Leszek Biernacki, rajd „Solidarności” po Małopolsce, 18-20 X 1980


W połowie października odbył się tryumfalny rajd liderów „Solidarności” po południowej Polsce. Poproszono mnie bym im towarzyszył i robił zdjęcia. Nie było to proste. Rozpoczęły się zajęcia na uczelni, a wyjazd miał być kilkudniowy. Dlatego też, abym nie miał kłopotów, Andrzej Kołodziej napisał mi, tak jakbym chodził do podstawówki, usprawiedliwienie z zajęć…


Moje usprawiedliwienie z zajęć w szkole:)

18 października w Krakowie Nowej Hucie delegację „Solidarności” przywitał wypełniony po brzegi stadion Hutnika. Na płycie stadionu ułożono wielki napis „Solidarność”, a na tablicy świetlnej wyświetlano pozdrowienia dla Gdańska i Lecha Wałęsy, a później wyświetlono napis: „Solidarność godzina 0”. Przemówienie Wałęsy było bardzo często przerywane owacjami. Ludzie wiwatowali, uśmiechali się. Równe duże owacje zebrał wówczas przedstawiciel „Solidarności Wiejskiej”, który tłumaczył, że interesy robotników i chłopów się łączą, bo bez rozwoju wsi nie będzie lepszego życia w miastach.


Wiwatowało około dwunastu tysięcy ludzi na cześć małej grupki ludzi stojących na środku płyty stadionu za mikrofonami. Ludzie chcieli widzieć Wałęsę, więc wszyscy przykucnęliśmy wokół przemawiających. Każdy miał ten dzień zapamiętać, zrobić zdjęcia, nagrać na magnetofonie przemówienia, które odtworzone będą w pracy.


Wałęsa wraz z Stanisławem Zawadą pełnili rolę gospodarza. Lech tłumaczył to, co stało się w Gdańsku: „Brama jest teraz otworzona. Teraz każdy może już robić to, co słuszne… Zabrać się do wyprowadzania, wyczyszczania, wypierania… A zacząć ma każdy od siebie”. Słowa o tym, aby wyczyszczanie zacząć od siebie, to myśl zaczerpnięta wprost z przesłania prymasa Wyszyńskiego – „idzie o odnowę człowieka”. Wałęsa mówił, że nie chce być wodzem, a Gdańsk nie ma stać się stolicą „Solidarności”, gdyż istota niezależnych ruchów to życie regionu, solidarność regionu, a potem regionów między sobą. Andrzej Gwiazda odczytał oświadczenie o niezbędności szybkiej legalizacji Związku i retorycznie pytał „komu zależy na przeciąganiu rozmów i dążeniu do konfliktu?”. Wałęsa dopowiadał: „nikt strajku nie chce, bo nikt nie cieszy się stratami, ale strajk jest naszą bronią, może się z czasem okazać konieczny”. Na stadionie poinformowano o złożeniu przez „Solidarność Wiejską” statutu do rejestracji razem ze statutem „Solidarności”. Argumentowano, że związek dbać będzie o dostarczanie żywność do miast bez zbędnych pośredników.


Przemawiała Alina Pieńkowska, która mówiła o służbie zdrowia oraz Bożena Rybicka, która przypomniała, że w sierpniu „Modliliśmy się za wszystkich, za robotników, i za rząd także, żeby byli mądrzy”. Lech wytłumaczył jeszcze rolę ekspertów, którzy w sprawie statutu byli podzieleni na trzy grupy, które niezależnie stworzyły trzy projekty, z których powstał jeden ostateczny. Na pytanie z tłumu o rolę ekspertów odpowiedział: „żeby nie było nieporozumień, bo różne rzeczy słyszycie. Owszem, mamy trzy grupy ekspertów, jedną od kardynała Wyszyńskiego, drugą z panem Mazowieckim na czele, a trzecią faktycznie tę od KOR-u. Bo chcemy mieć ekspertyzy różne i dopiero wtedy skorzystać z nich, gdy porównamy wszystkie trzy. Ale zapewniam was, że nikomu z KOR-u nie pozwalamy sobą sterować, naprawdę. A jeśli jesteście ciekawi, to rządowym ekspertom od pana Pajestki też proponujemy współpracę, żeby mieć więcej tych punktów widzenia i z większej ilości ocen wybierać tę najprawdziwszą” (Dorota Terakowska, „Solidarność” i Lech Wałęsa, tygodnik „Przekrój”, październik 1980, nr 1859).


Spotkanie zakończyła wypowiedź gospodarzy z Komitetu Robotniczego Hutników, którzy deklarowali, że bez zastrzeżeń chcą iść trudną drogą wspólnego porządkowania życia razem z tymi, którzy pierwsi na tą drogę weszli.


Po wiecu w pomieszczeniach klubowych klubu „Hutnik” odbyła się konferencja prasowa. Zatarła mi się w pamięci kolejność spotkań i miast. Chyba po konferencji pojechaliśmy na obiad do Jamy Michalikowej na krakowskim rynku, a później niespodziewanie do Piwnicy pod Baranami. Tego dnia w piwnicy nie planowano żadnego przedstawienia, ale na wieść, że do Krakowa przyjechał Wałęsa towarzystwo się skrzyknęło i zaprosiło całą delegację „Solidarności” do siebie. Co tu dużo mówić, było cudownie. Po około godzinnym występie mnie i Jacka Awakumowskiego, który także dokumentował eskapadę na południe Polski, zaprosił do siebie na poczęstunek… Marek Grechuta, a jego menadżer (niestety, zapomniałem jak się nazywał) zaproponował, abyśmy u niego przenocowali. Zgodziliśmy się. Ta znajomość przydała się za kilkanaście dni w Gdańsku.


Następnego dnia rano 19 października byliśmy na mszy w kościele Mariackim na Wawelu, gdzie po raz pierwszy zobaczyłem i usłyszałem ks. Józefa Tischnera. Wygłosił słynne kazanie, które zostało uznane później za duchowe credo „Solidarności”, Solidarność sumień. Słowa księdza Tischnera wygłoszone w dostojnych wnętrzach katedry, w których spoczywają polscy królowie zrobiły ogromne wrażenie. Byliśmy podekscytowani i bardzo przejęci. Jednak już w najbliższych dniach mnogość następujących po sobie kolejnych wydarzeń, spotkania z tłumami radosnych ludzi świętujących powstanie „Solidarności” zepchnęły gdzieś na dalszy plan tischnerowskie credo. Było ono jednak stale, choć nie zawsze uświadamiane, obecne przy ocenie wydarzeń i ludzi, czasem gorzkiej ocenie… Drogowskaz, że „najprawdziwszą solidarnością jest solidarność sumień”, a sumienie świadczy o godności człowieka, pozostał na całe życie.


Po mszy na Wawelu przeszliśmy ulicami Krakowa na rynek, gdzie w miejscu, w którym przysięgę złożył Tadeusz Kościuszko, w imieniu „Solidarności” wierność narodowi złożył Lech Wałęsa. Pochodowi i przysiędze towarzyszyło tysiące ludzi.


Autokarem następnego dnia pojechaliśmy do Nowego Targu, Nowego Sącza i Tarnowa, a przed powrotem do Gdańska zawitaliśmy jeszcze w Częstochowie na Jasnej Górze. Wszędzie ludzie witali nas jak zwiastunów dobrej nowiny, od których zależy czy mają dalej obawiać się o swoją przyszłość czy też wszystko załatwi im „Solidarność”. Lech Wałęsa odpowiadał im, że to, co będzie się działo w przyszłości, nie zależy od takiego lub innego człowieka, a na pewno nie od niego samego. Mówił: „W Gdańsku wyważyliśmy bramę, jeżeli wspólnie tego nie wykorzystamy, to będziemy winić tylko siebie”.


Kontakt ze mną:


biernacki.leszek@wp.pl



Dodaj komentarz