Autorska galeria Zygmunta Błażka


Zygmunt Błażek o sobie i swoim albumie




Zygmunt Błażek, 1981, fot. J. Awakumowski




Wszystko, co dla mnie najważniejsze, jest w moim pamiątkowym albumie. Jest tu przepustka na strajk w sierpniu 1980 do Stoczni Gdańskiej. Od niej się wszystko zaczęło: „kolega Błażek Zygmunt do stałego odbioru wszystkich komunikatów MKS w celu przekazywania informacji”. Dostałem ją od Bogdana Borusewicza. Tu jest podpis Wałęsy z 25 sierpnia.



Okładka albumu Zygmunta Błażka















Ze stoczni odbierałem ulotki i gazetki. Byłem na strajk oddelegowany z Gdańskich Zakładów Elektronicznych UNIMOR. Stamtąd wywoziłem wszystkie komunikaty, informacje i biuletyny. Po kilkaset sztuk w torbie przewieszonej przez plecy jeździłem rowerem w umówione miejsca. Zostałem ostrzeżony, że pod Zieleniakiem zatrzymują. Faktycznie, zagrodzili mi drogę, ale ja z rozpędu prawie temu gliniarzowi po palcach przejechałem rowerem i uciekłem na Błędnik a oni z piskiem opon za mną samochodem, więc ja od drugiej strony z powrotem na mały dworzec i z rowerem na ramieniu tunelem tam gdzie schody ruchome – wówczas nieruchome były, na dworzec PKS. No i do kolegi. 300 szt. biuletynów zamelinowałem mu w piwnicy, poszedłem do domu, a mieszkałem wtedy na ulicy Tuwima, przebrałem się w inny dres i w innym dresie koło nich bezczelnie przejechałem z powrotem do stoczni. Setki ludzi jeździło rowerami. Tramwaje nie jeździły.

Po strajku zatrudnili mnie w MKZ. Urzędowałem w pokoju 44. Piętro wyżej, nad moją głową, był pokój Lecha Wałęsy. Na tym zdjęciu jest napis namalowany przed zarejestrowaniem Związku. To po tym haśle Wałęsa powiedział, że mam się tym na stałe zająć. To była wojna, dla chłopaków, których ściągnąłem, również wielkie przeżycie, to było coś, szarpanina z ubecją, na każdym peronie, na każdej ulicy.

Zorganizowałem grupę, do której przylgnęła nazwa „parszywa dwunastka”. Ubecy nas tak nazywali, bo nie mogli sobie z nami poradzić. Działaliśmy w całym Trójmieście i nie tylko. Jeździliśmy w teren malując hasła różnego rodzaju. Przy braku dostępu do środków masowego przekazu musieliśmy stworzyć coś zastępczego. Wpadłem na pomysł, żeby prowadzić tego typu propagandę. Do tego potrzebni byli ludzie. Pomagało mi wiele osób, wielu młodych ludzi. Każdy miał legitymację i każdy miał specjalną opaskę na ramieniu: znak parszywej dwunastki.

Żeby się zabezpieczyć, żeby nas nie aresztowano, wystąpiłem do Lecha Wałęsy o wydanie legitymacji związkowych, i jednocześnie podpisaliśmy zobowiązanie: „Ja niżej podpisany zobowiązuję się bronić prawdy w imię »Solidarności«, walcząc z zakłamaniem w prasie, radiu i telewizji, przy pomocy plakatu, ulotek a w szczególności pędzla”. Zawsze miałem ze sobą aparat, komuś dawałem i mówiłem rób zdjęcia, bo kiedyś jeszcze będą potrzebne.

Dostałem legitymację z krajowym numerem 000030. To jedna z pierwszych legitymacji. Na upoważnieniu podpisanym przez Lecha Wałęsę napisano: „MKS NSZZ »Solidarność« w Gdańsku, upoważnia grupę kolportażową pod kierownictwem pana Zygmunta Błażka do wszelkiego rodzaju działań propagandowych, uzgodnionych z Zarządem Regionu Gdańskiego”. Gdańsk dnia 27.07.1981 kierownik działu Joanna Wojciechowicz oraz podpis Lecha Wałęsy.

Na posiedzeniu Komisji Krajowej w budynku NOT przy ulicy Rajskiej poprosiłem Janusza Onyszkiewicza, żebym mógł powiedzieć w ciągu 3- 4 minut kilka słów. Głos mogli zabierać tylko delegaci. Dostałem pozwolenie i zwróciłem się wtedy do wszystkich delegatów z Polski, żeby w każdym województwie zostały stworzone takie grupy jak moja, które miałyby ze sobą kontakt i z chwilą kiedy zajdzie taka potrzeba, można było jednocześnie je wszystkie uruchomić. Niestety, to wszystko później rozeszło się po kościach. Jedynie Jasiu Rulewski, przewodniczący „Solidarności” w Bydgoszczy, zwrócił się do mnie, żebyśmy przyjechali do niego i mu Bydgoszcz tak upaprali hasłami ile się tylko da. Mówił, że opłacą nam hotel, wyżywienie i wszystko. Ale ja mu odpowiedziałem: „– Jasiu wszystko dobrze, ale powiedz, nasz teren zostanie goły bez niczego? Możecie stworzyć sobie własną grupę. Jest wielu młodych ludzi, studentów, którzy mają zacięcia plastyczne, którzy potrafią ocenić np. jak i jakie hasło, aktualne dla danego czasu, można namalować na wielkim murze”.

Tutaj mamy kolejne zdjęcie. Jestem tu z Wałęsą w Zarządzie Regionu. A na tym zdjęciu maluję ogromny napis na murze Stoczni. Zrobił je Jacek Awakumowski. To na tym zdjęciu najwięcej zarobiła agencja fotograficzna w czasie pierwszego zjazdu „Solidarności” w hali Oliwia. Stosy odbitek leżały i szły jak woda. Na tym zdjęciu zaczynamy właśnie malować. Ja tyłem stoję, tu Andrzej Składowski, on mieszka teraz w Sydney. Tu Tomek Bednarczyk, on z kolei w Anglii, przedtem wyprowadził się do Belgii, bo tam mieszkała jego matka. To była bardzo twarda grupa, był też Artur Pisarski, chłopaki „Nie do zdarcia”.

Hasła malowaliśmy z marszu. Ubecy nie wierzyli. Jeden z nich pytał mnie potem na przesłuchaniu w Pruszczu Gdańskim po aresztowaniu ile na to zużyłem szablonów. Odpowiedziałem na to, że jak chce to zaraz tu na tej ścianie mogę mu namalować. Nie chciał.

Malowałem kontury liter na murach a chłopaki tylko środki zapełniali, to szło błyskawicznie. W Gdyni zrobiliśmy raz maraton poczynając od hali, do Placu Kaszubskiego, to zrobiliśmy w 50 minut 13 haseł.


Z początku Joanna Wojciechowicz próbowała mnie kontrolować, bo ona była szefową naszego działu informacji. Ale potem przekonano się i Lechu Wałęsa to potwierdził, że ja głupot nie napiszę, że hasła z aktualną sytuacją zawsze się zgadzają. W nocy zamalowywali stare hasła. Czekałem do rana i już na gładkim tle malowaliśmy nowe. Wszyscy myśleli, że my to w nocy robimy, a to oni właśnie robili w nocy, a my w ciągu dnia, wtedy kiedy miałem wokoło dużo ludzi. Tak przy okazji, ja głośno mówię, a na ulicy zawsze im głośniej mówiłem tym więcej słuchaczy miałem koło siebie. Potrafiłem tak zrobić, żeby był tłum i wtedy nasi „oprawcy” czuli się bardzo źle i po prostu odchodzili…

Tu na tym zdjęciu, to mur stoczniowy, napisałem: „Precz z cenzurą!” i „Głodny stoczniowiec nie będzie pracował!”. Hasło u góry namalowaliśmy przy pomocy wysięgnika. Wystarczył jeden telefon do MZK. Przyjechali i zatrzymali ruch tramwajów na jednym torze tak długo dopóki pracowaliśmy.


"Dziadek" z socjalizmem Zygmunta Błażka


Stworzyłem znany wszystkim plakat. Jest na nim mój inicjał ZB. Powstał u mnie w domu. Razem z żoną, tak przy kolacji, mówiliśmy jak widzimy ten socjalizm. W końcu powiedziałem, że to przecież można narysować. Powstał „dziadek”, a żona podpowiedziała hasło „To nic ale mamy za to socjalizm”. Zdjęcie „dziadka” namalowanego na murze stoczni wydrukowano nawet w czasopiśmie Time’s w USA w artykule „The flowers of democracy” (Kwiaty Demokracji).

Tu na tym zdjęciu podpisali mi się: Władysław Frasyniuk, Bogdan Borusewicz, tu Lechu Wałęsa, tu Aleksander Małachowski, ks. Jankowski, Zbigniew Bujak, Czesiek Nowak. Ze wszystkimi jestem na ty, nawet z Lechem Kaczyńskim też jestem na ty.

  »

2 odpowiedzi na „Autorska galeria Zygmunta Błażka

  1. Jacek Błażek pisze:

    ciekawie wyglądasz w tamtych czasach …tato

  2. Andrzej Skladowski pisze:

    Ale bylem wtedy chudy… Moj pseudonim wtedy byl: CHUDY:) Stare dobre czasy…

Dodaj komentarz