Leszek Biernacki, Gniezno 1979


W roku 1979 byłem uczestnikiem papieskiej pielgrzymki w Gnieźnie. Miałem 20 lat. Właśnie kończyłem Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych na kierunku fotografii artystycznej w Gdyni Orłowie. Wczesnym świtem 3 czerwca spod parafii św. Michała w Sopocie wyruszyłem wraz z całą grupą na autokarową wyprawę do Gniezna. Namówiła mnie na nią moja koleżanka Ala Kubiak, której jestem i będę wdzięczny za to do końca życia. To ona przekonała mnie twierdząc, że wspanialszego dnia imienin nigdy w życiu nie będę miał. Miała rację.

Gdy dojechaliśmy na miejsce był słoneczny upalny dzień. Na podgnieźnieńskich błoniach zgromadziło się chyba z milion ludzi. Chodziłem między nimi, rozmawiałem i robiłem zdjęcia. Wielu było bardzo zmęczonych. Jeszcze przed przyjazdem Papieża były przypadki omdleń. Zaskakiwała życzliwość i chęć pomagania jeden drugiemu. Wiele drobnych, przyjaznych gestów, jak choćby podzielenie się wodą, kilka uprzejmych zdań. Pomimo braku akredytacji prasowej udało mi się podejść w pobliże lądowiska helikoptera. Widziałem z bliska pogodnego, uśmiechniętego Papieża, który życzliwie spoglądał na ludzi, witał się serdecznie z każdym. Pomyślałem, że to ktoś niedostępny, ale zarazem tak bliski i bezpośredni. Zacząłem czuć, że wszyscy na błoniach jesteśmy rodziną. To wrażenie było jeszcze większe po południu w samym Gnieźnie. W wielkim ścisku, wśród podnieconego, radosnego tłumu.

Dopełnieniem i ukoronowaniem spotkania z Papieżem było specjalne spotkanie z młodzieżą. Papież przemawiał z balkonu prymasowskiego pałacu. „Bogurodzica” miała obudzić młode polskie sumienia…

Po przemówieniu owacje i okrzyki trwały przez kilka dobrych minut. Wraz z całym tłumem krzyczałem: „niech żyje Papież”. Następnie wszyscy zaczęli śpiewać Sto lat. Do mikrofonu podszedł prymas kardynał Stefan Wyszyński, który chciał coś powiedzieć, ale stale zagłuszały go okrzyki młodzieży skandującej „niech żyje Papież”. W końcu udało mu się powiedzieć: „Ta młodzież jeszcze w tej chwili potwierdziła, że mnie nie słucha. A więc masz oczywisty dowód, Ojcze Święty, że musisz przysłać tutaj takiego biskupa, którego będą słuchali. Jako ostatnia deska ratunku, czy rzeczywiście będą mnie słuchali czy już nie, proponuję, zaśpiewajmy”. Ku zaskoczeniu wszystkich zaczął śpiewać: „Góralu, czy ci nie żal”. Po zaśpiewaniu kilku taktów uśmiechając się „uciekł” z balkonu w głąb apartamentów. Papież wraz z całym tłumem dośpiewał pieśń do końca. Po zaśpiewaniu „Górala”, rozpoczął się zupełnie spontanicznie koncert życzeń. Papież zaproponował zaśpiewanie Czerwonego pasa, a potem z tłumu zaczęto rzucać różne propozycje. Najpierw zabrzmiało Płonie ognisko w lesie, potem inne piosenki religijne i niereligijne. Nastrój zaczął przypominać harcerskie ognisko. Śpiewano: Wiele jest serc, Płynie Wisła płynie, Czy to w dzień czy o zachodzie, Barkę. Po zaśpiewaniu Barki Papież powiedział, że wbrew temu, co sam usłyszał na początku spotkania, łodzi swojej wcale nie zostawił w Krakowie ani w Wadowicach, lecz w lasach, nad jeziorami. I dodał: „Jakbyście chcieli szukać, to się zapytajcie tego tutaj mego przyjaciela, biskupa kołobrzeskiego, to może coś będzie wiedział. Moi drodzy! Jak ktoś ten kajak znajdzie może nim jeździć do końca życia!”

Myślałem, że wówczas w Gnieźnie, na spotkaniu Ojca Świętego z młodzieżą narodziło się nowe pokolenie Polaków, że ludzie stali się inni. Dla mnie ten dzień i wieczór pod balkonem, był powtórnym chrztem. Wiedziałem, że od tego dnia mam kierować się słowami mego nauczyciela, który jak przed tysiącem lat św. Wojciech uczył moich przodków uczciwości, miłości i sprawiedliwości, tak dziś pielgrzym z dalekiego Rzymu, ale urodzony na ziemi moich i jego praojców, uczył ponownie czym jest prawda, patriotyzm, sprawiedliwość, tożsamość, kultura i miłość. Otworzył mi świat bym mógł z innej perspektywy spojrzeć na życie codzienne, gdzie strach mieszał się z lenistwem, łotrostwo z prawością, a wyobraźnia sięgała końca miesiąca i rodziła obawę, czy starczy pieniędzy na życie. Strach o życie codzienne rodził egoizm, odgradzał od innych ludzi. Wierzyłem, że papież to wszystko zmienił. Chciałem, aby to wieczorne spotkanie trwało, nie chciałem wracać do codzienności, ale na zakończenie spotkania papież powiedział kilka wzruszających zdań i zachęcił: „Ty nie rób się Panem Jezusem. Tak jest, moi drodzy, to mi przychodzi na myśl i dlatego jednak idźcie już na tę stację. Co robić? Nie ma wyjścia. Według Ewangelii nie ma wyjścia”. Papież zaintonował jeszcze Idzie noc, a potem udzielił błogosławieństwa.

Wiosną 1980 roku moje zdjęcia z pielgrzymki Jana Pawła II do Gniezna zostały nagrodzone pierwszą nagrodą na dorocznym konkursie fotograficznym w Gdańsku. Cenzura nie zezwoliła na ekspozycję zdjęć (wisiały tylko w dzień wernisażu) oraz na ich druk w katalogu. Organizatorzy konkursu nie zdążyli usuniętych z katalogu zdjęć zastąpić innymi i ukazał się on z białymi miejscami. Po raz pierwszy nieocenzurowany wybór zdjęć z Gniezna 1979 roku oraz z innych pielgrzymek pokazałem w kościele św. Michała w Sopocie w 1998 roku – w kościele, z którego wyjeżdżałem przed laty na pierwszą papieską pielgrzymkę i która to parafia rok później witała Ojca Świętego w 1999 r. w Sopocie.

Po pielgrzymce Papieża w 1979 roku ukazał się kilku płytowy album z wyborem pieśni i homilii papieskich z pielgrzymki. Kupiłem go. Gdy rozpoczął się strajk w sierpniu 1980 roku w Stoczni Gdańskiej, zapakowałem do torby aparat i płyty. Papież z tych płyt przemówił do strajkujących. Był obecny nie tylko w postaci portretu na bramie stoczni, ale cały czas mówił do robotników. Płyty zabrałem z powrotem do domu dopiero w dniu zakończeniu strajku.

W czerwcu 1979 r. na gnieźnieńskich błoniach rozpoczęło się coś, co dopiero po latach, patrząc na przeszłość z dystansu, nie waham się nazwać najcudowniejszym dziesięcioleciem mojego życia. Spotkało mnie niebywałe szczęście żyć w czasie gdy na Stolicy Apostolskiej był Papież Polak, widzieć i słyszeć Jego słowa, a później być świadkiem i uczestnikiem wieloletniej walki o demokratyczną i wolną Polskę. Walkę, którą zakończyło wrzucenie do urny głosu na „Solidarność” w czerwcu 1989 r. Wszystko, co wydarzyło się później, budowa demokratycznych struktur państwa, partyjne wojny „na górze”, wyścig po pieniądze i karierę, wybory prezydenckie i wszystkie inne sprawy właściwe codziennej rzeczywistości demokracji, wszystko to było szare i blade w stosunku do blasku, który rozniecił w sercu Jan Paweł II. Niestety, jednej walki nie wygraliśmy, walki o odnowę człowieka, o co z taką mocą modlił się papież.





Kontakt ze mną:

biernacki.leszek@wp.pl



Dodaj komentarz