Jacek Kuroń, Jak upadł realny socjalizm


„Gdybyśmy my, działacze dawnej „Solidarności”, potrafili na progu niepodległości zainicjować ruch samorządności pracowniczej i szeroki społeczny ruch transformacji własnościowej, wówczas mielibyśmy szansę nie dopuścić do uwłaszczenia biurokracji” – pisał Jacek Kuroń w 2000 r.


Jacek Kuroń, Jak upadł realny socjalizm, „Gazeta Wyborcza” nr 152, 1-2 lipca 2000, s. 18.


W maju 1989 r. odbierałem w USA Nagrodę Demokracji. Przy tej okazji spotkałem się z najwybitniejszymi amerykańskimi sowietologami. Powiedziałem im, że ZSRR nie przetrwa nawet dwóch lat. Śmiali się i mówili, że to myślenie życzeniowe. Jak mogli przewidzieć upadek totalitaryzmu, skoro nie rozumieli mechanizmu tego zjawiska? Zresztą w dalszym ciągu tego, co wydarzyło się w minionym półwieczu, nie rozumiemy. A przecież tamto doświadczenie w znaczącym stopniu kształtuje naszą współczesność.

Zjawisko totalitaryzmu ma bogatą literaturę, że wspomnę choćby prace Hannah Arendt czy Ericha Fromma. Jednak ze względu na okres, w którym pisano te książki, ich autorzy skupiali się głównie na nazizmie. Stąd zapewne wzięło się przeświadczenie, że totalitaryzm może upaść jedynie pod działaniem sił zewnętrznych – jak to się stało z Trzecią Rzeszą.

Tymczasem upadku sowieckiego totalitaryzmu nie da się objaśnić naciskiem takich sił. Niewątpliwie wyścig zbrojeń, rywalizacja technologiczna i walka propagandowa stanowiły dla ZSRR olbrzymią presję zewnętrzną. Były jednak czynnikami destrukcji obozu sowieckiego w takim stopniu, w jakim wpływały na siły wewnętrzne w tym obozie. Dziś wiemy, że przywódcy zachodniego świata do ostatniej chwili starali się ratować ZSRR, podczas gdy niektórzy przywódcy na Kremlu kontynuowali – być może nieświadomie – dzieło destrukcji.


Zwycięstwo ruchów społecznych

Każdy ład społeczny w dziejach ludzkości – również współcześnie – tworzony jest przez ruchy społeczne i tylko one mogą go obalić. Ruch społeczny definiuję tu jako współdziałanie wielkiej grupy ludzi, zintegrowanej wokół celu stanowiącego dążenie każdego poszczególnego jej uczestnika.

Ruchy społeczne są siłą wszelkiej zmiany społecznej i podstawą ładu demokratycznego, jedynie bowiem za ich pośrednictwem obywatele mogą oddziaływać na politykę władz zgodnie ze swymi dążeniami – a nie tylko wybierać między programami rządzącej biurokracji. Kiedy ład społeczny przeżywa kryzys, ruchy społeczne dzielą się na nurty zachowawcze i nowatorskie. Te pierwsze skupiają się wokół obrony wartości systemu, drugie szukają nowych form współpracy społecznej. Najbardziej efektywne przezwyciężenie kryzysu możliwe jest wtedy, gdy oba nurty zawierają kompromis, wówczas bowiem nowe formy w możliwie najmniejszym stopniu naruszają wartości tradycyjne.

W czasie II wojny po obu stronach walczyły masowe ruchy społeczne. Rozpoczęli tę falę Niemcy, maszerując po władzę nad światem. W Polsce wielki zryw zaczął się już na samą groźbę agresji. Ruch oporu kontynuował walkę przez całą okupację, zaś Polskie Państwo Podziemne było prawdziwym fenomenem w dziejach ruchów społecznych.

Ruch społeczny Rosjan rozpoczął się, gdy wojska hitlerowskie podchodziły pod Moskwę. Z kolei masowy ruch Anglików skupiał się wokół organizującego wojnę obronną państwa. Również zaangażowanie żołnierzy w krucjacie wojskowej USA przeciw Hitlerowi – jak wynika z różnych badań – pozwala traktować tę armię jako ruch społeczny. Także wojna w Azji przeciw Japonii toczyła się z zaangażowaniem ruchów społecznych, w tym rewolucji chińskiej i wietnamskiej. W Afryce z kolei wojny między dotychczasowymi kolonizatorami tworzyły przestrzeń dla ruchów wyzwoleńczych. Podobnie narody uciśnione w Sowietach – Ukraińcy, Tatarzy, Łotysze, Litwini – próbowały u boku Hitlera wybić się na niepodległość (okrucieństwo wojny totalnej pchnęło niektóre z ruchów narodowych do udziału w zbrodni Holocaustu).

Wszystko to miało zasadnicze znaczenie dla ukształtowania się ładu powojennego. Można powiedzieć, że w tej wojnie zatriumfowały wyzwoleńcze ruchy społeczne – nie licząc oczywiście tych, które zaangażowały się w zbrodnie hitlerowskie, oraz tych, które spacyfikowali Sowieci w części świata, którą wielkie mocarstwa zaakceptowały jako strefę ich wpływów.

Sowiecki aparat władzy obawiał się wszelkich ruchów społecznych – szczególnie zaś tych, nad którymi nie panował militarnie – i starał się je pacyfikować. Dlatego w październiku 1944 r. Stalin przekazał skupiony wokół komunistów grecki ruch oporu Anglikom, którzy internowali Grecką Armię Narodową. Z tych samych powodów Stalin starał się powstrzymać rewolucję chińską.


Wizja i zaangażowanie

Jednak ruchy wyzwoleńcze świata czuły się zwycięzcami tej wojny i nie sposób było je powstrzymać czy choćby ukierunkować. Z ich presją musiały się liczyć rosnące w siłę biurokratyczne aparaty władzy – i na Zachodzie, i na Wschodzie. Aparat sowiecki żywił przy tym nadzieję, że przekształci dynamikę ruchów wyzwoleńczych we własną siłę, co z kolei zmuszało rządy zachodnie do kokietowania tych ruchów.

Doświadczenia amerykańskiego New Dealu, ale też doświadczenia totalitaryzmów ukształtowały nowe oczekiwania społeczne, łamiące wszelkie stereotypy starego porządku. To właśnie było zasadniczym powodem przyjęcia przez ONZ w 1948 r. prawdziwie rewolucyjnego dokumentu, jakim jest „Powszechna deklaracja praw człowieka”. Dokument ten ogłaszał prawa i wolności, o jakie walczyły wielkie ruchy społeczne w Europie i Ameryce Północnej od XVIII stulecia. Obok artykułów deklarujących demokrację i swobody obywatelskie ogłaszano także prawo każdego człowieka do pracy, godziwej płacy oraz dostępu do edukacji. Po raz pierwszy w dziejach tak reprezentatywne zgromadzenie ogłosiło jako cel współpracy społecznej wizję ładu, która stanowiła przedmiot dążeń każdej jednostki wolnej duchem.

Nie było wówczas i do dziś nie ma na świecie ładu, który mógłby zrealizować tę śmiałą wizję. Jednak tysiące ludzi na całym świecie organizowało się we współdziałaniu wokół celów zapisanych w „Powszechnej deklaracji praw człowieka”. Dążenia te, wyrażane przez najrozmaitsze ruchy społeczne, związane były z historycznym doświadczeniem i lokalnymi warunkami życia. Energią owych ruchów odbudowywano świat ze zniszczeń wojennych, wyzwalano i zniewalano ludy, prowadzono wyścig zbrojeń i walkę o pokój.

Mimo podziału świata na dwa przeciwstawne bloki polityczno-militarne idee angażujących ludzkość ruchów społecznych skupiały się wokół wspólnych celów. W USA i Europie Zachodniej w ramach programu welfare state budowano ład społeczny oparty na dynamicznym wzroście gospodarczym, upowszechnieniu dobrobytu i gwarancjach socjalnych. Wysiłek podjęty przez kraje skandynawskie – który zaowocował imponującym poziomem rozwoju gospodarczego i społecznego – nazwano później „socjalizmem skandynawskim”. To w tych krajach najpełniej jak dotąd zrealizowano „Powszechną deklarację praw człowieka”.

Niewątpliwie, wspólnym sukcesem skonfliktowanych ruchów ostatniego półwiecza jest znaczący wzrost emancypacji narodów, ras i płci na całym świecie.

Wszystkie omawiane tu programy – a zwłaszcza państwowe programy zimnej wojny i związany z nimi wyścig zbrojeń – wzmacniały znaczenie aparatu biurokratycznego, choć wciąż kontrolowanego, a w każdym razie ograniczanego przez potężne ruchy społeczne. Ludzie tego aparatu tworzyli własną wizję, kierując się własnymi, grupowymi dążeniami i celami.

Owszem, były w tej wizji elementy dążeń każdej jednostki ludzkiej. Ponieważ role przypisane ludziom w ramach współpracy społecznej w niemałym stopniu wiążą się ze sferą publiczną, więc ludzie czynią tę sferę obszarem własnych dążeń prywatnych. Z jednej więc strony – ze względu na postulat efektywności działania, nadrzędny dla jednostek o osobowości „człowieka władzy” – ludzie przejawiają silną tendencję do uniezależnienia się od kontroli społecznej. Z drugiej – utożsamiają się z dobrem społecznym, uczestniczą w ruchach społecznych, przewodzą im i z nich wyrastają.

Zjawisko to ma doniosłe znaczenie dla całej opisywanej tu epoki ruchów społecznych, ale naprawdę zasadnicze dla bloku sowieckiego i ruchów komunistycznych. Tam bowiem aparat biurokratyczny przewodził ruchowi masowemu, skupionemu wokół najpiękniejszych haseł i ideałów ludzkości, na ogół kształconemu w marksizmie, ruchowi, który pomimo wszelkich deformacji zachował swój plebejsko-wyzwoleńczy charakter. Obróci się to zresztą z czasem przeciwko totalitaryzmowi, słowa bowiem mają swój ciężar i nie można bezkarnie używać takich wyrażeń jak „wolność” czy „władza ludu”.


Lewica przeciw stalinizmowi

Pierwsze w ruchu komunistycznym wystąpienie wolnościowe i antystalinowskie zainicjowały kadry komunistycznych partyzantów jugosłowiańskich pod wodzą Josipa Broz-Tity już na początku 1948 r. Restrykcje gospodarcze podjęte przez Sowiety pchnęły ten kraj w sferę wpływów Zachodu, co w efekcie spowodowało radykalne ograniczenie władzy państwowej w gospodarce na rzecz systemu samorządowego i wprowadzenia pewnych elementów gospodarki rynkowej. W świetle tego rozprawy z tzw. prawicowonarodowym odchyleniem w partiach komunistycznych nie sposób objaśnić wyłącznie paranoidalnymi skłonnościami Stalina. Z jego punktu widzenia istniała realna groźba rozsadzenia obozu sowieckiego.

Po śmierci Stalina przywódcy sowieccy rozprawili się z tymi działaczami ze swego grona, którzy stali na czele aparatu terroru. Aby uniemożliwić powrót do terroru w wewnętrznych walkach partyjnych, niemal natychmiast rozpoczęli publiczne demaskowanie zbrodni stalinowskich. Już w 1954 r., w dokumencie sygnowanym przez Biuro Polityczne KC KPZR, posłużono się określeniem „kult jednostki”. Wkrótce potępiono praktykę naruszania „socjalistycznej praworządności” i ustanowiono zasadę podporządkowania organów bezpieczeństwa aparatowi partii. Tzw. rewizjoniści twierdzili, że chodziło wyłącznie o grupową samoobronę interesów aparatu władzy. Interpretacja ta, choć poprawna, grzeszy jednak manichejską jednostronnością – nie uwzględnia autentycznego ruchu społecznego, inicjowanego i prowadzonego również przez ideowych komunistów, ani ogólnospołecznych dążeń sprawującego władzę aparatu biurokratycznego.

W moim przekonaniu radykalne ograniczenie terroru przez aparat bloku sowieckiego było bowiem motywowane również dążeniem do efektywności współpracy społecznej. Chcąc stworzyć mechanizm samoobrony przed terrorem, aparat ów zabiegał o wsparcie społeczne, szukając go w aktywie partyjnym w zakładach pracy. Oczywiście, sowiecki system nie potrafił całkiem wyrzec się terroru, podobnie zresztą jak system zachodni (stosujący jednak terror wyłącznie w polityce zewnętrznej). Można powiedzieć, że w bloku sowieckim przyjęto podejście zbliżone do zachodniego: nie odwoływać się do terroru, jeśli można się bez niego obejść, tj. jeśli władza aparatu nie jest zagrożona.

Sytuacja aparatu w krajach zachodnich była o tyle trudniejsza (a może łatwiejsza?), że usiłujące go kontrolować ruchy społeczne korzystały z formalnych mechanizmów demokracji i niecenzurowanych środków masowego przekazu. W bloku sowieckim demaskowanie terroru przez elity władzy i różne działania modernizacyjne sprawiły, że w społeczeństwie – a także w aktywie partyjnym – gwałtownie nasiliły się żądania poprawy warunków życia i ograniczenia cenzury oraz różne wystąpienia wolnościowe. Stało się tak zwłaszcza w Polsce, gdzie – obok silnej w społeczeństwie tradycji antyhitlerowskiego ruchu oporu – działały kadry przedwojennego ruchu komunistycznego. Ludzie tej formacji mieli szczególne doświadczenie historyczne – KPP została w latach 30. rozbita przez Sowietów, jej działacze trafili do łagrów, a ci, którzy je przeżyli, zachowali pamięć pomordowanych kolegów. Okupacyjny i powojenny ruch komunistyczny – Polską Partię Robotniczą – wytrzebiono w ramach walki z prawicowonacjonalistycznym odchyleniem. W rezultacie w Polsce w połowie lat 50. zrodził się wyjątkowo silny ruch wolnościowy pod przewodnictwem kadr PZPR i ZMP.

Ludzie tradycyjnej prawicy nie wierzyli komunistom i ich przemianom; z tego powodu na ogół nie uczestniczyli w lewicowym ruchu antystalinowskim drugiej połowy lat 50. (choć to właśnie „Po prostu” – pismo lewicy rewolucyjnej – zainicjowało kampanię na rzecz rehabilitacji represjonowanych żołnierzy Armii Krajowej). Ludzie prawicy przewodzili kształtującemu się wówczas masowemu ruchowi obrony wciąż prześladowanego Kościoła katolickiego. Ruch ten okazał się trwały i skuteczny; odegrał zasadniczą rolę w walce o suwerenność duchową Polaków.


Warszawa – Budapeszt

Z inicjatywy zakładowej organizacji związkowej i części organizacji partyjnej w czerwcu 1956 r. wybuchł strajk w Zakładach im. Cegielskiego w Poznaniu, który przekształcił się w demonstracje uliczne. Protest został krwawo stłumiony. W KC PZPR, a także na różnych szczeblach instancji partyjnych wystąpiła wówczas zasadnicza różnica zdań: czy był to atak na socjalistyczne państwo, czy słuszny bunt klasy robotniczej. W efekcie w aktywie partyjnym nastąpił wzrost zaangażowania w różnorodne ruchy społeczne, związane bezpośrednio lub pośrednio z frakcjami.

Największe znaczenie miał ruch rad robotniczych, walczący o wywłaszczenie panującej biurokracji z władzy nad środkami produkcji. Przywódcą tego ruchu był były działacz ZMP Leszek Goździk – frezer z warszawskiej FSO, wybrany w swoim zakładzie na sekretarza organizacji partyjnej. Ruch rad robotniczych odegra też zasadniczą rolę w rewolucji węgierskiej 1956 r. Ćwierć wieku później „Solidarność” wysunie na czoło swych celów rozwinięcie tej idei – program Samorządnej Rzeczypospolitej.

Omawiany tu ruch z połowy lat 50. w Polsce inicjowany był przez działaczy PZPR i jej młodzieżowej przybudówki, choć już od czerwca ’56 stał się prawdziwie masowy i ogólnospołeczny. Jego finał rozegrał się w październiku 1956 r. na VIII plenum KC PZPR. Pierwszym sekretarzem KC został Władysław Gomułka – przedwojenny kadrowy komunista, niestety, człowiek apodyktyczny, o umysłowości dogmatycznej, bardziej wyznawca i człowiek władzy niż idei. Nim jednak rozpoczęło się VIII plenum, Stefan Staszewski – pierwszy sekretarz Komitetu Warszawskiego, przedwojenny komunista i więzień łagrów sowieckich – rozpowszechnił w stolicy listę ze składem nowego KC. Posłużył się w tym celu nami – grupą, która określała się wówczas jako „młodzi komuniści”.

Gdy na warszawskie plenum przybyła delegacja KC KPZR z Nikitą Chruszczowem i dowódcą wojsk Paktu Warszawskiego marszałkiem Jakubowskim – KC PZPR nie wpuścił delegacji sowieckiej na obrady. Do rozmów wydelegowano m.in. Gomułkę oraz Edwarda Ochaba – dotychczasowego pierwszego sekretarza, również kadrowego działacza KPP i byłego łagiernika. W tym czasie na Warszawę ruszyły stacjonujące w naszym kraju jednostki sowieckie oraz oddziały polskie dowodzone przez sowieckiego marszałka Konstantego Rokossowskiego. Ochab wykazał wtedy niezwykłą odwagę, oświadczając Chruszczowowi, że stolica będzie się bronić. W pobliżu Warszawy stacjonowały wojska podległe Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego, którymi dowodzili gen. Wacław Komar i Juliusz Hibner – byli żołnierze hiszpańskich Brygad Międzynarodowych. Chruszczow nie chciał oczywiście niepopularnej wojny z Polską. Jednak, jak się za chwilę miało okazać na Węgrzech, respektował główną regułę sowieckiej biurokracji doby postalinowskiej: terror stosować tylko – i zawsze – gdy zagrożona jest władza.

Rewolucja w Budapeszcie rozpoczęła się jako odzew na „polską rewolucję” – tak nazywaliśmy nasz ruch my, młodzi komuniści – po tym jak siły bezpieczeństwa zaatakowały tłum, który składał wieńce pod pomnikiem generała Bema i demonstrował pod gmachem parlamentu. Na czele węgierskiego ruchu stanął kadrowy komunista Imre Nagy, do niedawna więzień polityczny. Komuniści jednak byli w mniejszości. Wśród nowo powstałych partii najsilniejsza była Partia Drobnych Posiadaczy, odwołująca się do Kościoła katolickiego. Obecni w Budapeszcie dziennikarze polscy i zachodni przewidywali, że komunizm na Węgrzech upadł nieodwracalnie. Dla biurokracji w bloku sowieckim był to sygnał alarmowy. Chruszczow uzyskał poufnie akceptację dla zbrojnej interwencji od przywódców wszystkich państw bloku. Podobno poparcie wyraził też Tito, zaś prezydent USA prawdopodobnie został poinformowany o planach interwencji.

Nie wiadomo, co przyrzekł Gomułka Chruszczowowi w czasie rozmów w październiku ’56. Wiadomo natomiast, że korzystając ze swego autorytetu i rozpowszechnionego przez media obrazu masakry węgierskiej rewolucji, skutecznie zablokował społeczne inicjatywy naszej rewolucji. Zaczął jednak od zwolnienia z miejsca odosobnienia kard. Stefana Wyszyńskiego, który – z oczywistych względów zainteresowany obroną Polski przed sowiecką interwencją – udzielił Gomułce wsparcia w wyborach powszechnych w 1957 r.

Gomułka zaapelował wówczas o głosowanie bez skreśleń, a właśnie przeciw takim praktykom zwrócona była nasza rewolucja. W rezultacie Polacy skreślali kandydatów umieszczanych na tzw. miejscach niemandatowych – m.in. Goździka i innych przedstawicieli październikowej lewicy.


Rok 1968

W opisywanej tu epoce wielkich, ogólnoświatowych ruchów społecznych rosły też w siłę grupy aparatu władzy – zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie. Zachód zazdrościł Wschodowi mocy decyzyjnej (słabo kontrolowanej władzy), Wschód Zachodowi – własności prywatnej, dynamiki gospodarczej i stabilnych standardów życia. Ale aparaty po obu stronach kurtyny miały silnie rozwinięte poczucie solidarności grupowej. Kierując się interesem ogólnospołecznym i grupowym, systematycznie – i coraz lepiej – porozumiewały się ze sobą, choć nie przestały podkreślać dzielących ich różnic i pielęgnowały mit wzajemnej wrogości.

Spektakularna zbrodnia dokonana na rewolucji węgierskiej i klęska polskiego ruchu rewolucyjnego zapoczątkowały totalną kompromitację obozu sowieckiego w światowym ruchu komunistycznym, a nawet wśród umiarkowanie orientujących się na obóz sowiecki ruchów pokojowych i narodowowyzwoleńczych. To był początek końca epoki ruchów społecznych.

W marcu 1965 r. ukazał się „List otwarty do członków PZPR” Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego – ostatnia zapewne analiza sowieckiego totalitaryzmu przeprowadzona w kategoriach marksowskich. List, przełożony na niemal wszystkie języki świata, znacząco wzmocnił antysowieckie tendencje w ruchach rewolucyjnych. Pisaliśmy, że wyzwolenie klasy robotniczej – a więc, w ujęciu marksowskim, każdego człowieka – możliwe będzie tylko jako wspólne wystąpienie wszystkich więzionych w obozie, a zwłaszcza Rosjan. Wskazywaliśmy też na wspomniany wyżej sojusz biurokracji sowieckiej z zachodnią.

Wiosną 1968 r. ruch społeczny studentów i inteligencji zablokował próbę nacjonalistycznej i antysemickiej przebudowy w aparacie władzy. Próbę tę śmiało można nazwać antykomunistyczną – i przez to bliską znaczącej części Polaków. Ruch studencki zainicjowało i początkowo przewodziło mu środowisko związane z autorami „Listu otwartego”, choć krytyczne wobec jego programowego przesłania, wywodzącego się z tradycji lewicy rewolucyjnej. Studenci owi szukali własnego samookreślenia, odwołując się m.in. do liberalnej demokracji.

Szybko jednak marcowy ruch studencki stał się niemal powszechny, więc zaczęły w nim przeważać postawy „reprezentatywne”. Zapoznając się w areszcie śledczym z aktami sprawy, analizowałem różnego typu dokumenty i doszedłem do wniosku, że częste odwoływanie się autorów deklaracji studenckich do „socjalizmu”, a także obowiązującej wówczas konstytucji było szczere. Innymi słowy – było zgodne z ówczesnym stanem umysłów, a nie tylko dyktowane względami taktycznymi.

Również wiosną 1968 r. miał miejsce ostatni wielki akord ruchu na rzecz „socjalizmu z ludzką twarzą”, zwany Praską Wiosną. Było to na pewno najbardziej dojrzałe wystąpienie, kumulujące całość dotychczasowych doświadczeń antybiurokratycznych walk społecznych – podjęte z inicjatywy i pod przewodem komunistów. W warunkach stałych nacisków sowieckich społeczeństwo Czechosłowacji organizowało się wokół statutowych władz partii komunistycznej i nawet w czasie interwencji wojsk Układu Warszawskiego starannie przestrzegało procedur demokratycznych.

Jestem, jak wielu moich czeskich i słowackich przyjaciół, przekonany, że internowani w Moskwie przywódcy KPCz, podpisując deklarację akceptującą zbrojną interwencję państw Układu Warszawskiego, kierowali się troską o to, by narody czeski i słowacki uniknęły krwawej łaźni, jakiej doświadczyli Węgrzy. Nigdy się nie dowiemy, czy była to decyzja słuszna. Obywatelski ruch Czechów i Słowaków wobec kapitulacji przywódców sam się zakneblował. Symbolicznym aktem tego samobójstwa masowego ruchu było samospalenie Jana Palacha.

W grudniu 1970 r. robotnicy Wybrzeża wystąpili przeciw podwyżkom cen żywności, żądając prawa do organizowania się w niezależnych strukturach. Strajki i demonstracje zostały krwawo stłumione, ale rządząca biurokracja obarczyła Gomułkę odpowiedzialnością za te wydarzenia i odwołała go ze stanowiska pierwszego sekretarza PZPR. Był to znaczący sygnał, że wszechwładza biurokracji może być ograniczana przez społeczeństwo.


Rewolucja praw człowieka

Sowiecki model gospodarczy opierał się na izolacji od rynku światowego (poza importem niezbędnych składników produkcji w zamian za eksport surowcowy) oraz na rozwoju ekstensywnym. W początkach lat 70. stało się jasne, że rezerwy takiego rozwoju uległy wyczerpaniu. Biurokracja związana z nurtami nowatorskimi poszukiwała więc źródeł rozwoju intensywnego. Stanowiło to argument na rzecz ograniczenia terroru, odwoływania się do konsumpcji jako motywu efektywności i poszukiwania zbliżenia z biurokracją zachodnią. Na tej drodze szukano też możliwości złagodzenia wyścigu zbrojeń, dostępu do kredytów, a nawet wzorców kapitalistycznej przedsiębiorczości.

Wszystkie te poszukiwania, podejmowane w imię wzrostu gospodarczego, rozbudzały w społeczeństwach bloku sowieckiego ruchy społeczne – rewindykacyjne i wolnościowe. Biurokracja bloku sowieckiego od końca lat 50. do przemocy uciekała się niechętnie. Wolała ucieczkę do przodu, a więc ustępstwa. Dodatkowym skutkiem takiej polityki było rosnące uzależnienie biurokracji sowieckiej od zachodniej.

Dlatego właśnie państwa bloku wschodniego już w 1964 r. wystąpiły z ideą Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie – na co państwa zachodnie wyraziły zgodę pod warunkiem omówienia zagadnień dotyczących praw człowieka, kontaktów międzyludzkich oraz swobodnego przepływu informacji, a także podjęcia rozmów między NATO a Układem Warszawskim na temat redukcji sił konwencjonalnych w Europie.

Nie sposób przecenić znaczenia Aktu Końcowego KBWE, podpisanego w Helsinkach w 1975 r. Największe mocarstwa zadeklarowały raz jeszcze swoje bezwarunkowe poparcie dla „Deklaracji praw człowieka i obywatela”. Jednak biurokracja bloku sowieckiego nie zamierzała przestrzegać wolnościowej części aktu KBWE. Z kolei biurokracja zachodnia – poza krajami najbardziej uprzemysłowionymi – miała trudności z przestrzeganiem zapisanych w tym dokumencie praw do pracy i edukacji.

Nie zmienia to tego, że ruchy społeczne na całym świecie mogły się teraz odwoływać do Aktu Końcowego KBWE, by atakować swoje rządy. Akt ów przyczynił się więc bez wątpienia do rozkładu sowieckiego systemu totalitarnego, a także upadku reżimów niedemokratycznych w krajach zachodniej strefy wpływów.

Ostatnie lata realnego socjalizmu w Polsce to ukształtowanie się szerokiego ruchu społecznego wokół Komitetu Samoobrony Społecznej KOR, a następnie potężny, masowy ruch NSZZ „Solidarność”, wspierany przez Kościół katolicki. Nie ulega wątpliwości, że dla rozwoju tych ruchów wielkie znaczenie miało nauczanie Jana Pawła II i pierwsza pielgrzymka Papieża do Polski.

KSS KOR i „Solidarność”, jako ruchy niewątpliwie nowatorskie – szukające nowych form współpracy społecznej – mogłyby być uznane za lewicowe. Trzeba jednak mieć świadomość, że organizowały się przeciw biurokracji posługującej się frazeologią lewicową, a większość uczestników owych ruchów określała się antylewicowo.

Ponieważ „Solidarność” powstawała jako wielki ruch roszczeń płacowych, jej triumf łączył się z drastyczną nierównowagą rynkową. Potrafiła to skutecznie wykorzystać pragmatyczna kontrrewolucja, która odniosła sukces po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 r.


Agonia systemu

Wspólnym celem współczesnych ruchów społecznych jest to, co jest powszechnym pragnieniem ludzi – stworzenie takiego świata-wspólnoty, który realizuje dążenia każdej jednostki. Systemy totalitarne są imitacją owego celu – pod maską świata-wspólnoty oferują nam scentralizowane zarządzanie życiem społecznym. Na tym właśnie polega siła totalizmów, stąd bierze się poparcie społeczne dla nich.

W praktyce społecznej minionego półwiecza ujawniało się kłamstwo, na którym opierał się system sowiecki. Słabło więc poparcie społeczne, a rosły w siłę ruchy przeciwników systemu. Ruchy te skupiały się wokół walki o suwerenność narodów, samorządność pracy, a także wprowadzania elementów gospodarki rynkowej.

Biurokracja państwowa zwalcza wszelkie ruchy społeczne, których nie kontroluje. W krajach demokratycznych biurokracja dąży do maksymalizacji efektywności zarządzania poprzez różne formy ukrytego ograniczania władzy ustawodawczej na rzecz dominacji władzy wykonawczej. W krajach bloku sowieckiego biurokracja sprawowała władzę w systemie, który szybko tracił efektywność m.in. na skutek malejącego poparcia społecznego i rosnącej presji na wzrost dostępu do dóbr konsumpcyjnych. Chcąc zdobyć poparcie, biurokraci uciekali się do haseł narodowych i nacjonalistycznych. Chcąc poprawić efektywność gospodarczą, sięgali do metod gospodarki rynkowej. Wszystko to dokonywało się w walkach wewnętrznych pomiędzy grupami nowatorskimi a zachowawczymi. Póki jednak próby reform były nieśmiałe i połowiczne, nie mogły pod żadnym względem być skuteczne.

Warto zwrócić uwagę, że od lat 70. sowiecki eksport (niezbędny dla importu składników produkcji) opierał się na ropie naftowej. Jednak w latach 80. nastąpił spadek cen ropy na rynkach światowych, a jednocześnie zaczęły się wyczerpywać jej zasoby w ZSRR. Można przypuszczać, że był to jeden z czynników przyśpieszających krystalizację w aparacie sowieckim i w bloku wschodnim grupy nowatorskiej, która hasła narodowe chciała łączyć z elementami demokracji, a dążenie do gospodarki rynkowej z tendencją do uwłaszczenia biurokracji.

Totalitaryzm – jak wszystkie inne systemy społeczno-gospodarcze – doszedł do władzy dzięki ruchowi społecznemu i tylko w ten sposób można go było przezwyciężyć, by stworzyć nowy system. Właśnie dla uruchomienia takiego ruchu grupa aparatu, której przewodził Michaił Gorbaczow, zainicjowała pierestrojkę.

Pierwszy, najbardziej doniosły krok w kierunku transformacji zrobiono w Polsce – kraju najsilniejszych ruchów społecznych. Tu właśnie, ze względu na siłę tych ruchów, skupiających nawet niektórych działaczy partii rządzącej, najbardziej dojrzałe też było nowatorskie skrzydło w aparacie władzy. W 1988 r. jego przywódcy złożyli przywódcom „Solidarności” i Kościołowi propozycję rozmów. Kilka miesięcy później przystąpiono do obrad Okrągłego Stołu. Drogą wytyczoną przez Polskę poszły kolejne kraje bloku sowieckiego.


Mogło być inaczej

Upadek bloku sowieckiego wywołał na całym świecie złudzenie kompromitacji idei wyzwolenia pracy i triumfu idei liberalno-konserwatywnych. W krajach posowieckich ludzie oczekiwali strumienia dóbr konsumpcyjnych, a stary i nowy aparat wierzył, że można to osiągnąć, wprowadzając reguły wolnego rynku i szybką prywatyzację. Prywatyzacja jednak – w sytuacji odrzucenia idei samorządu pracowniczego i braku kapitalistów – musiała oznaczać uwłaszczenie nomenklatury, dawnej biurokracji.

Proces ów następował tym szerzej, im słabsze były tradycje ruchów społecznych i instytucji demokratycznych; wystarczy spojrzeć na Rosję. W krajach o względnie mocnej tradycji ruchów społecznych – w Czechach, Polsce, na Węgrzech – przy braku samorządności pracowniczej czynnikiem ograniczającym uwłaszczenie starej nomenklatury było uwłaszczanie się nowej biurokracji.

Gdybyśmy my, działacze dawnej „Solidarności”, potrafili na progu niepodległości zainicjować ruch samorządności pracowniczej i szeroki społeczny ruch transformacji własnościowej, wówczas mielibyśmy szansę nie dopuścić do uwłaszczenia biurokracji. Odwołuję się tu do znanej także w Polsce „demokracji właścicielskiej”, której różne odmiany są wciąż na świecie wypróbowywane (uczestnictwo pracowników we władzy i własności przedsiębiorstwa). Nie wdaję się tu w pytanie, czy chodzi o model docelowy, czy o społeczną kontrolę procesu prywatyzacji. Nie musi to bynajmniej prowadzić do spadku wydajności pracy, a może się nawet przyczynić do jej wzrostu.

Niestety, nie umieliśmy tego zrobić. Negocjacje nad „Paktem o przedsiębiorstwie” rozpoczęliśmy zbyt późno i zbyt nieśmiało. Co gorsza, pozwoliliśmy starej i nowej biurokracji, by podczas głosowań w parlamencie usunęła z Paktu najważniejszy element – reprezentację załóg w radach nadzorczych przedsiębiorstw.

W rezultacie wspólnymi siłami budowaliśmy nie ład obywatelski, lecz biurokratyczny na modłę kapitalistyczno-quasi-demokratyczną. To my, politycy, ponosimy zatem odpowiedzialność za wszechobecną dziś korupcję, niesprawiedliwe stosunki społeczne i rozkład życia politycznego.



[Tekst ten jest stanowił rozdział książki przygotowywanej przez Jacka Kuronia]

Dodaj komentarz