„Solidarność” i NZS w moim obiektywie


Zaangażowałem się bardzo mocno w działania rodzącej się w Gdańsku „Solidarności” i NZS na Uniwersytecie Gdańskim, gdzie rozpocząłem studia na polonistyce. Często nie miałem czasu robić zdjęć. Dziś mogę jedynie powiedzieć, niestety. Wydawało się wówczas, że najważniejsza jest rzeczywista praca od podstaw, że każda czynność może zaważyć na przyszłości – choćby to tylko było przewiezienie gazetek, zorganizowanie spotkania, przeprowadzanie wyborów itp. itd. Czasem jednak musiałem wziąć aparat do ręki. Była to wewnętrzna konieczność, chociaż wówczas spoglądano na mnie z pobłażaniem: to tylko fotograf… a trzeba było załatwiać konkretne sprawy, nierzadko reprezentować NZS na zewnątrz. Tyle spotkań i sytuacji umknęło… szkoda. Mariusz Wilk namawiał mnie do pracy w biuletynie „Solidarności” – potrzebował kogoś kto by jednocześnie fotografował i pisał. Miałem jechać do Ustrzyk dolnych na strajk rolników. Nie pojechałem. Na początku stycznia 1980 r. nie wytrzymało moje serce. Wylądowałem na miesiąc w szpitalu na intensywnej terapii. Jakoś mnie uratowali. Później rekonwalescencja. Urlop zdrowotny na studiach. Powoli jednak wróciłem do życia. To serce uratowało mnie później w stanie wojennym przed więzieniem. Po aresztowaniu zawieziono mnie na rutynowe badania do szpitala MSW gdzieś przy ul. Kartuskiej w Gdańsku. Zbaraniałym esbekom milicyjny lekarz tłumaczył, że nie wyda zgody na pobyt w więzieniu a jedynie  może mnie przyjąć do szpitala. Wcześniej szeptem zapytał skąd jestem. Odszepnąłem, że z UG, a później głośniej mówiłem, że mam w bardzo złym stanie serce i leżałem długo w szpitalu. Esbecy przyskoczyli do mnie i zabronili cokolwiek mówić. Interweniował lekarz, że musi zrobić wywiad z pacjentem. Któryś z esbeków poleciał zadzwonić. Po jakimś czasie wzięli mnie ze szpitala, zamknęli w nysie i wieźli w niewiadomym kierunku. Wylądowałem w areszcie w Pruszczu Gdańskim. Po kilku godzinach klawisz kazał mi jechać do domu.

Od początku września, gdy koledzy zakładali na UG NZS, rozpocząłem współpracę w MKZ we Wrzeszczu z Joanną Wojciechowicz, która kierowała działem informacji i propagandy. Zaproponowałem zorganizowanie pracowni fotograficznej oraz zbieranie zdjęć w celu stworzenia archiwum, gdyż wydawało mi się bardzo ważne, aby udokumentować wszystkie strajki, które miały miejsce na Wybrzeżu i na bieżąco archiwizować aktualne wydarzenia. Zaproponowałem także wydanie specjalnej, okolicznościowej ulotki z apelem o przynoszenie do MKZ zdjęć ze strajków sierpniowych oraz archiwalnych z okresu sprzed sierpnia 1980 r. Dzięki Joannie Wojciechowicz ulotka, której treść napisałem, została wydrukowana. Kolportowano ją wokół MKZ, rozwoziłem ją po mieści i na uczelniach.


Ulotka z września 1980 z apelem o zdjęcia do tworzonego archiwum gdańskiego MKZ

Ulotka z września 1980 z apelem o zdjęcia do tworzonego archiwum gdańskiego MKZ


Na reakcję ludzi nie trzeba było długo czekać. Po kilku dniach zgłosiły się osoby z negatywami z grudnia 1970 roku z Gdańska i Gdyni. Byli to Edmund Pepliński i Edmund Chabowski. Trafiły w tajemnicy przed wszystkim prosto do moich rąk. Nie chcieli ich zostawić w MKZ. Joanna musiała ich umówić bezpośrednio ze mną. W domu ustawiłem w łazience powiększalnik i kuwety. Zacząłem robić powiększenia… Serce podchodziło do gardła, gdy widziałem obrazy pojawiające się na białych kartkach. Sceny grudniowe z Gdyni na ul. Świętojańskiej i przystanku kolejki elektrycznej Gdynia Stocznia. Sceny z Gdańska: ludzie pod komitetem partii, helikoptery nad głowami, rozjechane przez gąsienice czołgu zwłoki człowieka, robotnik z urwaną nogą na rękach klęczącej przy nim kobiety… Wykonałem kilka kompletów zdjęć, w tym z pięć kompletów dużych odbitek. Przywiozłem do MKZ. Przekazałem negatywy i zdjęcia Joannie. Na niej też zrobiły wielkie wrażenie. Liczyliśmy, że pojawią się kolejni ludzie i następne zdjęcia. Jednak zgłosiły się może jeszcze ze dwie osoby. Powstał pomysł zorganizowania wystawy o wydarzeniach sprzed 10 lat. Zajęła się już tym osobiście Joanna i dział kultury. Odnalezienie negatywów z grudnia 1970 r. było jednym z przykładów na to, z jakim entuzjazmem ludzie przyjęli powstanie „Solidarności”. Chowane przez wiele lat zdjęcia, które nie były pokazywane nawet najbliższym znajomym, ludzie przynieśli do MKZ i powierzyli nieznanej wcześniej osobie. Znikł strach a pojawiła się nadzieja na zadośćuczynienie poszkodowanym, na sprawiedliwość i ukaranie winnych grudniowej tragedii.

Przyciągnąłem do MKZ, do współpracy z Joanną, Jacka Awakumowskiego, który był fotografem zatrudnionym w Bałtyckiej Agencji Artystycznej. Dysponował ciemną w Wielkim Młynie i miał dobry sprzęt fotograficzny. Jakby z musu, na początku organizowania się MKZ zajęliśmy się fotografowaniem wydarzeń związanych z „Solidarnością”. Po rozpoczęciu roku akademickiego nie mogłem już jednak tak intensywnie współpracować. Nie starczało czasu na studia, „Solidarność”, NZS i organizowanie samorządu studenckiego. Wszystko wydawało się wówczas tak ważne, miałem poczucie, że to co robię dziś, powinno być już zrobione wczoraj, bo nie wiadomo jak długo rządząca partia da nam oddychać wolnością. To była chyba największa sztuka: zrobić jak najwięcej i jak najlepiej w jak najkrótszym czasie, bo prędzej lub później wszystkich nas pozamykają.

Entuzjazm społeczeństwa, wiarę w liderów związku widać było na każdym kroku. Codziennie ludzie tłumnie przychodzili pod MKZ poszukując nowych informacji. Razem z Jackiem Awakumowskim zainicjowałem „Fotograficzny Przegląd Wydarzeń” – na arkuszu bristolu przyklejaliśmy zdjęcia oraz ulotki, czasem coś pisaliśmy i wieszaliśmy w oknach klubu „Ster” na parterze MKZ. Później także w oknach kwiaciarni „Sasanka”, które mieściła się na parterze budynku od strony ulicy Grunwaldzkiej we Wrzeszczu. Pamiętam, że pierwszą planszę ze zdjęciami wywiesiłem w 17 września, gdy do MKZ zjeżdżali przedstawiciele komitetów założycielskich z całego kraju, aby powołać jeden niezależny związek zawodowy.


W siedzibie MKZ NSZZ "S" w 1980 r. segreguję ulotki, fot. Jacek Awakumowski
























„Wystawa” w Złotowie


Gdy znani fotografowie organizowali wystawy w najważniejszych galeriach w Trójmieście mi zdarzyło się zrobić wystawę na prowincji w oknie jakiegoś sklepu w Złotowie. Wywołało to małą sensację. Przed wystawą zbierali się ludzie, oglądali zdjęcia i powieszone przeze mnie plakaty. Głośno komentowali. Do nich „Solidarność” ze swoją propagandą i informacjami nie docierała. Latem 1981 r. wybrałem się z kolegami ze studiów w Bieszczady. Wziąłem ze sobą z gdańskiego MKZ masę plakatów i ulotek. W Cisnej poprzyczepiałem je na miejscowej tablicy ogłoszeniowej stojącej przy jakimś pomniku wyzwolicieli czy walczących z UPA. Po 10 latach dowiedziałam się od działacza „Solidarności” z Bieszczad, że milicja wpadła w panikę, gdy zobaczyła, że „Solidarność” rozpoczęła jakąś kampanię w Bieszczadach. Były rewizje i wezwania na przesłuchania, groźby partyjnych działaczy.


Złotów 1981, fot. © L. Biernacki


Złotów 1981, fot. © L. Biernacki


Złotów 1981, fot. © L. Biernacki


Towarzyszyłem „Solidarności” nie tylko ze swoim aparatem fotograficznym do 1989 r., kiedy to nieznani sprawcy włamali się do wynajmowanego przeze mnie z żoną mieszkania i skradli cały mój sprzęt. Pragnę wiele z moich zdjęć pokazać w galerii, ale nie będe mógł tego zrobić od razu. Muszę je uporządkować, opisać, a to wymaga długiej, czasochłonnej pracy.




Kontakt ze mną:


biernacki.leszek@wp.pl



Dodaj komentarz