedzą MKS.

30 sierpnia przed południem rozpoczęła się trzecia tura rozmów między Prezydium MKS i Komisją Rządową. Parafowano uzgodniony wcześniej dokument w punktach dotyczących powstawania komitety założycielskie wolnych związków zawodowych lub komisji Robotniczych. Władza zobowiązała się je zarejestrować i umożliwić im realne możliwości działania oraz podjąć stosowne inicjatywy ustawodawcze w oparciu o Konwencję 87 MOP. Zapewniono prawo do strajku oraz bezpieczeństwo strajkującym i osobom wspomagającym. Uwarunkowano podpisanie całości porozumień od zwolnienia aresztowanych w trakcie strajku opozycjonistów. Sprawa podpisania porozumienia została odłożona.

Ostatniego dnia rozmów w Stoczni negocjacje zostały wystawione na ciężką próbę. Do Gdańska dotarła żona Jacka Kuronia, Gajka, z informacją, że wciąż są aresztowani członkowie Komitetu Obrony Robotników. Strona rządowa już zgodziła się na wszystkie postulaty socjalne, na powstanie niezależnych związków i postawiła ultimatum: albo bierzecie, to co już wytargowaliście, albo nic z tego nie będzie. MKS nie zgodził się zrezygnować z walki o wolność uwięzionych. Wałęsa zapytał członków MKS, czy wypuszczenie zatrzymanych uznają za ultimatum dla władzy jako niezbędny warunek zakończenia strajku. Odpowiedział mu aplauz zgromadzonych. Andrzej Gwiazda dodatkowo tłumaczył:


Proszę Państwa, w sprawie ludzi, którzy siedzą, daliśmy listę wojewodzie i wojewoda zobowiązał się ją przekazać do Komitetu Centralnego. Mamy nadzieję, że ludzie ci są już być może na wolności. Gdybyśmy pozwolili im siedzieć, proszę Państwa, to byłaby hańba dla nas na całe życie (oklaski). W 1976 roku, gdy tysiąc robotników znalazło się w więzieniu, za swój, jak się później oficjalnie okazało, słuszny protest, cała Polska milczała. Znalazło się tylko 20 ludzi, którzy nie bali się wystąpić w ich obronie. Teraz ci ludzie zostali zamknięci do więzienia i dostali sankcje prokuratorskie. Miejmy nadzieję, że są już na wolności (oklaski).


Na wolność jednak nie wyszli. Dlatego, gdy przyjechał na ostatnie rozmowy do Stoczni wicepremier Jagielski, to w tej sprawie doszło do rozmowy w cztery oczy pomiędzy nim a Andrzejem Gwiazdą.

31 sierpnia, gdy fala strajków rozlała się po całej Polsce, a do Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej przystąpiło około 800 zakładów pracy, zostało podpisane między komisją rządową a strajkującymi porozumienie. Władza zgodziła się na


powołanie nowych samorządnych związków zawodowych, które byłyby autentycznymi reprezentantami klasy pracującej. […] Tworząc nowe, niezależne, samorządne związki zawodowe, MKS stwierdza, że będą one przestrzegać zasad określonych w Konstytucji PRL. Nowe związki zawodowe będą bronić społecznych i materialnych interesów pracowników i nie zamierzają pełnić roli partii politycznej. Stoją one na gruncie zasady społecznej własności środków produkcji stanowiącej podstawę istniejącego w Polsce ustroju socjalistycznego. Uznając, że PZPR sprawuje kierowniczą rolę w państwie, ani nie podważając ustalonego systemu sojuszy międzynarodowych, dążą one do zapewnienia ludziom pracy odpowiednich środków kontroli, wyrażania opinii i obrony swych interesów. Komisja Rządowa stwierdza, że Rząd zagwarantuje i zapewni pełne poszanowanie niezależności i samorządności wolnych związków zawodowych.


Po podpisaniu porozumienia Lech Wałęsa zza stołu prezydialnego w Sali BHP powiedział m.in.:

nasz spór zakończyliśmy bez użycia siły, drogą rozmów i przekonywań. Pokazaliśmy, że Polacy jak chcą, mogą ze sobą zawsze porozumieć się. Jest to więc sukces obu stron. [...] uzyskaliśmy wszystko, co w obecnej sytuacji mogliśmy uzyskać. Resztę też uzyskamy, bo mamy rzecz najważniejszą: nasze niezależne, samorządne związki zawodowe. To jest nasza gwarancja na przyszłość!

 

Leszek Biernacki

wszechnica@solidarnosc.org.pl





Dodaj komentarz