Jerzy Holzer, „Solidarność” 1980-1981. Geneza i historia (fragment)


Fragment książki Jerzego Holzera „Solidarność” 1980-1981. Geneza i historia, Instytut Literacki, Paryż 1984, s. 89-110.



Książka Jerzego Holzer wydana już legalnie w 1990 r.


Bezpośrednim impulsem do fali strajków w lecie 1980 roku było wprowadzenie 1. VII podwyżki cen niektórych gatunków mięsa i wędlin. Władze wprowadzały podwyżkę świadome grożących niebezpieczeństw. Starały się wybrać dogodny dla siebie termin – na początku okresu masowych urlopów. Nie podały początkowo faktu podwyżki cen i jej zakresu do publicznej wiadomości, zostawiając sobie możliwość manewru.

Reakcja robotników była natychmiastowa. 1.VII wybuchły strajki w zakładach „Ursus” (Warszawa), „Autosan” (Sanok), „Ponar” (Tarnów). 2. VII strajkowały „Ursus”, jego filie w Ostrowie Wielkopolskim i Włocławku, Huta Warszawa, „Polmo” (Tczew), Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego (Mielec), pracownicy Rzeszowskiego Kombinatu Budowlanego zatrudnieni w Dąbrowie Górniczej. Podczas strajków wysuwano gł6wnie żądania zaniechania podwyżki lub podwyższenia płac. Ponieważ w niektórych przedsiębiorstwach na początku lipca zwiększono normy, domagano się tam przywrócenia poprzednich. Na ogół dyrekcje zakładów niemal natychmiast wyrażały zgodę na żądania dotyczące płac i norm.

2. VII wieczorem wiceprezes Związku Spółdzielni Spożywców „Społem”, w drugiej połowie lat 70-tych państwowego monopolisty w handlu artykułami spożywczymi, zakomunikował w telewizji o podwyżce cen mięsa i wędlin, której zakres znacznie jednak ograniczono. Stosunkowo niska ranga przedstawiciela władz świadczyła o chęci pozostawienia sobie nadal pola manewru. Trudno zresztą zrozumieć zamierzenia. Łatwe ustępstwa płacowe dla strajkujących zakładów musiały prowadzić do reakcji łańcuchowej. Jeśli nawet nie dostrzegano politycznych konsekwencji tego procesu, to przecież niweczył on próbę częściowego ustabilizowania rynku, do czego miała prowadzić podwyżka cen.

Ograniczenie podwyżki cen nie zahamowało więc ruchu strajkowego. Trwały strajki „Ursusa” i jego filii. Wybuchały też nowe, głównie w Warszawie i okolicy, ale także na jednym z wydziałów Stoczni Gdańskiej, w Poznaniu, Śremie, Tarnowie, Grudziądzu. Szeroki zakres miał strajk w Żyrardowie, który objął kolejno kilka wielkich zakładów i osiągnął punkt szczytowy w dniach 8-9. VII. 9. VII na naradzie centralnego aktywu partyjno-gospodarczego w Warszawie władze dokonały kolejnych ustępstw. Jeszcze bardziej ograniczono zakres podwyżki cen. Zapowiedziano na rok 1981 podwyżkę emerytur tzw. starego portfela, dodatków rodzinnych i najniższych płac.

Choć strajki miały charakter ekonomiczny, realia systemu komunistycznego nadawały im aspekty polityczne. Na trzech wy– działach „Ursusa” powstały Komisje Robotnicze, niezależne od licencjonowanych związków zawodowych reprezentacje pracowników. W kilku zakładach wysunięto żądanie udzielenia strajkującym pisemnej gwarancji bezpieczeństwa. Łamałoby to dotychczas stosowane reguły karalności strajku. W Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego Świdnik, gdzie strajk wybuchł 9. VII, utworzono Komitet Strajkowy, zaś wśród żądań znalazło się wyrówna– nie dodatków rodzinnych do poziomu obowiązującego w milicji.

Strajk w Świdniku rozpoczynał nową fazę. W ślad za zakładem usytuowanym niemal na przedmieściach Lublina do 20. VII zastrajkował prawie cały lubelski ośrodek. Strajk powszechny w Lublinie objął kolejarzy, pracowników komunikacji miejskiej i innych służb komunalnych, niemal wszystkie większe czy mniejsze przedsiębiorstwa przemysłowe, budowlane i transportowe. Po raz pierwszy władze zmuszone były do publicznej informacji o strajku. Do Lublina zjechali przedstawiciele władz centralnych, z członkiem Biura Politycznego partii wicepremierem Mieczysławem Jagielskim na czele. Organizacja strajkujących była dość luźna, choć w niektórych zakładach powstały komitety strajkowe. Największe znaczenie miał komitet kolejarzy. Rokowania toczyły się w poszczególnych przedsiębiorstwach. Z reguły władze szły na ustępstwa płacowe, gwarantowały bezpieczeństwo strajkujących oraz zgadzały się na rozwiązanie rad zakładowych i przeprowadzenie nowych wyborów. Zobowiązały się też do publicznego przeproszenia strajkujących przez ogłaszający obraźliwe dla nich komentarze dziennik partyjny „Sztandar Ludu” :

Równocześnie ze strajkiem lubelskim fala strajkowa nadal rozlewała się po kraju. Strajkowały zakłady warszawskie, w tym Fabryka Samochodów Osobowych Żerań, zakłady żyrardowskie, zakłady w mniejszych miejscowościach Lubelszczyzny, Huta Stalowa Wola, kopalnia miedzi w Zagłębiu Lubińsko-Głogowskim i przedsiębiorstwa w innych ośrodkach. Strajki kończyły się po kilku dniach, przeważnie podwyżkami płac i koncesjami ekonomicznymi. Jeśli władze miały nadzieję, że zakończenie strajku lubelskiego ostudzi nastroje, rychło miały się przekonać o jej złudności.

Koszty podwyżek płac dawno przerosły zyski z podwyżki cen. Zdawano sobie zapewne sprawę z tego, że na anulowanie jednocześnie podwyżek płac i podwyżek cen jest już za późno. Z drugiej strony metoda ustępowania strajkującym w sprawach płacowych stymulowała dalszy rozwój ruchu strajkowego. Pozostawały dwa inne rozwiązania. Pierwszym byłaby próba złamania strajków siłą. Władze po doświadczeniach grudnia 1970 roku uważały taką próbę za samobójstwo. Zdawały sobie sprawę z niechęci do tego rozwiązania we własnym aparacie, a przede wszystkim z jego demoralizacji i rozstroju, braku przygotowania do działań bliskich wojnie domowej. Przypuszczać można, że Moskwa nie zachęcała szczególnie polskich komunistów do działań „siłowych”, bo zdawała sobie sprawę z konsekwencji. Chciała uniknąć konieczności bezpośredniej interwencji radzieckiej w Polsce, do której doprowadzić mogła porażka władz polskich w konflikcie z robotnikami. Drugim rozwiązaniem byłoby natychmiastowe i z inicjatywy władz rozszerzenie podwyżek płac na wszystkich zatrudnionych. Takie decyzje dałyby efekt tylko na krótką metę, doprowadziły do całkowitego załamania rynku, bowiem poważniejsze podwyżki cen były w tej sytuacji wykluczone. Ekipa Gierka, odpowiedzialna za kryzys gospodarczy i za dotychczasową inflację, traktowała owo rozwiązanie inflacyjne jako inny rodzaj samobójstwa, wejście w okres kilkumiesięcznej agonii.

Nie dostrzegając przed sobą wyjścia pozytywnego, władze biernie oczekiwały biegu wydarzeń, licząc na wyczerpywanie się energii strajkowej czy też na cudowne ocalenie. Za kulisami kotłowało się wiele grup i grupek, które pragnęły rzucić społeczeństwu jako kozła ofiarnego całą ekipę Gierka lub niektórych jej przedstawicieli, szukać drogi wyjścia przez podobny jak w 1970 roku „manewr personalny”. Takie grupy musiały sobie zdawać sprawę z małej szansy powodzenia zgranej metody, z ryzyka, jakie spadnie na kolejnych przywódców. Oczekiwały więc raczej na moment albo dogodny albo konieczny, przejawiając stosunkowo mało energii.

Po zakończeniu 19. VII strajku w Lublinie, a 23. VII w Hucie Stalowa Wola, kolejnym centrum strajkowym stał się Ostrów Wielkopolski. W końcu lipca fala strajkowa coraz silniej obejmowała Dolny Śląsk, a także wkraczała na Wybrzeże Gdańskie. 29 i 30. VII strajkował port w Gdyni. 4. VIII nowym ośrodkiem strajku stała się Łódź. Od 11. VII przez trzy dni strajkowali pracownicy komunikacji miejskiej w Warszawie, co dało ogromny odzew w mieście, ale także w innych regionach Polski. Strajki końca lipca i pierwszej połowy sierpnia nie osiągnęły nigdzie takiego wymiaru jak strajk lubelski. Władze nadal zachowywały się ustępliwie w sprawach płacowych. Formy organizacji i żądania robotników były podobne jak w poprzednich wystąpieniach.

Decydującego znaczenia nabrał dopiero strajk okupacyjny rozpoczęty 14. VIII w Stoczni Gdańskiej. Bezpośrednią jego przyczyną było zwolnienie z pracy Anny Walentynowicz, działaczki strajkowej z 1970 roku, czynnej w Wolnych Związkach Zawodowych. Niemal natychmiast uformował się komitet strajkowy z działaczem strajkowym 1970 roku i działaczem Wolnych Związków Zawodowych Lechem Wałęsą na czele. Komitet wysunął żądania przywrócenia do pracy w Stoczni Walentynowicz i Wałęsy, zbudowania pomnika ofiar grudnia 1970 roku, gwarancji bezpieczeństwa strajkujących, podwyżki płac o 2000 złotych i podwyższenia zasiłków rodzinnych do poziomu przyjętego w milicji. Strajkujący zorganizowali straż robotniczą, zamknęli teren Stoczni i wprowadzili prohibicję. Dyrekcja zgodziła się na trzy pierwsze żądania, ale odmówiła uwzględnienia obu pozostałych. Może się to wydać zaskakujące, gdyż pierwsze żądania miały charakter polityczny, zazwyczaj niechętnie przyjmowany przez władze, natomiast pozostałe dotyczyły spraw ekonomicznych, w których władze były skłonne do ustępstw. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, iż żądania płacowe strajkujących były znacznie wyższe niż podwyżki płac udzielone w poprzednio strajkujących zakładach, zaś żądaniu zrównania zasiłków rodzinnych z milicyjnymi wszędzie dotąd odmawiano.

15. VIII strajk na Wybrzeżu Gdańskim rozszerzył się, obejmując pozostałe stocznie, porty, niektóre zakłady przemysłowe i komunikację miejską. W Stoczni Gdańskiej trwały rokowania dyrekcji z komitetem strajkowym. Tego dnia władze centralne zorientowały się w grożącym niebezpieczeństwie. Zablokowano łączność Trójmiasta z resztą kraju. Podano publicznie informację o „przerwach w pracy”, bardzo pomniejszając wymiar strajków – jakoby tylko na niektórych wydziałach Stoczni Gdańskiej, choć ponadto w dwóch zakładach ośrodka łódzkiego – oraz rozpoczęto gwałtowną kampanię propagandową. Wieczorem w telewizji premier Babiuch oskarżył „przeciwników Polski Ludowej” o inspirowanie robotników. Powagę sytuacji podkreślał nagły powrót Gierka z urlopu w Związku Radzieckim.

16. VIII dyrekcja Stoczni Gdańskiej zgodziła się na podwyżkę płac o 1500 złotych i wprowadzenie dla stoczniowców dodatku drożyźnianego. Komitet strajkowy większością głosów zdecydował zakończyć strajk. Część stoczniowców pragnęła kontynuować strajk jako solidarnościowy z pozostałymi zakładami Wybrzeża. Pozostała ona w Stoczni, do której w nocy przybyły delegacje strajkujących przedsiębiorstw. Utworzono Międzyzakładowy Komitet Strajkowy z Wałęsą jako przewodniczącym. MKS postanowił opracować wspólne żądania, w imieniu wszystkich strajkujących prowadzić rozmowy z przedstawicielami władz centralnych i w odpowiedniej sytuacji ogłosić zakończenie strajku na Wybrzeżu Gdańskim. W pierwszym swym komunikacie MKS zapowiedział, że nie rozwiąże się po zakończeniu strajku, ale będzie kontrolował realizację uznanych przez władze postulatów i organizował wolne związki zawodowe.

Do MKS zgłosiło początkowo akces 21 zakładów. 18. VIII brało w nim udział 156 zakładów. MKS wyłonił prezydium, w którym licznie reprezentowani byli działacze Wolnych Związków Zawodowych, m.in. obok Wałęsy i Walentynowicz małżeństwo Joanna i Andrzej Gwiazdowie, Bogdan Lis i Andrzej Kołodziej. 18. VIII delegacja MKS-u złożyła wojewodzie gdańskiemu listę 21 postulatów. Pierwszy z nich brzmiał: „Akceptacja niezależnych od partii i pracodawców wolnych związków zawodowych, wynikająca z ratyfikowanej przez PRL Konwencji nr 87 Międzynarodowej Organizacji Pracy dotyczącej wolności związkowych”. Charakter polityczny miało także sześć innych żądań. Domagano się zagwarantowania prawa do strajku oraz bezpieczeństwa strajkujących i osób wspomagających ich, przestrzegania konstytucyjnej wolności słowa, druku i publikacji, w tym zaprzestania represji wobec niezależnych wydawnictw i udostępnienia środków masowego przekazu przedstawicielom wszystkich wyznań, powrotu do pracy usuniętych po strajkach 1970 i 1976 roku, powrotu na uczelnie studentów wydalonych za przekonania oraz uwolnienia wszystkich więźniów politycznych i zaprzestania represji za przekonania, podania w środkach masowego przekazu informacji o utworzeniu MKS-u i publikacji jego żądań, podjęcia działań dla wyprowadzenia kraju z kryzysu przez podanie publicznej informacji o sytuacji społeczno-gospodarczej i umożliwienie całemu społeczeństwu uczestniczenia w dyskusji nad programem reform, wprowadzenia zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji niezależnie od przynależności partyjnej oraz zniesienia uprzywilejowania milicji, służby bezpieczeństwa i aparatu partyjnego w wysokości zasiłków rodzinnych i specjalnym zaopatrzeniu.

Pozostałe żądania dotyczyły spraw ekonomicznych i socjalnych. Najważniejsze z nich wiązały się z płacami (wynagrodzenie za okres strajku, podwyżka płac o 2000 złotych, wzrost płac stosownie do wzrostu cen), zaopatrzeniem w żywność (ograniczenie eksportu, zniesienie cen komercyjnych i sprzedaży za waluty obce, wprowadzenie kartek na mięso i jego przetwory), emerytur (obniżenie wieku emerytalnego, podniesienie rent i emerytur starego portfela), skróceniem czasu pracy (wszystkie soboty wolne), opieką zdrowotną, budownictwem mieszkaniowym, udogodnieniami dla pracujących matek małych dzieci.

Utworzenie Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego z siedzibą w Stoczni Gdańskiej, a następnie wysunięcie 21 Żądań rozpoczynało drugi etap zmagań strajkowych. W pierwszym etapie strajki wybuchały żywiołowo. Formy organizacyjne ograniczały się w najlepszym razie do powołania zakładowych komitetów strajkowych. Żądania miały charakter ekonomiczny i tylko bardzo nieśmiało wykraczały poza sprawy płacowe i socjalne. Wszystkich tych cech pierwszego etapu ruchu strajkowego nie należy oczywiście absolutyzować. Żywiołowość wybuchu nie oznaczała, by w niektórych strajkach inicjatywy nie brały na siebie grupki już przedtem uformowane, niekiedy pod wpływem działalności KOR-u, docierającej do zakładów literatury niezależnej – zwłaszcza „Robotnika” – oraz osobistych kontaktów z opozycją.

Występowało to np. w inicjującym ruch strajkowy „Ursusie”. Formy organizacyjne były mało rozbudowane, ale pojawiły się komitety strajkowe i komisje robotnicze. Nawet przy ekonomicznym charakterze żądań sprzeciw wobec władz łamał komunistyczny monopol działalności publicznej.

W pierwszej fazie ruchu strajkowego opozycja przejawiła pewną aktywność, ale jej wpływ na przebieg wydarzeń był pośredni. Na czoło wysuwał się KOR. Działał on głównie w trzech zakresach. Pierwszym było uruchomienie ośrodka zbierającego informacje o strajkach i udostępnianie tych informacji przez wydawnictwa niezależne oraz korespondentów zagranicznych w Polsce. Drugim były kontakty z sympatykami w środowisku robotniczym, przede wszystkim przez zespół skupiony wokół redakcji „Robotnika”. Trzecim były oficjalne oświadczenia KOR-u, zawierające obok informacji kierowane do społeczeństwa i władz propozycje rozwiązania kryzysu. Już w oświadczeniu z 2. VIII KOR wysunął postulat zasadniczej reformy gospodarczej oraz ujawnienia pełnych danych o produkcji i podziale żywności w Polsce. Sugerował robotnikom, by przyjęli zorganizowane formy protestu dla uchronienia się przed prowokacjami. Apelował o „demokratyczne wybieranie niezależnych przedstawicielstw pracowniczych w celu wysuwania żądań w imieniu załóg, prowadzenia rozmów z władzami, kierowania akcją załóg w sposób odpowiedzialny lecz stanowczy”. Dostrzec w tym można było jeszcze rezerwę wobec hasła tworzenia niezależnych związków zawodowych, organizowania się w skali ponadzakładowej.

Oświadczenie KOR-u z 11. VII przestrzegało wyraźnie przed zadowoleniem się ustępstwami władz w sprawach płacowych. Potrzeba reformy gospodarczej, „powstrzymania procesów rozkładu społeczeństwa i państwa”. KOR nie precyzował kierunków reformy, uznając, że musi je ustalić ogólnospołeczna dyskusja. Uważał jednak za niezbędne zaprzestanie polityki ograniczania prywatnej własności w rolnictwie, ustalenie gwarancji prywatnej własności ziemi i zniesienie ograniczeń w jej obrocie, zniesienie dyskryminacji gospodarstw chłopskich we wszelkich dziedzinach, w których była stosowana. Domagał się też tymczasowego wprowadzenia kartek na produkty mięsne. Dla umożliwienia swobodnych pertraktacji władz ze społeczeństwem oraz dyskusji nad reformą formułował „warunki minimum”. Zwracał się o ich poparcie „do całego społeczeństwa, a w szczególności do załóg robotniczych, które mogą je zgłaszać podczas zbliżających się pertraktacji z władzami”. Do tych postulatów należały opublikowanie pełnych danych o sytuacji gospodarczej, możliwość powołania przedstawicielstw pracowniczych, w tym niezależnych związków zawodowych, możliwość organizowania się obywateli do walki o swe prawa i dla wysuwania inicjatyw „mających na celu dobro społeczeństwa”, ustawowe zapewnienie prawa do strajku, zniesienie cenzury prewencyjnej i wprowadzenie ustawy prasowej, zaprzestanie represji za niezależną działalność polityczną i społeczną, natychmiastowe uwolnienie wszystkich więźniów politycznych oraz ograniczenie kompetencji policji i przywrócenie niezawisłości sądów.

Późniejsze oświadczenia KSS „KOR” z 8 i 13. VIII zawierały poza informacjami o ruchu strajkowym przede wszystkim wezwania do organizacji i solidarności, do spokoju i rozsądku. „Każdy, kto wywołuje awantury, działa na rzecz policji politycznej i represji wymierzonych przeciw społeczeństwu”. Protestowano także przeciw stosowanym już przez władze represjom, wymierzonym przeciw działaczom opozycyjnym lub robotnikom nawiązującym z nimi kontakt.

Inspiracja myślowa KOR-u oraz innych grup opozycyjnych, które przejawiały jednak mniej aktywności, zaważyła na sposobie zorganizowania strajku Wybrzeża Gdańskiego i na treści wysuniętych żądań. Opozycja pomogła żywiołowemu ruchowi w znalezieniu odpowiednich form organizacyjnych i artykułowaniu postulatów wybiegających poza doraźne potrzeby materialne. Zarazem Wybrzeże Gdańskie było jedynym regionem kraju, który stać było na rozpoczęcie drugiego etapu walki strajkowej. Decydowały o tym dwa względy. Żywa była pamięć o masakrze i strajku 1970 roku oraz manipulacjach, dzięki którym ekipie Gierka udało się utrzymać niemal bez zmian istniejący system, zaś po dziesięciu latach doprowadzić do jeszcze głębszego kryzysu. Na Wybrzeżu Gdańskim istniało też – obok intelektualnych i studenckich środowisk opozycyjnych, znajdujących się głównie w orbicie oddziaływania KOR-u lub Ruchu Młodej Polski – jedyne w Polsce stosunkowo silne robotnicze środowisko opozycyjne, zorganizowane w Wolnych Związkach Zawodowych. Strajk w Stoczni Gdańskiej oraz niektóre inne strajki na Wybrzeżu Gdańskim były jedynymi strajkami inicjowanymi przez dość liczną, dobrze uświadomioną i od kilku lat kontaktującą się ze sobą grupę niezależnych związkowców. Stocznia Gdańska dysponowała znanymi i popularnymi przywódcami strajku, weteranami 1970 r.

Snucie z tego wniosków pasujących do „spiskowej teorii historii” byłoby nieporozumieniem. Na odwrót, to historia lat siedemdziesiątych doprowadziła społeczeństwo Wybrzeża Gdańskiego do niechęci wobec panującego systemu, do szczególnej bojowości i radykalizmu, ukształtowała stoczniowców i ich przywódców. Przebieg strajku gdańskiego wskazywał, że „wolni związkowcy” nie odbiegali swymi poglądami od nastrojów całego społeczeństwa. Wyróżnili się odwagą podjęcia działań na trzy lata przed strajkiem oraz umiejętnością porwania za sobą swych kolegów, talentami przywódców mas. Tej ostatniej umiejętności nie należy zresztą przeceniać, sugerując się wrodzonymi zdolnościami Wałęsy. Nie wszyscy członkowie Wolnych Związków Zawodowych znaleźli się w przywódczej ekipie strajku i nie cała ekipa przywódcza strajku składała się z „wolnych związkowców”.

Pamiętając o oświadczeniu KSS „KOR” z 11. VII warto zwrócić uwagę na umiarkowany ton apelu wydanego przezeń i redakcję Robotnika 18. VIII, po otrzymaniu wiadomości o utworzeniu gdańskiego MKS-u. Sądzić można, że do autorów apelu nie dotarły wówczas jeszcze informacje o ,,21 żądaniach”. Apel był wyraźnie mniej radykalny od postulatów MKS-u. Jako podstawowe punkty przyszłych pertraktacji z władzami proponowano wprowadzenie stałego dodatku drożyźnianego oraz przedstawienie informacji o stanie gospodarki i umożliwienie swobodnej dyskusji nad programem reform. Dopiero w kontekście drugiego punktu formułowano tezę – nie było jednak jasne, czy jest to kolejny punkt do ewentualnych pertraktacji – o potrzebie stworzenia niezależnych reprezentacji poszczególnych grup społecznych. Apel ponawiał żądania dotyczące zmiany polityki rolnej oraz protestował przeciw represjom i wzywał do przerywania pertraktacji w razie jawnych lub ukrytych interwencji policyjnych. Jedynie w podsumowaniu apelu KOR wymieniał jako warunki przywrócenia pokoju społecznego – obok spełnienia żądań robotników Wybrzeża – zwolnienie więźniów politycznych i zaprzestanie interwencji policji w działania niezależnego ruchu robotniczego. Sprawiać to może wrażenie, iż KOR nie liczył na wysunięcie żądań politycznych przez strajkujących, a nawet bezpośrednio ich do tego nie zachęcał. Tej sugestii odpowiadałyby także informacje o ówczesnych poglądach działaczy KOR-u, którzy uważali przyjęcie przez władze żądania utworzenia niezależnych związków zawodowych za niemal wykluczone.

Tegoż 18. VIII, kiedy w Gdańsku złożono ,,21 żądań”, wybuchł strajk w Szczecinie i po kilku godzinach utworzono tam Międzyzakładowy Komitet Strajkowy. Choć w Szczecinie brakowało silniejszych środowisk opozycyjnych, procentowały doświadczenia 1970 roku. Charakterystyczne, że wśród szczecińskich ,,36 żądań” znalazły się niemal wszystkie postulaty zgłoszone w Gdańsku, wśród nich na czołowym miejscu prawo do tworzenia wolnych związków zawodowych. Jest wprawdzie wysoce prawdopodobne, iż przed wybuchem strajku szczecińskiego doszło do bezpośrednich kontaktów z Wybrzeżem Gdańskim i orientowano się w tamtejszych nastrojach, ale trudno sobie wyobrazić, aby MKS w Szczecinie znał już „21 żądań”.

18. VIII wieczorem Gierek w przemówieniu telewizyjnym odrzucił polityczne postulaty strajkujących na Wybrzeżu, a szczególnie żądanie utworzenia wolnych związków zawodowych. Jedyną uznaną reprezentacją pracowników miały pozostać oficjalne związki zawodowe pod kierownictwem Centralnej Rady Związków Zawodowych. Podjęto jednocześnie decyzję wysłania do Gdańska komisji rządowej z wicepremierem Pyką na czele dla prowadzenia rokowań z poszczególnymi strajkującymi zakładami. Rozmowy takie rozpoczęły się w Gdańsku 19. VIII z pominięciem MKS-u. Do delegacji tych zakładów, które zgodziły się na odrębne pertraktacje, włączono przedstawicieli dyrekcji, partii i licencjonowanych związków zawodowych. Pyka hojną ręką obiecywał uwzględnienie nawet bardzo wyśrubowanych żądań płacowych i innych żądań natury ekonomicznej, natomiast odrzucał postulaty polityczne.

20. VIII gdański MKS, do którego należeli wówczas przedstawiciele 304 zakładów, wezwał do przerwania pertraktacji między poszczególnymi delegacjami a komisją Pyki. Stanowisko MKS-u spotkało się z powszechnym poparciem. Epizod rokowań z komisją Pyki miał więc tylko jeden skutek. Kontynuując swą dotychczasową linię postępowania, władze stymulowały żądania płacowe. Stworzyło to fakty nieodwracalne i wywarło ogromny wpływ na przyspieszenie procesów inflacyjnych.

Choć wydarzenia na Wybrzeżu Gdańskim, uznawanym przez cały kraj za centrum ruchu strajkowego, miały największe znaczenie, rozwój sytuacji w innych regionach wzmacniał pozycję gdańskiego MKS, zaś osłabiał pozycję władz. W Szczecinie 19. VIII strajk miał już charakter powszechny. Następnej nocy władze zapowiedziały przyjazd komisji rządowej. 19. VIII wybuchł strajk powszechny w Elblągu i powstał tam MKS. Od 19. VIII rozpoczęły się krótkotrwałe strajki wydziałów w Hucie im. Lenina w Krakowie. Strajkowały też poszczególne wielkie zakłady w różnych ośrodkach.

20. VIII sześćdziesięciu czterech znanych intelektualistów polskich wezwało władze i społeczeństwo do zachowania umiaru w działaniach, ale zarazem domagało się uznania przez władze gdańskiego MKS za partnera w pertraktacjach. W ciągu kilku dni po apelu złożono około 200 dalszych podpisów. 22. VIII ukazał się podobny apel 55 intelektualistów poznańskich. 20. VIII poparły żądania strajkujących robotników Komitety Samoobrony Chłopskiej Ziemi Grójeckiej i Rzeszowskiej, Niezależny Związek Zawodowy Rolników i redakcje niezależnych pism chłopskich. Już przedtem chłopi regionu gdańskiego przewozili żywność strajkującym w Gdańsku. W tym samym czasie władze zdecydowały się podjąć represje przeciw czołowym działaczom opozycyjnym. Prawdopodobnie wyobrażano sobie, że wstrzyma to przepływ informacji o ruchu strajkowym oraz uniemożliwi opozycji wpływ na przebieg planowanych już rokowań. Aresztowania odbyły się głównie 20. VIII, choć niektóre osoby zatrzymano w dniach następnych. Dotknęły one w największej liczbie działaczy KOR-u, wśród nich Blumsztajna, Chojeckiego, Kęcika, Kuronia, Lityńskiego, Michnika, Romaszewskiego i Wujca, ponadto Janusza z ROPCziO oraz Moczulskiego i Stasińskiego z KPN. Część zatrzymanych, w tym wszyscy wymienieni, otrzymała w końcu sierpnia sankcje prokuratorskie.

21. VIII przybyła do Gdańska nowa komisja rządowa pod przewodnictwem wypróbowanego w Lublinie Jagielskiego. Trudno powiedzieć, czy pełnomocnictwa Jagielskiego sięgały wówczas nawiązania rozmów z MKS-em. Początkowo kontynuował on metodę Pyki, usiłując prowadzić pertraktacje z przedstawicielami poszczególnych zakładów. Jagielski usiłował pomijać MKS także 22. VIII, gdy w Szczecinie komisja rządowa z wicepremierem Barcikowskim na czele rozpoczęła już 21. VIII rozmowy z tamtejszym MKS-em. Albo Jagielski nie wykorzystał jeszcze swych pełnomocnictw i usiłował ostatni raz zbadać szanse rozbicia solidarności strajkujących. Albo Barcikowskiemu zezwolono na to, co zabroniono jeszcze Jagielskiemu, uznając być może MKS gdański za zbyt niebezpiecznego przeciwnika, bardziej świadomego swych celów i odpornego na planowane manipulacje. Najmniej prawdopodobne wydaje się, by przewodniczący komisji rządowych nie mieli wiążących instrukcji co do rozmów z MKS-ami lub by Barcikowski instrukcję taką złamał. Na rzecz pierwszych dwóch hipotez przemawiałaby prawdziwa czy fałszywa wieść krążąca w Gdańsku nocą 21. VIII o przygotowywanej zbrojnej interwencji w Stoczni Gdańskiej dla zatrzymania MKS-u i pozbawienia w ten sposób strajkujących centralnego kierownictwa.

Sprzeczność między działaniami władz w Gdańsku i Szczecinie nie szła jednak zbyt daleko. Podczas dwóch początkowych dni rokowań w Szczecinie Barcikowski odrzucał postulaty polityczne i uzyskał mimo to zgodę MKS-u na powołanie wspólnej komisji, która rozpatrzy żądania ekonomiczne. Barcikowski usiłował sugerować w Szczecinie wyraźne różnice między strajkiem szczecińskim a gdańskim. Akcentował, że w Gdańsku ster przejęli awanturnicy polityczni.

Wobec fiaska poprzednich prób 23. VIII wieczorem komisja Jagielskiego zdecydowała się rozpocząć rozmowy z gdańskim MKS-em. Ten uchylił się od merytorycznych pertraktacji, bowiem władze wbrew obietnicom nie przywróciły uprzednio telefonicznej łączności Gdańska z resztą kraju. Spotkanie ograniczyło się do przedstawienia stanowiska przez Jagielskiego. Podobnie jak Barcikowski w Szczecinie, odrzucił on żądania polityczne. Uzgodnieniu działań ze strony władz towarzyszyło jednak uzgodnienie żądań między strajkującymi w obu ośrodkach. Za zgodą władz w nocy 23. VIII przybyła do Gdańska delegacja szczecińskiego MKS-u, przeprowadziła rozmowy i uzgodniła, że prawo do tworzenia wolnych związk6w zawodowych jest podstawowym postulatem, bez spełnienia którego nie dojdzie do zakończenia strajków.

24. VIII rokowania w Gdańsku i Szczecinie zawieszono, gdyż w stolicy obradowało IV Plenum Komitetu Centralnego PZPR. Wypowiedziało się ono za prowadzeniem rokowań ze strajkującymi, przeciw użyciu siły. Doszło do znacznych zmian personalnych w kierownictwie partii i w rządzie, m.in. ustąpił premier Babiuch oraz trzech innych członk6w Biura Politycznego – Łukaszewicz, Szydlak i Wrzaszczyk. Premierem został Józef Pińkowski, zaś obok niego do Biura Politycznego wszedł rywalizujący od lat z Gierkiem Stefan Olszowski. Wicepremierem został jednocześnie odsunięty przez Gierka w 1979 roku Tadeusz Grabski. Gierek obstawał w swym wystąpieniu za utrzymaniem dotychczasowej struktury związków zawodowych, proponując jedynie ustawowe rozszerzenie ich kompetencji i ewentualnie przeprowadzenie nowych wybor6w do rad zakładowych. Obrady plenum KC były w istocie rzeczy wielkim niewypałem. Brakowało pozytywnej koncepcji co do celów rokowań z robotnikami, choć akceptowano samą zasadę rozm6w. Olszowski rzucił jednak myśl zawarcia „umowy społecznej pracodawcy z pracobiorcą”, w której sygnatariusze przyjmą na siebie określone zobowiązania. Nie charakteryzował zakresu owych zobowiązań.

Tego samego dnia utworzono w Gdańsku komisję ekspertów i przy MKS-ie. W jej skład weszło siedmiu warszawskich intelektualistów, czynnych od dłuższego lub krótszego czasu w organizacjach katolickich lub opozycyjnych. Byli to trzej wybitni działacze katoliccy, redaktor „Więzi” Mazowiecki, ongiś poseł grupy „Znak”, redaktor „Znaku” Cywiński i sekretarz warszawskiego i Klubu Inteligencji Katolickiej, jeden z inspirator6w DiP-u, Andrzej Wielowieyski. W komisji znaleźli się czynni obok Mazowieckiego i Cywińskiego w Towarzystwie Kursów Naukowych Geremek, Kowalik i Kuczyński oraz działaczka ruchu studenckiego 1968 roku, związana w latach siedemdziesiątych z opozycyjnymi środowiskami intelektualnymi Jadwiga Staniszkis. Eksperci wnosili spore doświadczenie polityczne, ale także fachową wiedzę ekonomiczną (Kowalik, Kuczyński) i socjologiczną (Staniszkis).

Obok tej oficjalnej komisji ekspertów przybyło wówczas lub nieco później do Gdańska kilkunastu innych intelektualistów, którzy wspomagali prace przygotowawcze podczas pertraktacji. Wedle jego własnych relacji 21. VIII na życzenie kardynała Wszyńskiego udał się do Gdańska doradca episkopatu Romuald Kukołowicz. Dopiero 30. VIII zjawił się on jako przedstawiciel prymasa w Stoczni Gdańskiej.

Rola ekspertów okazała się w następnych dniach bardzo poważna. Trudno jednak przypisywać im rolę ośrodka dyspozycyjnego. ,,21 żądań” powstało przed ich przybyciem. Eksperci ułatwili MKS-owi uniknięcie pułapek, jakie podczas pertraktacji zastawiała komisja rządowa. Pomagali redagować treść ustaleń w sposób jednoznaczny. Z drugiej strony większość ekspertów bardziej liczyła się z interwencją zbrojną, także radziecką, niż sam MKS. Nie odbiegało to od postawy, jaka zaznaczyła się w apelu KOR-u z 18. VIII i nie daje podstaw do rozróżniania między skłonnymi do ugody ekspertami a nieustępliwie radykalnym KOR-em, choć w późniejszych miesiącach pojawiły się takie interpretacje. Natomiast rzeczywiście MKS zajmował pozycję bardziej nieustępliwą i na ogół zgodnie z nią postępowali podczas pertraktacji przedstawiciele prowadzącego rokowania prezydium MKS i sami eksperci.

Rozmowy gdańskie podjęto ponownie dopiero 26. VIII, a rozmowy szczecińskie 27. VIII. Zwłoka nie okazała się korzystna dla władz. Od 26. VIII coraz szerzej zaczęła się rozlewać po kraju solidarnościowa fala strajkowa. 26. VIII rozpoczął się strajk we Wrocławiu. Utworzono tam Międzyzakładowy Komitet Strajkowy i zgłoszono poparcie dla gdańskich ,,21 żądań”. Tegoż dnia powstał Komitet Strajkowy Huty im. Lenina w Krakowie, zastrajkowała komunikacja miejska w Łodzi, Rzeszowie, Bielsku-Białej i Koszalinie, największe zakłady Olsztyna, „Cegielski” w Poznaniu. Po raz pierwszy ruch strajkowy objął górnictwo węglowe. Zastrajkowała kopalnia „Thorez” w Zagłębiu Dolnośląskim, a następnego dnia dołączyły się do niej dalsze kopalnie i inne zakłady przemysłowe tego regionu. Powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy w Wałbrzychu. 27. VIII rozszerzyły się strajki w Łodzi, Krakowie i innych ośrodkach. Tym groźniejszy musiał wydawać się rozwój wydarzeń władzom, iż był sprzeczny z miarkującymi ostrzeżeniami kardynała Wyszyńskiego. 21. VIII prymas w homilii wygłoszonej w Wambierzycach kładł nacisk na potrzebę spokoju i pracy. 26. VIII w kazaniu na Jasnej Górze w Częstochowie nie szczędził władzom krytyki, ale jeszcze bardziej jednoznacznie przeciwstawił się rozszerzaniu fali strajków. Wieczorem tegoż dnia telewizja przekazała kazanie jasnogórskie, cenzurując fragmenty krytyczne wobec władz. Wezwania prymasa wywołały w społeczeństwie pewne rozczarowanie, a nawet niezadowolenie, ale niefortunna cenzura tekstu sugerowała większe deformacje poglądów prymasa niż to faktycznie uczyniono. W każdym razie kazanie nie dało oczekiwanych skutków.

26. VIII Jagielski dokonał w rokowaniach gdańskich zasadniczego ustępstwa, proponując powołanie grupy roboczej, która rozważy postulat utworzenia wolnych związków zawodowych. Grupa rozpoczęła natychmiast prace. Znów zaznaczyła się sprzeczność z działaniami komisji Barcikowskiego w Szczecinie. Tam 27. VIII władze odrzuciły możliwość rozmów o tym postulacie. Nadal zapewne żywiły nadzieje na rozbicie wspólnego frontu strajkujących, a nadzieje takie znajdowały pewne podstawy w zarzekaniu się szczecińskiego MKS-u, iż odcina się od wszelkich aspiracji politycznych. Szczeciński MKS zaprosił jednak grupę intelektualistów – ekspertów, która przybyła 29. VIII z Warszawy dla pomocy w pertraktacjach.

Mimo wszystko 28. VIII władze liczyły się już z podpisaniem porozumień, a w paradoksalny sposób świadczyły o tym także prokuratorskie sankcje tymczasowego aresztu dla zatrzymanych działaczy opozycyjnych. Łudzono się, iż aresztowania nie wywołają tak silnego sprzeciwu strajkujących, by zwolnienie stało się warunkiem podpisania porozumień. Ostatecznie na decyzje władz wpłynął dalszy rozwój ruchu strajkowego. 29. VIII rozpoczęli strajk solidarnościowy górnicy kopalni węgla „Manifest Lipcowy” w Jastrzębiu na Górnym Śląsku. W ślad za nimi zastrajkowało wiele górnośląskich kopalń, hut i innych zakładów przemysłowych. Ruch strajkowy ogarnął także dolnośląskie miedziowe Zagłębie Lubińsko-Głogowskie, Poznań, region Krosna, część wydziałów Huty Warszawa i liczne zakłady w całej Polsce.

29. VIII w nocy uzgodniono tekst porozumienia szczecińskiego i postanowiono podpisać je następnego dnia. Władzom spieszyło się teraz, bowiem treść porozumienia była dla nich łagodniejsza niż postulaty zgłaszane w Gdańsku. Liczyły na to, że zakończenie strajku w Szczecinie zahamuje rozwój ruchu strajkowego innych regionów oraz skłoni do ustępstw gdański MKS. 30. VIII rano w Szczecinie podpisano porozumienie, uzgodniono też podjęcie pracy w poniedziałek 1. IX.

Tekst szczeciński był względnym sukcesem strajkujących. Komisji rządowej udało się zamieścić w nim sformułowania niejasne, nadające się do różnych interpretacji. Dotyczyło to także podstawowego punktu o wolnych związkach zawodowych. Porozumienie pominęło formuły „wolny” czy „niezależny”, pozostawiając jedynie określenie „samorządne”. Całość owego punktu brzmiała: „Uzgodniono, że w oparciu o opinię ekspertów będą mogły powstawać samorządne Związki Zawodowe, które będą miały socjalistyczny charakter zgodnie z konstytucją PRL, przy przyjęciu następujących zasad: Komitety Strajkowe z chwilą zakończenia strajku stają się Komisjami Robotniczymi; rozpisują one w miarę potrzeb powszechne, bezpośrednie, tajne wybory do Władz Związków Zawodowych. Prowadzone będą prace nad przygotowaniem Ustawy, Statutów i innych dokumentów określonych wart. 3 Konwencji Nr 87, w tym celu opracowany zostanie odpowiedni harmonogram pracy”. Przyjęte sformułowania nie mówiły więc wręcz o tworzeniu nowych związków zawodowych i pozostawiały otwartą możliwość interpretacji, iż chodzi o wy– bory w ramach dotychczasowych struktur, o ich „samorządne” przekształcenie. Pozostawiały bez odpowiedzi sprawę, kto będzie opiniujących ekspertów powoływał oraz na jakiej podstawie eksperci przyznawać będą związkom zawodowym „socjalistyczny charakter” lub odmawiać go.

Wykrętne były punkty dotyczące spraw politycznych. Zapewniono wszystkim strajkującym, że nie będą represjonowani ani szykanowani „w związku z całokształtem prowadzonej działalności strajkowej”, uzupełniono jednak to sformułowanie zastrzeżeniem: „z wyjątkiem popełnionych przestępstw politycznych”. Sugerowało to, iż podczas działalności strajkowej dokonano przestępstw politycznych, zaś w świetle doświadczeń wcześniejszych lat takie sformułowanie groziło strajkującym czy ich przywódcom naciąganymi oskarżeniami. Punkt o zaniechaniu represji wobec działaczy politycznych opatrzono uzupełnieniem: „jeżeli działalnością swoją nie będą w sposób przestępczy godzili w ustrój socjalistyczny i podstawowe interesy PRL lub nie popełnią przestępstw politycznych”. Nie wytyczono jakichkolwiek kierunków ograniczenia cenzury, zadowalając się stwierdzeniem, iż „sposób realizacji ograniczenia działania cenzury PRL” będzie przedstawiony do 30. XI. 1980 r. Zdawkową formułą o pomyślnym rozwijaniu się dialogu między Kościołem katolickim a państwem i ogólnikową obietnicą „szerszego dostępu do środków masowego przekazu” dla Kościoła zbyto sprawę stosunku władz do swobód religijnych.

Tylko nieliczne kwestie natury politycznej zostały w jasny sposób rozwiązane. Do 17. XII. 1980 roku miano wybudować tablicę ku pamięci ofiar grudnia 1970 roku. Przyjęto zasadę przywrócenia do pracy ludzi zwolnionych za działalność strajkową w latach 70-tych, choć po indywidualnym rozpatrzeniu wniosków przez dyrekcje i związki zawodowe. Aspekt polityczny miała obietnica zrównania zasiłków rodzinnych z poziomem obowiązującym w wojsku i milicji przez trzy podwyżki do 1. XI 1983 roku. Znacznie korzystniej przedstawiały się punkty dotyczące spraw ekonomicznych i socjalnych. Uzgodniono powszechną podwyżkę płac o jedną grupę zaszeregowania, podniesienie najniższych rent i emerytur oraz podanie do wiadomości publicznej poziomu minimum socjalnego, a także zachowanie płac przez pracowników poszkodowanych na zdrowiu w związku z pełnioną pracą. Rząd zobowiązał się do przedstawienia programu mieszkaniowego skracającego okres oczekiwania na mieszkanie do maksimum pięciu lat, do wprowadzenia zmodyfikowanej Karty Stoczniowca, do pełnej zapłaty za okres strajku. Mniej konkretne obietnice dotyczyły rozważenia możliwości wprowadzenia trzyletnich zasiłków macierzyńskich, poprawy lecznictwa, zahamowania wzrostu cen artykułów powszechnego użytku, poprawy zaopatrzenia w mięso i ewentualnego wprowadzenia kartek, wprowadzenia wolnych sobót.

Podpisanie przez szczeciński MKS porozumienia w takim kształcie i w takim terminie, wyprzedzającym decyzje w Gdańsku, skłania do różnych refleksji. Tekst szczeciński nienajlepiej świadczył o dojrzałości reprezentantów strajkujących, jeśli nawet odrzucić jako zbyt daleko idące przypuszczenie o infiltracji szczecińskiego MKS-u – bo pojawiało się i takie przypuszczenie. Pośpieszna decyzja o zakończeniu strajku mogła mieć negatywne skutki dla rozwoju sytuacji w Gdańsku i całej Polsce, ujawniała niepełne rozumienie potrzeby koordynacji działań. Prawdopodobnie znaczną rolę grały ambicje kierownictwa szczecińskiego MKS-u, które pragnęło porozumieniu nadać charakter równorzędny z ewentualnymi uzgodnieniami gdańskimi. Ostatecznie władze nie były w stanie wyzyskać szans, jakie tworzyło zakończenie strajku w Szczecinie, ale dla zrozumienia słabych stron sierpniowego ruchu dostrzeganie tych aspektów wydaje się konieczne.

Z punktu widzenia władz porozumienie szczecińskie było spóźnione o kilka dni. 30. VIII rano nie mogło już ono zahamować ruchu strajkowego w kraju bez uzyskania ugody między władzami a robotnikami w obu pozostałych wielkich centrach strajkowych, gdańskim i górnośląskim. Można zadawać sobie pytanie, czy porozumienie szczecińskie nie było podstawowym elementem planu, który upadł 29. VIII wraz ze strajkiem górników i hutników, planu izolowania Gdańska i skłonienia go do ustępstw.

Kiedy 30. VIII rozpoczęła się ostatnia faza rokowań gdańskich, komisja Jagielskiego wiedziała, że musi ustąpić nawet w tych sprawach, które pomyślniej udało się uregulować komisji Barcikowskiego. Jagielski wymógł uwzględnienie w przyszłym porozumieniu kompromisowego sformułowania, które zobowiązywało niezależne związki zawodowe do uznawania kierowniczej roli PZPR w państwie. Problem ten wzbudził kontrowersje wśród strajkujących, ale po burzliwych dyskusjach przeważyła opinia Wałęsy i większości ekspertów, skłonnych przyjąć żądanie władz. Merytorycznie fragment nie miał znaczenia zasadniczego, skoro strajkujący deklarowali przestrzeganie zasad konstytucji, ta zaś od 1976 roku określała PZPR jako siłę kierowniczą. Natomiast 30. VIII inna kwestia pozostała w zawieszeniu: żądanie MKS-u, by natychmiast uwolniono wszystkich aresztowanych w końcu sierpnia działaczy opozycyjnych.

Tegoż dnia zebrał się w Warszawie KC partii. Już uprzednio w Biurze Politycznym większość zdecydowała się na ustąpienie gdańskim postulatom. Takie stanowisko zaprezentował w referacie wysuwający się na stanowisko nowego szefa PZPR Stanisław Kania. Nie wiadomo, jak silny był sprzeciw zwolenników polityki siły, ale wiadomo, że występowali oni podczas obrad. Nie wiadomo również, jak szerokie pełnomocnictwa uzyskał Jagielski, ale wydaje się, iż zlecono mu możliwie najszybsze podpisanie porozumienia i zrezygnowanie z obstrukcji w jakichkolwiek sprawach szczegółowych. Generalia zaś już przedtem w Gdańsku uzgodniono.

31. VIII odbyło się w Gdańsku końcowe spotkanie komisji Jagielskiego i delegacji MKS-u. Jagielski usiłował jeszcze stawiać opór żądaniu natychmiastowego uwolnienia aresztowanych działaczy opozycyjnych, wedle przedstawionej przez MKS listy. Gdy delegacja strajkowa uzależniła od tego podpisanie porozumienia, cofnął się i w oficjalnym oświadczeniu zagwarantował zwolnienie następnego dnia. Po południu protokół parafowano, zaś wieczorem uroczyście podpisano. Scenę podpisania pokazała wieczorem telewizja. Cała Polska obserwowała ją z zapartym tchem. Następnego dnia, w poniedziałek 1. IX, zaczęły wracać do pracy załogi strajkujących zakładów Wybrzeża Gdańskiego i całej Polski, z wyjątkiem Górnego Śląska, który oczekiwał na rezultat odrębnych rozmów, rozpoczętych tegoż dnia w Jastrzębiu. Górnośląskie pertraktacje miały jednak dotyczyć wyłącznie spraw górnictwa i regionu, gdyż obie strony uznawały za wiążące dla siebie postanowienia gdańskie.

Tekst porozumienia gdańskiego był znacznie bardziej jednoznaczny i szedł dalej od tekstu szczecińskiego. Dotyczyło to przede wszystkim postulatów politycznych. W pierwszym punkcie stwierdzano: „Działalność Związków Zawodowych w PRL nie spełniła nadziei i oczekiwań pracowników. Uznaje się za celowe powołanie nowych, samorządnych związków zawodowych, które byłyby autentycznym reprezentantem klasy pracującej”. Dalej przyjmowano zasadę „wielości reprezentacji związkowych i pracowniczych”. Zapowiadano odpowiednie zmiany w ustawodawstwie. MKS stawał się Komitetem Założycielskim nowych związków, zaś rząd zobowiązał się do stworzenia warunków ich rejestracji poza rejestrem oficjalnej Centralnej Rady Związków Zawodowych.

Władze przyznawały nowym związkom prawo opiniowania kluczowych decyzji społeczno-gospodarczych, jak zasad podziału dochodu narodowego oraz wynagradzania i polityki płac, wieloletnich planów gospodarczych, kierunków inwestycji i zmian cen. MKS miał powołać ośrodek prac społeczno-zawodowych, który prowadziłby odpowiednie analizy i przygotowywał ekspertyzy oraz publikował wyniki swych badań. Nowe związki posiadałyby własne wydawnictwa. Władze zapewniały też udział przedstawi– cieli nowych związków w opracowaniu ustawy o związkach zawodowych.

Obok rozstrzygniętej w Szczecinie sprawy zaniechania represji wobec strajkujących – tym razem jednak bez ograniczających formuł oraz z gwarancją rządu dla strajkujących i osób wspomagających – zasadniczo uznawano prawo do strajku i zapowiadano jego uwzględnienie w ustawie o związkach zawodowych, wraz z określeniem warunków proklamowania i organizowania strajku, metody rozstrzygania spornych spraw, odpowiedzialności za naruszenie prawa. Choć interpretacja tego punktu mogła stwarzać pewne kontrowersje, gwarancje bezpieczeństwa osobistego i utrzymania warunków pracy zdawały się odnosić do wszelkich strajków, jakie mogłyby wybuchnąć przed uchwaleniem ustawy związkowej. Znacznie pełniej niż w Szczecinie określono kierunki ograniczenia cenzury. Rząd wnieść miał do sejmu projekt ustawy w ciągu trzech miesięcy, przy czym cenzura chroniłaby w ustalonym zakresie tajemnicę państwową i gospodarczą, bezpieczeństwo państwa i jego ważne interesy międzynarodowe, uczucia religijne i uczucia osób niewierzących, miała też uniemożliwiać rozpowszechnianie treści szkodliwych obyczajowo. Od decyzji cenzury istniałoby prawo odwołania do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Zakładano wyrażanie przez środki masowego przekazu różnorodności „myśli, poglądów i sądów” oraz społeczną kontrolę tych środków. Ogólnym sformułowaniom o korzystaniu ze środków masowego przekazu przez związki wyznaniowe towarzyszyła konkretna obietnica coniedzielnej transmisji mszy przez radio.

Szerzej potraktowano sprawę zwolnionych z pracy za udział w strajkach 1970 i 1976 roku. Miano rozpatrywać nie indywidualne wnioski o przywrócenie do pracy, lecz wszystkie zgłoszone przypadki i w razie stwierdzenia nieprawidłowości przywracać natychmiast do pracy tych, którzy by sobie tego życzyli. Taka procedura dotyczyła też usuniętych z uczelni studentów. Władze zgodziły się ponownie rozpatrzyć sprawy trzech wymienionych z nazwiska więźniów politycznych i do czasu zakończenia procesów uwolnić ich oraz zgodziły się uwolnić aresztowanych w końcu sierpnia działaczy opozycyjnych. Władze zobowiązały się bez zastrzeżeń do „pełnego przestrzegania swobody wyrażania przekonań w życiu publicznym i zawodowym”.

W odpowiedzi na szerzej niż w Szczecinie sformułowany postulat zniesienia przywilejów dla milicji, służby bezpieczeństwa i aparatu partyjnego przedstawiono obietnicę opracowania programu zrównania zasiłków rodzinnych oraz uznano zasadę doboru kadr kierowniczych wedle kwalifikacji i kompetencji, niezależnie od przynależności partyjnej.

Niektóre postanowienia natury społeczno-gospodarczej były również konkretniejsze niż w Szczecinie. Dotyczyło to w szczególności pominiętego w Szczecinie problemu reformy gospodarczej. Władze zobowiązały się do opublikowania w ciągu kilku miesięcy podstawowych założeń reformy i umożliwienia publicznej dyskusji. Reforma miała się opierać na zwiększonej samodzielności przedsiębiorstw i udziale samorządu robotniczego w zarządzaniu.

Po podpisaniu porozumienia gdańskiego do rozwiązania pozostały tylko problemy górnośląskie, choć w rozmaitych miejscowościach dochodziło jeszcze we wrześniu do lokalnych strajków. Rozmowy w Jastrzębiu trwały krótko. 3. IX podpisano w kopalni „Manifest Lipcowy” kolejne porozumienie między delegacją rządową a Międzyzakładową Komisją Robotniczą. Dotyczyło ono w zasadzie kwestii społeczno-gospodarczych. Największe znaczenie miały uzgodnienia odnoszące się do zniesienia systemu czterobrygadowego w górnictwie, który umożliwiał wydobycie we wszystkie dni tygodnia z niedzielą włącznie oraz wprowadzenie od 1. I. 1981 roku jako dni wolnych od pracy wszystkich sobót i niedziel. Ostatnie postanowienie w intencjach komisji rządowej dotyczyło zapewne tylko górników, ale w tekście porozumienia nie zostało to zaznaczone. Ponieważ wedle oficjalnych oświadczeń rządu porozumienia ze Szczecina, Gdańska i Jastrzębia obowiązywały w całej Polsce, sprawa rychło stała się przyczyną ostrych kontrowersji i konfliktów z załogami. Z pewnego dystansu ocenić można formułę o wolnych sobotach jako świadectwo zamętu i nieudolności w szeregach władz, były one bowiem w stanie doprowadzić w Jastrzębiu do jej ograniczenia poza górnictwem w sposób podobny, jak uczyniono to w Gdańsku. Tam bowiem uzgodniono stopniowe zwiększanie liczby wolnych sobót, poczynając od 1981 roku.

Trzy porozumienia stanowiły fundament „porozumienia społecznego”, którego potrzebę w ślad za Olszowskim głosili od IV plenum KC partii publicznie redaktor „Życia Gospodarczego” Jan Główczyk i redaktor „Polityki” Mieczysław Rakowski. Ich poglądy zdawały się zwyciężać w kierownictwie partii, kiedy w nocy z 5 na 6. IX zebrał się kolejny raz Komitet Centralny PZPR. Losy ekipy Gierka były przesądzone. Jego następcą został odgrywający naczelną rolę w dniach poprzednich Kania, choć w ostrej konkurencji ze zwolennikiem bardziej ostrego przeciwstawiania się żądaniom społeczeństwa Olszowskim.

Rychło okazało się, że partia nie tyle określiła swą linię polityczną, ile w przerażeniu, chaosie i dezorientacji ustępowała sytuacji przymusowej. Być może, iż nieliczna grupa działaczy partyjnych gotowa była do takiego przemodelowania systemu PRL, aby uwzględniał on podpisane porozumienia w ich najwęższej interpretacji. Jeśli tak było, a brak na to dowodów poza deklaracjami, w ośrodkach dyspozycyjnych i aparacie władzy dominowały dążenia do wycofania się z porozumień przy każdej możliwej okazji, zmuszenia społeczeństwa do uległości, przywrócenia nieograniczonego panowania partii.

Jasnej perspektywy brakowało stronie, która w sierpniu 1980 roku odniosła zwycięstwo. Szerokie rzesze strajkujących i całe społeczeństwo były upojone sukcesem. Sierpień 1980 roku zdawał się potwierdzać, że Związek Radziecki za wszelką cenę pragnie uniknąć bezpośredniej interwencji w Polsce, zaś polscy komuniści są bezradni wobec masowego ruchu robotniczego, który odkrył skuteczną metodę przeciwstawiania się władzom: powszechny strajk okupacyjny. Większy sceptycyzm panował wśród większości ekspertów i wśród działaczy KOR-u. Zakładali oni, że interwencja radziecka jest możliwa, a nawet stanie się nieuchronna w wypadku, gdyby rozwój wydarzeń doprowadzić miał do usunięcia w Polsce komunistycznego panowania. Górowała tendencja do znalezienia na przyszłość kompromisu z interesami radzieckimi i interesami polskich komunistów, opartego na względnej równowadze sił. Była to koncepcja „samoograniczającej się rewolucji”, wedle określenia użytego później w druku po raz pierwszy przez Jadwigę Staniszkis. Sprzyjała tej koncepcji część działaczy strajkowych z Wałęsą na czele. Znajdowała ona poparcie u nawołującego do umiarkowania prymasa Wyszyńskiego. Brakowało jednak zgodności poglądów na to, jaki ma być kształt kompromisu i dokąd sięgnąć mogą przemiany w Polsce, by z jednej strony zabezpieczyć ich trwałość, z drugiej nie wywołać gwałtownej reakcji komunistów.

Istotę koncepcji oddawał trafnie Adam Michnik we wrześniowym tekście „Czas nadziei”, opublikowanym w „Biuletynie Informacyjnym”: „A prawda jest taka, że bez umowy władzy ze społeczeństwem tym państwem nie da się rządzić. I taka, że wbrew przemówieniom wygłaszanym na akademiach nie jest to państwo suwerenne. I taka również, że z faktem ograniczenia swej suwerenności przez interesy państwowe i ideologiczne ZSRR Polacy muszą się liczyć. I taka wreszcie, że jedynym rządcą Polski akceptowanym przez przywódców ZSRR są komuniści i nic nie wskazuje na to, by ten stan rzeczy miał jutro ulec zmianie. Co z tego wszystkiego wynika? Wynika z tego, że każda próba rządzenia wbrew społeczeństwu musi wieść do katastrofy; wynika z tego również, że każda próba obalenia komunistycznej władzy w Polsce jest zamachem na interesy ZSRR. Taka jest rzeczywistość. Można jej nie lubić, ale trzeba ją przyjąć do wiadomości… Wiem, że niejeden z moich kolegów zarzuci mi faktyczną rezygnację z dążeń do niepodległości i demokracji. Tym odpowiem z całą szczerością: nie wierzę, by w obecnej sytuacji geopolitycznej realne było wybicie się na niepodległość i parlamentaryzm. Wierzę, że możemy organizować naszą niepodległość od wewnątrz, że stając się społeczeństwem coraz lepiej zorganizowanym, sprawniejszym, zamożniejszym, wzbogacającym Europę i świat o nowe wartości, pielęgnującym tolerancję i humanizm – pracujemy dla niepodległości i demokracji… Możliwy jest pluralizm we wszystkich dziedzinach życia publicznego, możliwa jest likwidacja cenzury prewencyjnej, możliwa jest racjonalna reforma gospodarki i sprawiedliwa polityka społeczna, możliwa jest prasa i telewizja oparte na zasadzie konkurencyjności i piszące prawdę, możliwa jest wolność nauki i autonomia wyższych uczelni, możliwa jest społeczna kontrola cen i ruch obrony konsumenta, możliwe są niezawisłe sądy i komisariaty, gdzie nie bije się ludzi… Musimy to wszystko od władz wydzierać i wymuszać, bo nigdy żaden naród nie dostał swoich praw w prezencie. Wszakże wymuszając i wydzierając pamiętajmy, by nie rozedrzeć na strzępy tego, co jest państwem polskim, państwem niesuwerennym, ale państwem, bez którego nasz los byłby nieporównanie bardziej uciążliwy”.

Ten znakomity tekst ujawniał zarazem brak pozytywnych długofalowych rozwiązań sytuacji, jaka powstała po sierpniu 1980. Czyż bowiem ruch, który miał „wydzierać i wymuszać” mógł pozostać w granicach celów zakreślonych przez Michnika, mógł zyskać taki stopień organizacji i dyscypliny, który pozwoliłby hamować w miejscu wobec cofającego się przeciwnika? I czy owe ograniczone cele podane przez Michnika dawały się pogodzić z interesami państwowymi i ideologicznymi ZSRR?

Jedna odpowiedź na „Jerzy Holzer, „Solidarność” 1980-1981. Geneza i historia (fragment)

  1. AlicjaB pisze:

    Mam jeden dodatkowy egzemplarz tej książki – wydanie Kwartalnika Politycznego „Krytyka”, Warszawa 1983. Gdyby ktoś był zainteresowany kupnem, proszę o kontakt. alicjabrzezowska@gmail.com

Dodaj komentarz